Nie będzie myśliwca programu FCAS. Cień nad europejskim przemysłem obronnym
Doniesienia o formalnym zakończeniu budowy nowego myśliwca o kryptonimie NGF - Next Generation Fighter w ramach programu FCAS zostały rozpowszechnione przez niemiecką agencję DPA. Według niej kanclerz Friedrich Merz rozmawiał o tym z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem 6 czerwca 2026 podczas szczytu UE - Bałkany Zachodnie w Czarnogórze. W ocenie Merza nie było żadnych szans na przełamanie impasu między firmami zbrojeniowymi zaangażowanymi w ten projekt. Doniesienia te potwierdził 8 czerwca Pałac Elizejski. Tym samym projekt myśliwca w ramach programu FCAS można uznać za pogrzebany.
Przypomnijmy, że od miesięcy program budowy myśliwca NGF był zagrożony ze względu na tarcia pomiędzy dwoma największymi firmami, które były głównymi wykonawcami jego projektu - Dassault Aviation z Francji i Airbus z Niemiec. Francuzi chcieli utrzymać przewodnictwo w projekcie, a Niemcy forsowali równy podział prac. Wynikało to z przewidywanej wartości całego programu FCAS, który według szacunków na przestrzeni lat mógł osiągnąć 100 miliardów euro, jakie poszłyby do uczestniczących firm. Ponadto obie strony miały inną wizję co do wymagań technicznych, które trudno było pogodzić przy nakładzie prac.
Oficjalne zamknięcie projektu myśliwca NGF w teorii nie oznacza jednak całkowitego upadku programu FCAS. Pomiędzy Francją i Niemcami ma być kontynuowany wspólny rozwój architektury "chmury bojowej", która miałaby w powietrzu łączyć różne systemy wojskowe. To tak naprawdę drugi główny filar FCAS. Podział odpowiedzialności za ten komponent ma zostać omówiony na kolejnej francusko-niemieckiej radzie ministerialnej.
Niemniej upadek głównego filaru FCAS, czyli samolotu bojowego nowej generacji, już kładzie się dużym cieniem na przyszłość rozwoju myśliwca przyszłości w Europie. Wielu komentatorów podważa teraz zdolność do międzynarodowej kooperacji na Starym Kontynencie. Konsekwencje dotkną szczególnie trzeciego kraju w programie FCAS - Hiszpanii.
Francusko-brytyjskie początki programu FCAS
Warto przyjrzeć się historii programu FCAS, jego wielkim rozmiarom i ambicjom, trapiącym go od lat problemom, oraz możliwościom, jakie po jego upadku posiadają Francja, Niemcy i Hiszpania.
Zalążki współczesnego programu FCAS zaczęły się jeszcze na początku XXI wieku, gdy w kilku europejskich krajach rozwijała się koncepcja powietrznego "system systemów", czyli połączenia bojowych urządzeń załogowych i bezzałogowych w środowisku walki powietrznej. Była to swoista koncepcja walki o niebo przyszłości.
Pierwsze większe prace, które można przypisać pod program FCAS, prowadziły Francja i Wielka Brytania. W lipcu 2012 roku przeznaczyły łącznie 13 mln euro na "fazę przygotowawczą przyszłego programu systemu walki powietrznej". Zakładała opracowanie latającego bezzałogowca, który będzie podstawą przyszłego "systemu systemów". Kontrakty po stronie brytyjskiej otrzymały BAE Systems, Selex ES oraz Rolls-Royce, a po francuskiej Dassault, Thales oraz Safran. Prace miały opierać się na doświadczeniach przy tworzeniu bezzałogowych samolotów Taranis i Neuron. Zakładano, że program zostanie ukończony około 2030 roku. Po kilku latach nic jednak nie zapowiadało, że projekt to coś więcej niż parę makiet i medialnych zapowiedzi. Dużym ciosem był Brexit, który tylko osłabił francusko-brytyjską kooperację. Po nim w 2016 roku oba państwa poszły własnymi ścieżkami w rozwoju nowych platform lotnictwa bojowego. Francuzi postanowili zamienić sąsiada zza La Manche na sąsiada zza Renu.
Niemcy wkraczają do gry
W drugiej połowie zeszłej dekady w Europie pojawiały się założenia stworzenia europejskiego myśliwca, który mógłby być odpowiedzią na dopiero wdrażane F-35. Koncepcje te zakładały stworzenie platformy, która wykorzystywałaby technologię obniżonej wykrywalności, uzbrojona byłaby w nowe środki uzbrojenia i mogłaby współpracować z bezzałogowcami.
Podczas Międzynarodowego Salonu Lotniczo-Kosmicznego w Berlinie w czerwcu 2018 roku rządy Francji i Niemiec podpisały 10-stronicowy dokument, który zakładał kooperację przy stworzeniu nowego samolotu bojowego, który miałby wejść do służby w 2040 roku. Projekt otrzymał miano Future Combat Air System. Kooperacja wydawała się naturalna. Francja nie widząc perspektyw na dalszą współpracę z Wielką Brytanią, postanowiła działać z innym państwem, które też ma silną bazę przemysłowo-technologiczną w Europie. Warto dodać, że w 2016 roku niemiecka część Airbusa przedstawiła koncepcję załogowego samolotu bojowego, który miał zastąpić już starzejące się platformy Tornado z zasobów Luftwaffe. Maszyna ta też była opracowywana z myślą wykorzystania jej jako podstawę "systemu systemów". Doświadczenia z tego projektu łatwo mogły przejść do programu FCAS, dając potrzebny rozpęd.
