Oriesznik pod lupą. Szczątki rosyjskiego pocisku ujawniają niewygodną prawdę
Ukraińscy śledczy zajrzeli do wnętrza jednej z "cudownych broni Putina", która niedawno spadła na Białą Cerkiew i przekonują, że z ich analiz wyłania się obraz daleki od propagandowych deklaracji Moskwy - zamiast realnej siły rażenia widać tu raczej precyzyjnie zaplanowaną demonstrację możliwości.

Przypomnijmy, że do ataku doszło podczas zmasowanego ostrzału Ukrainy w nocy z 24 na 25 maja, kiedy to Rosja zdecydowała się nawet na użycie dwóch pocisków systemu "Oriesznik", bo… pierwszy nie zadziałał prawidłowo. W sieci opublikowano nagranie z kamery, które zarejestrowało rozmieszczenie rakiety "Oriesznik", a specjaliści od białego wywiadu zdołali potwierdzić, że przedstawia ono niedokończone centrum handlowe Rose Park w Doniecku.
Oriesznik umie tylko straszyć
Oznacza to, że pocisk najpewniej został odpalony, ale nie zadziałał prawidłowo i najprawdopodobniej spadł na przedmieściach Doniecka. Po tym nieudanym pierwszym starcie nastąpił drugi, który uderzył w Białą Cerkiew, ale już z analiz krateru uderzeniowego wyłaniał się obraz znacznie mniej spektakularnego pocisku niż w rosyjskim przekazie propagandowym o "przełomowej broni kinetycznej, zdolnej do niszczenia głęboko ukrytych celów przy użyciu wolframowych penetratorów".
Jak potwierdził rzecznik ukraińskich sił powietrznych, Jurij Ihnat, rakieta została wystrzelona z poligonu Kapustin Jar i było to trzecie użycie systemu Oriesznik w warunkach bojowych, po wcześniejszych uderzeniach na Dniepr i w obwodzie lwowskim. Szybko dowiedzieliśmy się jednak, że nie odnotowano żadnych ofiar, co z miejsca wzbudziło pytania o rzeczywisty charakter użytej broni.
Atrapy zamiast głowic
Ukraińscy śledczy zdołali pozyskać szczątki pocisku, a dziś opublikowali szczegółowe ustalenia z jego analizy. Wnioski? W znalezionych szczątkach zidentyfikowano m.in. moduł rozdzielania głowic, który potwierdza konfigurację złożoną z sześciu głównych segmentów i tłumaczy charakterystyczny wzór wielu punktów uderzenia widoczny na nagraniach z ataków, a do tego… atrapy głowic bojowych.
Ten Oriesznik nie przenosił klasycznych głowic bojowych, ale ciężkie bloki metalu i betonu pozbawione materiałów wybuchowych. Odnaleziono także elementy systemu naprowadzania oraz okablowania, a daty produkcji części elektronicznych wskazują na komponenty wytwarzane nawet kilka lat temu. Co ciekawe, komponenty elektroniczne są produkcji głównie rosyjskiej i białoruskiej, co jest sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę dotychczasowe analizy rosyjskiego uzbrojenia, które ujawniały wiele komponentów pochodzenia zachodniego.
To odkrycie potwierdza wcześniejsze przypuszczenia - Oriesznik w obecnej formie pełni rolę demonstracyjnego narzędzia polityczno-wojskowego. Efekt? Uderzenia zostawiają kratery o średnicy kilku metrów, ale bez zniszczeń typowych dla eksplozji. Analiza porównawcza z wcześniejszymi uderzeniami nie wykazała żadnych "ponadstandardowych" zdolności penetracyjnych, o których mówiła rosyjska propaganda.










