Chciał zobaczyć zdobyty przez Rosję czołg. 16-latek zginął w T-72
Jak informuje na swoim Telegramie The Moscow Times, w multimedialnym parku "Rosja - Moja Historia" w Jakucku, gdzie prezentowana jest wystawa sprzętu wojskowego określanego przez organizatorów jako "zdobyty od NATO" lub przejęty przez rosyjskie wojsko podczas inwazji na Ukrainę, zdarzył się tragiczny wypadek z udziałem nastolatka.

Rosja od dłuższego czasu stawia na militaryzację kultury i edukacji w Rosji, dlatego obok lekcji "patriotycznego wychowania", szkolnych musztr, konkursów wojskowych i spotkań z weteranami, w całym kraju powstają "wystawy edukacyjne" prezentujące zdobyty przez rosyjską armię sprzęt wojskowy. Ich oficjalnym celem jest - jak podają rosyjskie władze - "wzmacnianie postaw patriotycznych" oraz "pokazywanie sukcesów rosyjskiej armii w walce z Zachodem i reżimem kijowskim".
Propaganda goni propagandę
W praktyce jednak mają one wyraźny charakter propagandowy, mający legitymizować inwazję na Ukrainę i budować społeczne poparcie dla przedłużającego się konfliktu. Na wystawach prezentowany jest sprzęt wojskowy zdobyty (lub rzekomo zdobyty) w Ukrainie, m.in. czołgi, transportery, a także drony, amunicja i sprzęt osobisty żołnierzy. Często towarzyszą im filmy, rekonstrukcje bitew, a nawet możliwość wejścia do prezentowanych pojazdów, co jest dla dzieci i młodzieży nie lada atrakcją.
Tragedia podczas "wystawy edukacyjnej"
Niestety podczas jednej z takich wystaw w Jakucku doszło do tragicznego wydarzenia, bo jak poinformował The Moscow Times, powołując się na mera miasta Jewgienija Grigoriewa, 16-letni chłopiec został śmiertelnie przygnieciony przez ciężki ruchomy element czołgu T-72. Według wstępnych ustaleń nastolatek wszedł do wnętrza pojazdu przez dolny właz, po czym jedna z części konstrukcji oderwała się i spadła na niego.
"Według wstępnych danych dziecko zostało przygniecione przez ciężką, ruchomą, metalową część czołgu. Na miejscu pracują służby śledcze" - napisał urzędnik na swoim Telegramie, apelując jednocześnie do rodziców, by nie pozwalali dzieciom na "niekontrolowaną zabawę w potencjalnie niebezpiecznych miejscach".
Pytanie tylko, czy to odpowiednia reakcja na problem, bo już wcześniej pojawiały się informacje sugerujące, że sprzęt wojskowy na tego typu pokazach nie jest odpowiednio zabezpieczony, a organizatorzy nie zapewniają środków ochronnych ani nadzoru technicznego.
Co więcej, to nie pierwszy przypadek śmierci dziecka w takim miejscu, bo w kwietniu ubiegłego roku podczas podobnej ekspozycji w Komsomolsku nad Amurem rampa transportera opancerzonego M113 otworzyła się i uderzyła w głowę czteroletniego chłopca. Rodzice natychmiast wezwali pomoc, jednak mimo interwencji lekarzy chłopiec zmarł w szpitalu na skutek otwartego urazu czaszki. Sprawą zajęła się lokalna prokuratura, która potwierdziła zaniedbania organizatorów.