Początek programu, trzeci rozgrywający i pierwsze zgrzyty
W czerwcu 2018 roku ogłoszono, że liderem programu FCAS ma być Francja. W zamian za to Niemcy miały dostać większy kawałek tortu przy projekcie europejskiego czołgu przyszłości - Main Ground Combat Systems. Z poziomu przemysłu głównymi wykonawcami programu FCAS miały być Dassault ze strony Francji oraz Airbus ze strony Niemiec.
Pierwsze konkrety w sprawie FCAS pojawiły się w lutym 2019 roku, gdy podpisano umowy dla Dassaulta i Airbusa na opracowanie projektu myśliwca. Obok tego francuska firma Safran Aircraft Engines i niemiecka MTU Aero Engines otrzymały kontakt na opracowanie do nowej maszyny jednostki napędowej. Ogólnie na pierwsze prace projektowe przeznaczono 65 mln euro. Dodatkowo w lutym 2019 roku ogłoszono, że do FCAS dołączy Hiszpania. Krok ten można było przewidzieć, gdyż już parę lat wcześniej Madryt i Berlin badały możliwość wspólnego projektu myśliwca przyszłości. Ponadto Hiszpania już była zaangażowana w program myśliwca Eurofighter Typhoon m.in. przez zakłady Airbusa na swoim terytorium. W czerwcu 2019 na Międzynarodowym Salonie Lotniczo-Kosmicznym w Paryżu chęć udziału w programie FCAS ogłosiło europejskie konsorcjum MBDA, które mogłoby zapewnić uzbrojenie. Także w Paryżu zaprezentowano po raz pierwszy makietę, mającą zwizualizować projekt myśliwca z FCAS.

Wydawać by się mogło, że projekt FCAS szedł w dobrą stronę. Tak jednak nie było. Zarówno rządy Francji, jak i Niemiec nie inwestowały potrzebnych kwot w program. W tym czasie w Europie pojawiła się konkurencja w postaci brytyjskiego projektu Tempest, który co ciekawe, powstał na bazie doświadczeń z opisywanego projektu pra-FCAS z Francuzami. Tempest wzbudzał już zainteresowanie m.in. Włoch i Szwecji. W tym czasie wydawało się, że FCAS stanął w miejscu. Ponadto zaczęły pojawiać się największe problemy programu - tarcia na linii francuskiego Dassaulta i niemieckiego Airbusa. Niemcy nie byli szczególnie zadowoleni z podziału ról, gdzie to Francuzi mają najwięcej do powiedzenia. Klarowała się relacja, która charakteryzowała FCAS w następnych latach - Francuzi chcieli mieć najwięcej głosu, Niemcy się na to nie zgadzali, a Hiszpanie byli traktowani jak piąte koło u wozu.
Rozpoczęcie fazy demonstratora, czyli gdzie jest latający myśliwiec
12 lutego 2020 roku nastąpił duży krok w rozwoju FCAS w postaci umowy na stworzenie demonstratora technologii, który miał powstać w przeciągu półtora roku. Tym samym FCAS przeszedł z fazy 1A do 1B, która miała przybliżyć projekt do pierwszego lotu testowego, zaplanowanego na 2026 rok. Nowa faza oznaczał integrację spółek hiszpańskich...co było kolejnym problemem. Hiszpania jako swojego lidera w programie FCAS wybrała krajową firmę Indra, co nie podobało się Airbusowi. Ponadto do opracowania jednostki napędowej dołączyć miała hiszpańska ITP Aero. Mówimy więc o sytuacji, gdy dwóch największych graczy, którzy mimo niezgody jakoś podzielili się już pracą, musieli wymyślić co oddać trzeciej stronie. Ostatecznie jednak udało się tego dokonać w grudniu 2020 roku. Do tamtej pory FCAS pochłonął 300 mln euro.
W ciągu kolejnych lat FCAS nie mógł zrzucić z siebie brzemienia wewnętrznej rywalizacji, szczególnie pomiędzy dwoma głównymi stronami. Gdy Niemcy czuli, że nie mają dostatecznie dużo korzyści, Francuzi alergicznie reagowali na każdą możliwość utraty swoich wpływów w programie. Nie pomagał fakt, że nie było zgody co do samych założeń technicznych nowego myśliwca. Francja chciała bowiem poświęcić dużą część zasobów na opracowanie wersji zdolnej do bazowania na lotniskowcach i mogącej przenosić uzbrojenie nuklearne. Znacząco zwiększyłoby to koszty i nakład pracy każdego uczestnika programu. Niemniej faktyczne korzyści miałby tylko jeden, co naturalnie rodziło problemy.
