Jakiś czas temu pisaliśmy o publikacji Financial Times, która dotyczyła alarmującego zachowania dwóch rosyjskich pojazdów kosmicznych, Łucz-1 i Łucz-2, od miesięcy niebezpiecznie zbliżających się do kluczowych satelitów obsługujących łączność nad Europą. Według informacji, do których dotarły zachodnie media, Rosja mogła podsłuchiwać i przechwytywać transmisje z co najmniej kilkunastu najważniejszych satelitów, w tym zawierające poufne dane rządowe i część komunikacji wojskowej.
I taki scenariusz można sobie wyobrazić, ale trudno sobie wyobrazić to, czego dowiedzieliśmy się przy okazji, a mianowicie, że część europejskich satelitów nadal nie korzysta np. z szyfrowania danych. Przecież to kosmiczna technologia, która w założeniu powinna być nowoczesna i innowacyjna, tymczasem z tych informacji wyłania się zupełnie inny obraz. W związku z tym postanowiliśmy porozmawiać z ekspertem od cyberbezpieczeństwa i infrastruktury krytycznej, Piotrem Ciepielą, aby nieco lepiej zrozumieć prawdziwy "krajobraz kosmiczny".

Jak to możliwe, że satelity wojskowe nie korzystają z szyfrowania? Czy to wynika z ich wieku? A może nie do końca, bo przecież część ma dosłownie kilka/kilkanaście lat, więc już wtedy korzystaliśmy z szyfrowania w komputerach?
Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider zespołu Technology Consulting: Technologia satelitarna sama w sobie ma już swoje lata. Co więcej, kiedy wypuszczasz satelitę, to później możliwości, aby ktoś go naprawił lub znacząco zmodyfikował są niezwykle ograniczone - nie polecisz z nowym hardware na orbitę za często. To zupełnie tak, jak wypuszczanie w kosmos komputera, który musi działać i pozostawać bezpieczny przez lata. Tymczasem dobrze wiesz, jak szybko zmienia się sytuacja w obszarze cyfrowych zabezpieczeń.
A wiemy, jak duża jest skala zjawiska? W sensie liczba satelitów, które są tak narażone?
Skala jest raczej większa niż mniejsza. Tu trzeba wspomnieć o tzw. dual use, czyli wojsko mówi dzisiaj, że musi wykorzystywać technologie sektora prywatnego, bo rozwój jest tak szybki, że to najbardziej efektywna metoda. Do niedawna było tak, że kosmiczna technologia powstawała w wojsku, a potem była wykorzystywana w sektorze prywatnym. Dzisiaj te proporcje są znacznie zmienione.
W kosmosie mamy trzy następujące obszary: Geostacjonarną Orbitę Okołoziemską (GEO), która jest powyżej 35 000 km nad nami, Średnią Orbitę Okołoziemską (MEO), czyli 2 000 do 35 000 km i to, co pewnie nas dziś najbardziej interesuje, czyli Niską Orbitę Okołoziemską (LEO), między 200 km a 2 000 km. I tak, w przypadku GEO potrzebujesz trzech satelitów, żeby ogarnąć glob, przy MEO potrzebujesz sześciu, a przy LEO potrzebujesz ich setki czy nawet tysiące.
To m.in. najpopularniejsze dzisiaj rozwiązania, których rewolucja polega jednak na tym, że może i potrzebujesz tego bardzo dużo, ale w zasadzie - utrzymując proporcje znane z poprzednich dekad - nie jest to bardzo drogie. Jest to też technologia o najwyższym poziomie zaawansowania, ale jednocześnie na tyle prosta do zrobienia, że na dzisiejszym poziomie technologicznym następuje zjawisko jej relatywnej powszechności.
Co chcesz przez to powiedzieć?
Wojsko dba o kwestię szyfrowania, poziom bezpieczeństwa jest na najwyższym poziomie, wszystko jest testowane, szyfrowane i tak dalej, ale pytanie, gdzie zaczyna się obszar, który powinien być szczególnie chroniony w ten sposób. Spójrzmy na wojnę w Ukrainie, gdzie zaczynasz wykorzystywać do celów wojskowych infrastrukturę komercyjną, której z założenia nie szyfrujesz, ale teraz w pewnej przestrzeni jednak szyfrujesz. Ogólna zasada jest taka, że dużo łatwiej jest zbudować zabezpieczenia od postaw, niż na późniejszym etapie zabezpieczać niezabezpieczone rozwiązania. Obecna sytuacja jest bez precedensu.
Dam ci taki przykład. Przez wiele lat w rafineriach, elektrowniach czy na produkcji nic się nie działo i wszyscy mówili, że to jest bezpieczne, bo nic się nie dzieje. Fizyczne systemy, sterowniki, no nic nie można z tym zrobić. Ale jak specjaliści od cyberbezpieczeństwa, m.in. ja 15 czy 20 lat temu, zaczęli sobie to sprawdzać, to okazało się, że wszystko stoi otworem. To jest takie "security by obscurity", czyli po prostu nikt się tym nie interesuje, a w rzeczywistości poziom nieprzygotowania jest powszechny.
