W skrócie
- Kratos Defense dostarczył firmie Lockheed Martin układ turbomaszynowy dla nowej generacji silników strumieniowych ramjet, przeznaczonych dla pocisków PrSM Increment 4.
- Nowy napęd pozwoli pociskom PrSM Increment 4 przekroczyć zasięg 1000 km, przy pełnej kompatybilności z wyrzutniami HIMARS i M270 oraz transportu samolotami typu C-130.
- Próby w locie pocisku z silnikiem ramjet rozpoczną się jesienią 2026 roku, co stanowi bezpieczniejszą alternatywę dla rosyjskich pocisków z napędem jądrowym typu Skyfall.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Amerykanie właśnie zrobili ważny krok w stronę pocisku, który zamiast dźwigać tony paliwa, po prostu... oddycha. Kratos Defense dostarczył Lockheedowi Martinowi gotowy, przetestowany układ turbomaszynowy do nowej generacji napędu ramjet, czyli silnika strumieniowego. System ma zasilać pocisk PrSM Increment 4 i pozwolić mu przekroczyć zasięg na poziomie 1000 km.
Oznacza to, że będzie mógł pocecie dwa razy dalej niż obecna wersja, jednocześnie przy zachowaniu pełnej kompatybilności z wyrzutniami HIMARS i M270 oraz możliwością transportu samolotami C-130. Układ Kratosa nie zastępuje klasycznego sprężania w silniku strumieniowym. Wykorzystuje energię napływającego powietrza do napędzania podsystemów, czyli pomp, generatorów i mechanizmów regulacyjnych. Jest lekki, kompaktowy, samoregulujący oraz, jak podkreślają Amerykanie, tani w produkcji.
Nowy pocisk USA ma żywić się powietrzem
Po udanych testach naziemnych przejścia z silnika startowego na ramjet, pocisk ma wejść w fazę prób w locie jeszcze jesienią 2026 roku. Jak podkreślają pomysłodawcy projektu, to klasyczna amerykańska filozofia: maksymalnie wykorzystać tlen z atmosfery, ograniczyć masę i logistykę, nie ryzykować katastrof nuklearnych.
Ramjet jest prostszy i lżejszy od turboodrzutowca, ale wymaga rozpędzenia boosterem. Cała konstrukcja pozostaje w dotychczasowych gabarytach, więc nie trzeba budować nowych wyrzutni ani zmieniać łańcucha dostaw. Tymczasem Rosja idzie zupełnie inną drogą. Ich 9M730 Burevestnik (w kodzie NATO Skyfall) to pocisk manewrujący z napędem jądrowym. Według oficjalnych deklaracji z października 2025 roku, w teście przeleciał 14 000 km w 15 godzin i, jak twierdzi Moskwa, zasięg ma praktycznie nieograniczony.
Nowe pociski ramjet z USA mają lecieć na tysiące kilometrów
Silnik jądrowy po rozpędzeniu boosterami ma pracować godzinami lub dniami, omijając obronę przeciwrakietową. Cena? Potencjalny radioaktywny ślad i ryzyko, które Amerykanie uznali za nieakceptowalne już w latach 60. Warto tutaj wspomnieć projekt Pluto/SLAM, który został porzucony właśnie z tego powodu.
Eksperci podkreślają tutaj dwie szkoły. Jedna stawia na bezpieczeństwo, logistykę i wykorzystanie potęgi atmosfery, tymczasem druga na latającą elektrownię atomową, która teoretycznie może krążyć nad planetą, aż znajdzie cel. Która filozofia okaże się skuteczniejsza na polu walki, pokażą najbliższe lata. Na razie Amerykanie właśnie dodali kolejny kawałek układanki do swojego bezpieczniejszego, ale wciąż bardzo dalekonośnego pocisku.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 95 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











