Polska zbudowała jedną z najsilniejszych armii konwencjonalnych w Europie, jednak wydarzenia 2025 i początku 2026 roku pokazały, że nowe rodzaje zagrożeń wymagają innych zdolności niż te, na których dotychczas koncentrowała się modernizacja Sił Zbrojnych.
We wrześniu i listopadzie ubiegłego roku doszło do dwóch incydentów, które wyraźnie ujawniły lukę w przygotowaniu Polski na działania hybrydowe. W nocy z 9 na 10 września 2025 roku w polską przestrzeń powietrzną wleciało od 19 do 23 rosyjskich dronów, głównie tanich modeli Gerbera. Część z nich została zestrzelona przy wsparciu polskich F-16 i holenderskich F-35.
Coraz częstsze rosyjskie sabotaże w Polsce
Incydent zakończył się tymczasowym zamknięciem kilku lotnisk oraz uruchomieniem przez Polskę artykułu 4. Traktatu Północnoatlantyckiego. Było to największe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Dwa miesiące później, 16 listopada, doszło do wybuchu na linii kolejowej Warszawa-Lublin w rejonie miejscowości Mika. Eksplozja uszkodziła tor w momencie przejeżdżania pociągu towarowego. Premier Donald Tusk określił zdarzenie jako "bezprecedensowy akt sabotażu" wymierzony w bezpieczeństwo państwa. Linia ta odgrywa istotną rolę w transporcie pomocy na Ukrainę.
Polska przygotowana tylko do klasycznej wojny konwencjonalnej
Oba incydenty są elementem wzorca działań hybrydowych Rosji w Polsce, które w 2025 roku wyraźnie się nasiliły. Oprócz naruszeń przestrzeni powietrznej i ataków na infrastrukturę kolejową, Polska w zeszłym roku i obecnie zmaga się z falą podpaleń fabryk, magazynów i obiektów logistycznych w różnych częściach kraju. Dochodzi również do licznych aktów sabotażu oraz nasilonych cyberataków, a służby bezpieczeństwa odnotowały wzrost prób werbowania osób do działań na rzecz rosyjskich służb specjalnych.
Amerykański dziennik "Washington Post" opublikował analizę, w której eksperci stwierdzili wprost, że Polska zbudowała potężną armię przygotowaną przede wszystkim do klasycznej wojny konwencjonalnej, podczas gdy rzeczywiste zagrożenie przybiera coraz częściej formę działań hybrydowych, w tym masowego użycia dronów i ataków na infrastrukturę krytyczną.
Polska zaczęła się uodparniać, ale do sukcesu jeszcze daleka droga
Analitycy zwracają uwagę, że dotychczasowa modernizacja Sił Zbrojnych skupiała się głównie na zwiększaniu liczebności, zakupie ciężkiego sprzętu oraz budowie potencjału odstraszania na wschodniej flance NATO. Tymczasem incydenty z 2025 i 2026 roku ujawniają pilną potrzebę przyspieszenia prac nad obroną przeciwdronową, ochroną infrastruktury oraz odpornością cywilną.
Polski rząd i armia w ostatnich miesiącach się jednak zreflektowali i podejmują już działania w tym zakresie, a mianowicie rozwijane są systemy antydronowe, uczestniczymy w operacji NATO "Eastern Sentry" oraz realizujemy programy szkolenia ludności cywilnej. Jednocześnie specjaliści podkreślają, że skuteczna obrona przed zagrożeniami hybrydowymi wymaga nie tylko nowoczesnego sprzętu, lecz także lepszej koordynacji między służbami, szybkiej wymiany informacji oraz odpowiedniego przygotowania społeczeństwa.
Jak wskazują amerykańscy eksperci, ostatnie wydarzenia stały się dla Polski wyraźnym sygnałem, że w obecnych warunkach bezpieczeństwa nie wystarczy już tylko rozbudowywać potencjał konwencjonalny. Konieczne jest także dostosowanie strategii obronnej do zagrożeń, które nie zawsze przybierają formę tradycyjnego konfliktu zbrojnego. Dziennikarze Washington Post mają nadzieję, że nasz kraj zdąży się odpowiednio przygotować na możliwość ataku Rosji na pierwszy kraj NATO i na zintensyfikowanie działań hybrydowych ze strony Kremla.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 91 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











