Jeden atak, 13 celów. Ciężkie działa i "piekielna" wyrzutnia poszły z dymem
"Grupa Lazara" wchodząca w skład Gwardii Narodowej Ukrainy przeprowadziła precyzyjną operację dalekiego rażenia na siły i zasoby rosyjskiej armii, w wyniku której zniszczono 13 cennych celów wojskowych, w tym ciężką artylerię oraz wyrzutnię termobaryczną ukrytą głęboko za linią frontu.

Gwardia Narodowa Ukrainy poinformowała o jednym z najskuteczniejszych w ostatnim czasie uderzeń na rosyjskie uzbrojenie znajdujące się na tyłach obwodu ługańskiego. Operację przeprowadziła "Grupa Lazara", która zlokalizowała i zniszczyła łącznie 13 jednostek sprzętu wojskowego ukrytych daleko poza linią frontu. Ukraińskie źródła podkreślają, że operacja była dokładnie zaplanowana i wymagała precyzyjnej koordynacji między jednostkami rozpoznawczymi a operatorami dronów uderzeniowych.
Pomimo iż rosyjskie systemy znajdowały się w rejonie uznawanym dotąd za bezpieczny, grupa zdołała przełamać obronę przeciwnika i uderzyć w newralgiczne punkty infrastruktury wojskowej. W efekcie z użytku na stałe "wyłączone" zostały m.in. pojazd dowodzenia kluczowy dla koordynacji artylerii, siedem opancerzonych wozów bojowych (raport nie precyzuje ich typów), co znacznie ograniczyło zdolności manewrowe rosyjskich sił na tym odcinku, trzy potężne haubice 2S7 Pion i artylerii rakietowej TOS-1A "Sołncepiok".
2S7 Pion może przyprawić o wstrząs mózgu
Ciężkie działa 2S7 Pion i ich nowsze zmodyfikowane wersje 2S7M Pion-M wykorzystywane są zarówno przez Ukraińców do obrony swojego terytorium, jak i Rosjan do jego atakowania, bo chociaż mamy do czynienia z dość wiekowym sprzętem, to może on wystrzeliwać jedne z najcięższych pocisków konwencjonalnych wśród maszyn tego typu. A mowa o ogromnym radzieckim dziale samobieżnym kal. 203 mm, które ma 3 m wysokości, 13 metrów długości i blisko 3,4 m szerokości.
Jego masa to prawie 50 ton, jest obsługiwane przez aż siedem osób, a przy pełnym zbiorniku paliwa może pokonać ok. 675 km. 2S7 Pion można strzelać pociskami odłamkowo-burzącymi o masie aż 110 kg, których zasięg wynosi prawie 40 km, a także chemicznymi, kasetowymi, służącymi do przebijania betonu, a nawet pociskami jądrowymi. Co ciekawe, jest też wyposażony w specjalny alarm dźwiękowy, który emituje serię ostrzegawczych sygnałów przed wystrzeleniem ładunku - to konieczne, gdyż wystrzał może fizycznie obezwładnić nieprzygotowanego żołnierza lub zafundować mu wstrząs mózgu.
TOS-1A Sołncepiok. Sprzęt z piekła rodem
Jeszcze istotniejsze wydaje się zniszczenie systemu TOS-1A, nazywanego ciężkim miotaczem ognia, co niestety dobrze oddaje jego możliwości. To naprawdę przerażająca broń, jedna z najbardziej destrukcyjnych w rosyjskim arsenale, która za sprawą pocisków z ładunkiem termobarycznym w kilka sekund dokonuje niewyobrażalnych zniszczeń i nie pozostawia szans przeżycia nikomu, kto znajdzie się w pobliżu.
Po uderzeniu takim pociskiem następują dwa wybuchy - pierwszy rozprasza chmurę paliwa z toksycznymi materiałami, a drugi ją rozpala, tworząc ognistą eksplozję. W trakcie zderzenia z celem powstaje też długo trwająca fala uderzeniowa, która wnika do wnętrz budynków i wędruje korytarzami, zabijając po drodze ludzi szukających schronienia w domach czy bunkrach.
Likwidacja takich systemów to zdaniem analityków cios o wymiarze zarówno taktycznym, jak i psychologicznym. Tego typu uzbrojenie było wielokrotnie używane przeciw ukraińskim pozycjom obronnym oraz w terenie zurbanizowanym, powodując ogromne straty w ludziach i infrastrukturze, więc jego utrata znacząco ogranicza rosyjskie możliwości prowadzenia dalekosiężnego ostrzału.










