Wojskowe Centra Rekrutacji rozsyłają Polakom karty mobilizacyjne. To dokument wydawany w czasie pokoju, który nie oznacza ani ogłoszenia mobilizacji, ani natychmiastowego powołania do służby. Potwierdza jedynie, że danej osobie nadano już teraz przydział na wypadek wojny lub mobilizacji i wskazuje jednostkę oraz miejsce, w którym miałaby się stawić, gdyby taki stan rzeczy nastąpił. Przedstawiciele Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji podkreślają, że wysyłka jest standardową, coroczną procedurą i służy temu, by w sytuacji kryzysowej nie organizować wszystkiego od podstaw.
Karty trafiają przede wszystkim do żołnierzy pasywnej rezerwy przewidzianych do powołania w pierwszej kolejności. Otrzymać je mogą także specjaliści z dziedzin szczególnie istotnych dla wojska. Wśród nich znajdują się lekarze, informatycy i logistycy, a także funkcjonariusze służb mundurowych oraz wybrani cywile, których umiejętności przydałyby się przy zadaniach związanych z energetyką, transportem, łącznością lub administracją.
Polska armia rozsyła karty mobilizacyjne
Podstawę prawną stanowią ustawa o obronie Ojczyzny z 11 marca 2022 roku oraz rozporządzenie ministra obrony narodowej z 22 maja 2024 roku. Dokumenty doręcza się zwykle listem poleconym. Przyjęcie karty jest obowiązkowe. Sama karta to dokument informacyjny. Zawiera dane osoby, nazwę i adres jednostki albo komórki organizacyjnej, numer mobilizacyjny, przydział oraz termin i miejsce stawienia się. Obowiązek pojawia się dopiero po ogłoszeniu mobilizacji albo wybuchu wojny. Do tego momentu karta nic nie zmienia w codziennym życiu jej posiadacza.
Rodzaj obowiązku rozróżnia kolor paska. Czerwony oznacza, że żołnierz pasywnej rezerwy ma stawić się do czynnej służby niemal natychmiast, zazwyczaj nie później niż w ciągu sześciu godzin od chwili, gdy dowie się o ogłoszeniu mobilizacji powszechnej lub o wybuchu wojny. Zielony przeznaczony jest dla rezerwisty, którego powołanie nastąpi dopiero kartą powołania albo obwieszczeniem. Niebieski oznacza pracowniczy przydział mobilizacyjny i dotyczy pracowników resortu obrony narodowej oraz innych osób, które w razie mobilizacji lub stanu wojennego mają stawić się w wskazanym miejscu i wykonywać pracę na potrzeby wojska.
Konsekwencje niestawienia się są surowe, ale aktualne dopiero w czasie mobilizacji lub wojny. Kto będąc powołany nie zgłosi się w określonym terminie i miejscu, podlega karze pozbawienia wolności nie krótszej niż trzy lata. Jeśli czyn ma na celu trwałe uchylenie się od służby, wtedy kara wzrasta do minimum pięciu lat. Dla posiadaczy kart z niebieskim paskiem, kary są łagodniejsze i obejmują ograniczenie wolności, grzywnę, a w skrajnych przypadkach pozbawienie wolności do dwóch lat.
Konsekwencje niestawienia się są surowe
Nieodebranie listu nie zwalnia z obowiązku. Trzeba mieć na uwadze, że po upływie określonego czasu dokument uznaje się za doręczony. Przydział można cofnąć. Dzieje się tak między innymi wtedy, gdy żołnierz rezerwy przekroczy przewidziany wiek, wyjedzie na stałe za granicę, zostanie uznany za nieprzydatnego do pełnienia funkcji, zapadnie wobec niego prawomocny wyrok skazujący na bezwzględne więzienie albo gdy oboje małżonkowie mają jednocześnie przydział i sprawują opiekę nad dzieckiem poniżej 18. roku życia.
Samodzielne sprawdzenie, czy karta została wydana, nie jest możliwe przez aplikację mObywatel ani przez ePUAP. Najpewniejszą drogą pozostaje bezpośredni kontakt z właściwym Wojskowym Centrum Rekrutacji, które prowadzi ewidencję osób objętych obowiązkiem wojskowym. Przez ePUAP można co najwyżej wysłać zapytanie albo umówić wizytę. Władze wojskowe powtarzają, że rozsyłanie kart należy do planowania obronnego państwa. Chodzi o to, by w razie najgorszego scenariusza każdy wiedział, dokąd iść i jakie zadanie ma wykonać. Sam fakt otrzymania dokumentu w czasie pokoju nie zapowiada wojny.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 97 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











