Wielka Brytania rezygnuje z dużych okrętów wojennych. Mają być drony
O nowym planie na Królewską Marynarkę Wojenną Wielkiej Brytanii poinformowały czołowe periodyki jak The Telegraph, The Guardian czy The Sunday Times. Oficjalnie ma go ogłosić we wtorek premier Keir Stramer. Sam plan ma być częścią już długo opóźnionego planu inwestycji obronnych.
Najważniejszym założeniem tych planów ma być zastąpienie sześciu niszczycieli Type 45, czyli wszystkich niszczycieli Royal Navy, mniejszymi i tańszymi okrętami wojennymi. Będą to jednostki opracowane w ramach programu Common Combat Vessel (CCV). Zbudowane i dostarczone mają zostać na początku lat 30.

Sprawa zastąpienia niszczycieli Type 45 okrętami CCV została potwierdzona przez Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii w odpowiedzi dla The Sunday Times. W przeciwieństwie do swoich poprzedników nowe okręty mają pełnić funkcję centrum dowodzenia systemami bezzałogowymi. Mają być elementem tzw. Marynarki Hybrydowej, łączącą platformy załogowe i bezzałogowe.
Spodziewanymi systemami bezzałogowymi w tym układzie są m.in. system rakietowy Type 91, okręt do polowania na okręty podwodne Type 92, mały autonomiczny pojazd podwodny Type 93 oraz bezzałogowy okręt rekonesansu Type 94. Nie ma na ten moment dokładnych informacji nt. spodziewanej specyfikacji czy wyposażenia nowych okrętów. Dopiero po opublikowaniu planu finansowania inwestycji obronnych będą mogły rozpocząć się prace projektowe.
Okręt matka i autonomiczni towarzysze
Projekt CCV może być podobny rozmiarowo do jednostek Offshore Patrol Vessels Bath 2 - niewielkich okrętów obrony i patrolowania wybrzeża o wyporności 1800 ton, długości około 90 metrów i załodze składającej się z 70 osób. Rząd Wielkiej Brytanii ma nadzieje, że CCV spotkałby się z zainteresowaniem za granicą, co przełożyłoby się na większe zamówienia, wspierając brytyjski przemysł stoczniowy.

Nowe okręty mają być zastępstwem dla anulowanego projektu niszczyciela Type 83, który to miały być bezpośrednim następcą Type 45. Miała to być większa platforma dominacji morskiej i powietrznej, służąca do operacji na morzu przy dużych zdolnościach zwalczania zagrożeń z powietrza, jak pociski manewrujące. Type 83 według niektórych konceptów mógł osiągać 10 tys. ton wyporności, długość 165 metrów i być uzbrojony nawet w 128 wyrzutni dla różnych pocisków przeciwokrętowych, przeciwlotniczych i do ataku lądowego.
Postawienie na marynarkę hybrydową ma być odpowiedzią Brytyjczyków na zmieniające się pole walki, napędzane robotyzacją i wykorzystaniem platform autonomicznych. Ma to pozwolić jednakowo na przeskoczenie możliwego problemu braku potencjalnych rekrutów i oszczędzanie ludzkiego życia w czasie operacji, zachowując potrzebne zdolności. Kluczem dla Brytyjczyków ma być też zwiększenie zdolności okrętów bezzałogowych marynarki. Wiele z nich ma nie być tylko niewielkimi kutrami, a jednostkami dorównującymi rozmiarami małym okrętom wojennym The Telegraph podaje, że wspomniane okręty Type 91 i Type 92 będą miały długość od 70 do 90 metrów i będą musiały operować na Północnym Atlantyku i przeciwdziałać np. rosyjskim działaniom na tym akwenie.
Koniec potęgi Royal Navy?
Niemniej przecieki nowego pomysłu na Royal Navy zdobyły w Wielkiej Brytanii także dużą grupę krytyków. Chociażby komandor Tom Sharpe, emerytowany kapitan fregaty, stwierdził na łamach The Telegraph, że "niszczyciele były kręgosłupem brytyjskiej marynarki przez tak długi czas, że pozbycie się ich jest niemal niepojęte". Krytycy podnoszą uwagę, że znaczące oparcie marynarki wojennej na platformach bezzałogowych może być dobre do stworzenia sił do patrolowania wybrzeża, a nie marynarki działającej na pełnym morzu, która ma być jednym z głównych narzędzi projekcji siły państwa na świecie. Podnosi się też kwestie, że z informacji na temat możliwych platform bezzałogowych, nie ma nic o autonomicznym okręcie z silną obroną powietrzną, który mógłby chronić inne jednostki przed atakiem pocisków.
Dlatego część komentujących wskazuje, że pójście w Marynarkę Hybrydową ma być dla brytyjskiego rządu sposobem na cięcie kosztów. Nawet według nowego planu inwestycji obronnych, który zakłada przeznaczenie 15 mld dolarów, jest to o 28 mld mniej, niż zakładały oceny Ministerstwa Obrony na utrzymanie potrzebnych zdolności z zakresu bezpieczeństwa. Co ciekawe istnieje możliwość, że potrzeba opracowania nowych platform bezzałogowych, które miałyby operować na otwartym morzu, może pochłonąć więcej pieniędzy, niż stworzenie większych okrętów załogowych.