Rozwojowi FCAS szkodziły też niektóre medialne wypowiedzi osób, które były zaangażowane w projekt. W marcu 2021 roku CEO firmy Dassault Éric Trappier oficjalnie stwierdził, że duże trudności w międzynarodowym programie mogą spowodować, że Francja wybierze "Plan B", jakim byłoby samodzielne stworzenie myśliwca nowej generacji. Mimo że podkreślał, iż dokonanie tego byłoby niezwykle trudne, to jego słowa były pierwszym tak dużym ciosem dla FCAS w oczach opinii publicznej.
Iskierki złudnej nadziei
Mimo wszystko pod koniec 2021 roku znów można było wierzyć, że FCAS przezwycięży swoje problemy. W maju tegoż roku ogłoszono zakończenie negocjacji w sprawie zgody co do stworzenia demonstratora technologii, co pozwoliłoby już w praktyce na uruchomienie fazy 1B. Ze względu na dotychczasowe opóźnienia pierwszy lot samolotu planowano już na 2027, ale nie traktowano tego wtedy jako katastrofę. Niemniej w marcu 2022 roku Dassault wystosował w stronę Airbusa ciężkie oskarżenia. Francuzi twierdzili, że Niemcy celowo opóźniają podpisanie kluczowych umów potrzebnych do uruchomienia fazy 1B. W czerwcu Éric Trappier stwierdził, że przy dotychczasowych opóźnieniach FCAS nie wejdzie do służby w 2040 i będzie to możliwe dopiero w latach 50. W lipcu Francuzi ogłosili, że jeśli do końca 2022 roku nie dojdzie do jakiegoś przełomu, FCAS może upaść.
Tuż przed końcem wyznaczonego terminu 16 grudnia udało się podpisać umowę wartą 3,2 mld euro na rozpoczęcie fazy 1B. Ponadto w czerwcu 2023 roku Belgia otrzymała status obserwatora w programie FCAS, co miało dać jej możliwość pozyskiwania informacji na temat stanu badań i rozwoju. Władze belgijskie zapowiadały, że dołączą do programu w momencie podpisania umowy na rozpoczęcie fazy 2, zabezpieczając sobie korzyści przemysłowe o wartości 300 mln euro. Istniała więc szansa, że nowy myśliwiec zyska kolejnego klienta. W międzyczasie pojawiła się także możliwość, że program FCAS w jakimś stopniu mógłby połączyć się z programem Globa Combat Air Programme (GCAP), który wyewoluował z prac Wielkiej Brytanii nad Tempestem w międzynarodowy projekt tworzony wraz z Włochami oraz Japonią.
Niemniej w marcu 2025 roku Dassault stwierdził, że nie ma mowy o żadnej kooperacji, dolewając oliwy do ognia stwierdzeniem, iż rozwój FCAS może mieć miejsce tylko w przypadku przewodnictwa francuskiej firmy. W lipcu Éric Trappier publicznie opowiedział się przeciw udziałowi Belgii w programie ze względu na zakup przez ten kraj myśliwców F-35. Brak faktycznego postępu i ciągłe niesnaski pomiędzy Dassaultem a Airbusem doprowadziły do tego, że w październiku 2025 roku niemiecki minister obrony Boris Pistorius zagroził wycofaniem Niemiec z FCAS. Po tym rozpoczęła się seria mediacji międzyrządowych pomiędzy Paryżem a Berlinem, mających rozwiązać problemy. Jak wskazują najnowsze informacje - nieudane.
Przyszłość europejskiego myśliwca
Upadek idei myśliwca z programu FCAS ma różne konsekwencje dla jego poszczególnych uczestników, ale te same dla europejskiej obronności.
Francja może zdecydować się pójść własną drogą, aby opracować swoją platformę. De facto mamy tu powtórkę z historii, gdy Paryż wycofał się z projektu, w ramach którego powstał myśliwiec Eurofighter Typhoon i stworzył Rafale. Niemniej samodzielne wykonanie takiego przedsięwzięcia będzie dużym wyzwaniem nawet dla Francji i może zaowocować dłuższymi pracami, przy wyprodukowaniu mniejszej liczby myśliwców.
Niemcy i Hiszpania mogą kontynuować swoje wspólne wysiłki, poszukując kolejnego partnera. Nieoficjalnie mówi się o Szwecji, w której koncern Saab już tworzył koncept swojego myśliwca przyszłości. Niemniej nawet połączone zdolności przemysłowe tych państw są ograniczone i stworzenie własnego myśliwca może okazać się dla nich zbyt dużym wyzwaniem. Istnieje więc szansa, że Berlin i Madryt postanowiliby do jakiegoś stopnia połączyć siły z członkami programu GCAP, a nawet do niego wejść.
Przede wszystkim jednak upadek myśliwca z programu FCAS oznacza duży cios dla projektu europejskiej platformy bojowej, która mogłaby być konkurentem dla amerykańskich F-35 lub nowej konstrukcji z USA, która mogłaby być przeznaczona na eksport. Tym samym przez dłuższy czas na Starym Kontynencie może się utrzymać przeświadczenie, że w razie potrzeby modernizacji sił powietrznych, trzeba będzie zwracać się do Amerykanów.