Zresztą przed laty był taki słynny raport rządu brytyjskiego. Przejrzeli elektrownie jądrowe i okazało się, że poziom zabezpieczenia pod względem cyberbezpieczeństwa właściwie nie istnieje, bo wszyscy zwracają uwagę tylko na bezpieczeństwo fizyczne i systemowe. Cyberbezpieczeństwo w ogóle nie było brane pod uwagę, bo wszyscy wychodzili z założenia, że to jest tak zabezpieczone, że nikt się do tego nie zbliża.
No właśnie, a przecież z satelitami jest jak z tymi elektrowniami, ryzyko przechwytywania komunikacji to tylko jeden z potencjalnych problemów, prawda? Na jakie jeszcze zagrożenia poza podsłuchiwaniem podatne są satelity i czym to grozi?
Z satelitami można zrobić różne rzeczy - podsłuchiwać, zniszczyć lub wpłynąć negatywnie na ich działanie. Rosja swój program kosmiczny koncentruje właśnie na obszarze LEO, bo to może właśnie dawać dostęp do informacji poprzez podsłuch, ale też służyć do tegom żeby coś zniszczyć. Istnieje szereg rzeczy, które można zrobić z pomocą satelitów na Niskiej Orbicie Okołoziemskiej.
Jest kilka wektorów ataków na satelity. Pierwszy to sygnał, który można zakłócić np. poprzez spoofing, czyli podszywanie się pod sygnał i przechwytywanie, tj. albo blokujesz komunikację, albo ją sobie fałszujesz. Natomiast sam satelita to jest kwestia dostania się do tzw. Command and Control i znowu, jeśli przejmiesz ten system, możesz wysyłać zmodyfikowane sfałszowane sygnały. Ale jeżeli popatrzysz szerzej na cały system satelitarny, to nie są to tylko satelity, bo mamy jeszcze m.in. kwestie komunikacji pomiędzy satelitami, satelitą a stacją naziemną i wszystkie wektory ataku na stacje na ziemi.
Stacje naziemne mają w środku swoją logikę i systemy. W zależności od tego, jak taki system jest zbudowany, możesz łatwiej lub prościej się do niego dostać i wykorzystać do ataku malware'y, ransomware'y i tak dalej. Dalej mamy warstwę sieciową, bo ta stacja musi przecież też te dane przekazywać, czyli mamy kwestię potencjalnie nieautoryzowanego dostępu do sieci. Poprzez włamanie do takiej sieci i przejęcie sygnału omijasz i kwestię satelit, i Ground Control, wrzucasz się do sieci i tak naprawdę robisz tam atak typu man in the middle albo klasyczny DoS (Denial of Service).
Oddzielnym wątkiem jest kwestia telemetrii, wyrzutni satelitów, właściwie cały ten ekosystem jesteś w stanie jakoś podejść i na niego wpłynąć - zakłócić, podsłuchać, zmanipulować albo zupełnie zamknąć. Poziom zabezpieczeń tego ekosystemu bywa niestety mocno zróżnicowany, bo zwykle nie podlega on regulacjom, zatem poziom jego zabezpieczeń zależy od dojrzałości cyberzabezpieczeń jego producentów.
To tak naturalne kolejne pytanie, co możemy z tym zrobić? Bo generalnie ze wspomnianej już publikacji Financial Times wynika, że Europa nie ma spójnej strategii, jak się bronić przed podobnymi incydentami w przyszłości.
Tutaj mamy sytuację o tyle dobrą, że istnieje klasyczne podejście do zabezpieczeń systemów cyberfizycznych, czyli takich jakie znajdziemy choćby w obszarze produkcji. Chodzi tylko o to, żeby zdać sobie sprawę z tego, że dzisiaj cyberprzestrzeń znowu nam się rozszerzyła. Na początku rozszerzyła nam się z IT na kwestie produkcyjne, czyli OT, a potem na IOT. Teraz mamy znowu nową przestrzeń, czyli kosmos. Są takie obszary, które dzisiaj bardzo mocno obserwujemy - cyberbezpieczeństwo, które obejmuje zarówno kwestie nad ziemią, ale również infrastruktury naziemnej oraz kwestie regulacji prawnych.
Wątku prawnego nie można odpuszczać, bo czysto hipotetycznie załóżmy, że mój satelita-kamikadze wpadnie na twojego satelitę i powiem mu, ojej, przepraszam, niechcący. No i teraz niechcący, czy to już jest akt wojny? A może pierwszy raz to jest zawsze niechcący, a każdy kolejny to zawsze celowy? Prawo musi próbować nadążyć za tym wszystkim, zwłaszcza że za jakiś czas tych satelitów w LEO będzie bardzo dużo.
Czyli rosnąca rola technologii cywilnych sprawia, że cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych elementów współczesnej doktryny wojennej?
Jeżeli dzisiaj wojsko ogłasza, że będziemy współpracować z platformami danych, bo potrzebujemy lepszych informacji, to dlatego, że dane są "paliwem napędowym" dzisiejszego świata. I dobrze, że idziemy w tę stronę, ale faktycznie jest tak, że wojsko ze względu na nakłady i koncentrację siły merytorycznej po prostu miało przewagę, a dzisiaj ta przewaga jest rozproszona, bo przez lata pokoju tak duży jest ten rozwój technologiczny, że musimy iść w stronę podwójnego zastosowania. I w związku z tym jednym z aspektów, które dziedziczymy, jest kwestia cyberbezpieczeństwa, która faktycznie staje się częścią doktryny wojennej. To zagadnienie niezwykle ważne z punktu widzenia geopolicznego, bo mamy kwestie sabotażu, zakłócenia i szpiegostwa.
Ja uważam, że wojsko bardzo dobrze robi, bo jeżeli dzisiaj mamy zdjęcia satelitarne i informacje szybko centralizowane, z których możemy wyciągnąć właściwe dane, a następnie planować działania, to jest dla nas i wojska bardzo istotne. I pewnie wojsko ma mnóstwo ciekawych rozwiązań, o których nie wiemy, gdzie są superrozwinięci, ale w niektórych aspektach może potrzebują wsparcia. To jest dzisiaj moim zdaniem naturalne, bo nie ma się co zamykać na to, co dzieje się na świecie.
A jak w tym kontekście wyglądają zapowiedzi Unii Europejskiej, że do 2030 roku ma powstać nowy bezpieczny system łączności satelitarnej dla wywiadu wojskowego. Mówimy o perspektywie 4 lat, czy to jest w ogóle realne i faktycznie do zrealizowania w tak krótkim czasie?
Daniel, ale zobacz, my teraz rozmawiamy, że za 4 lata będziemy mieć taki system. No to wiesz, jakie pytanie powinno paść jako następne?
Czemu jesteśmy tyle lat do tyłu?
Tak dokładnie, a co teraz? Z tych wszystkich informacji można różne rzeczy odczytywać.
W moim dość idealistycznym podejściu zakładam, że po prostu teraz każde państwo robi to na swój sposób, a Unia Europejska chce to jakoś tam scentralizować w ramach wszystkich państw członkowskich.
Możemy rzeczywiście mieć takie podejście, bo Unia składa się z 27 państw i teraz może być tak, że jeden kraj będzie miał wysoki poziom bezpieczeństwa i będzie miał szyfrowanie i tak dalej, a drugi nie, ale będzie chciał mieć komunikację z resztą Wspólnoty. I teraz my jako Unia nie możemy pozwolić na to, że ktoś obniża nasz ogólny poziom bezpieczeństwa, więc oczywiście dobrze jest mieć jeden wspólny standard, który będzie brał pod uwagę te rzeczy. I na pewno jest lepiej zrobić to jako UE, bo jest koncentracja pieniądza i siły merytorycznej, gdzie jesteśmy w stanie to wypracować w najlepszy sposób. To jest świetny pomysł, ale zanim do tego dojdziemy, musimy się trzymać działań na narzędziach, którymi dysponujemy.
A jak w tym wszystkim wygląda kwestia naszego kraju? Jakie mamy możliwości, skoro swoich satelitów komunikacyjnych nie mamy. Powinniśmy skupić się na UE czy może pracować nad własnymi rozwiązaniami, chociaż nie oszukujmy się, potęgą kosmiczną nie jesteśmy i raczej już nie będziemy. Zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się na świecie i faktu, że największy sojusznik może nam od ręki zabrać dostęp do danych wywiadowczych.
W Polsce też powstają firmy zajmujące się przestrzenią kosmiczną, bo dzisiaj próg wejścia jest inny niż dekadę czy dwie temu. Prototyp własnego satelity jesteśmy w stanie zrobić w miarę szybko, nawet startupowo, ale potem już ta technologia może być dużo lepsza. Ale pytanie jest takie, jaką rolę jako Polska chcemy pełnić w tej grze? Czy my chcemy rzeczywiście produkować? Ja uważam, że dzisiaj, ponieważ trochę Unia rozpoczyna dyskusję na ten temat i my jako Polska też w tym uczestniczymy, musimy zdefiniować swoją rolę.
Czy my chcemy produkować tego typu satelity, produkować części do tych satelitów, produkować software, produkować logikę czy na przykład być dostawcą cyberbezpieczeństwa? Uważam, że Polska jest jednym z mocniejszych krajów, jeżeli chodzi o cyberbezpieczeństwo. A na co postawimy, pewnie to zobaczymy niedługo w praktyce. Mamy jednak kraj bardzo mądrych ludzi.
To bardzo optymistyczna myśl, na której warto chyba zakończyć, dlatego dziękuję bardzo za rozmowę.














