Rosja chce skopiować Ukrainę. Chodzi o powietrzne "lotniskowce dronów"
Według informacji pojawiających się w rosyjskich kanałach informacyjnych, Moskwa rozważa skopiowanie kolejnego rozwiązania zastosowanego przez Kijów. Chodzi o wykorzystanie lekkiego samolotu transportowego Antonow An-28 jako platformy dla dronów przeciwlotniczych, o czym pisaliśmy w naszym serwisie już kilka razy.

Jakiś czas temu francuska telewizja TF1 wyemitowała materiał o załodze ukraińskiego antydronowego AN-28. Pokazano w nim kilka zewnętrznych elementów samolotu, które pozwoliły zidentyfikować jednostkę jako PZL AN-28 - wczesną wersję samolotu M28, produkowanego w zakładach WSK PZL Mielec. Nagranie pokazywało m.in. moment zestrzelenia rosyjskiego Shaheda za pomocą karabinu maszynowego M134 Minigun.
Rosja też chce samoloty "gromiące drony"
Później o "gromiącym drony samolocie z Polski" zrobiło się głośno jeszcze kilka razy, m.in. pod koniec kwietnia, kiedy okazało się, że Ukraińcy po raz kolejny zmodyfikowali jego wyposażenie, dodając systemy antydronowe własnej produkcji, a konkretniej bezzałogowce P1-SUN oraz Merops. I wygląda na to, że skuteczność ukraińskiego rozwiązania szybko zwróciła uwagę Rosjan, bo w ich kanałach informacyjnych pojawiają się wpisy sugerujące użycie An-28, ale nie tylko, jako "samolotów-matek".
Miałyby one przenosić i wypuszczać bezzałogowce przechwytujące przeznaczone do zwalczania ukraińskich dronów uderzeniowych, jak FP-1 czy Liutyi. W rosyjskich rozważaniach szczególne miejsce zajmuje jednak nie tyle An-28, co jego starszy i znacznie bardziej rozpowszechniony "kuzyn", czyli Antonow An-2. Ten archaiczny, ale niezwykle prosty i tani w eksploatacji dwupłatowiec może okazać się zaskakująco użyteczny w nowej roli.
Kreml zmuszony do czyszczenia staroci
Według dostępnych danych Rosja planuje przywrócić do służby nawet kilkaset takich maszyn, przy relatywnie niskim koszcie modernizacji. W porównaniu z nim nowoczesny projekt LMS-901 Bajkał, który miał zastąpić An-2, pozostaje wciąż niedokończony i znacznie droższy. Nie jest to zresztą jedyna rozważana opcja, bo w rosyjskich analizach pojawiają się również propozycje wykorzystania większych platform, jak odrzutowy Jakowlew Jak-40 czy turbopropowe Let L-410 Turbolet oraz Ił-114.
Każda z tych konstrukcji oferuje inne możliwości - od większego udźwigu po dłuższy czas przebywania w powietrzu, jednak ich dostępność i koszty wdrożenia to istotne ograniczenia. Kontekst tych rozważań jest jednak jasny - rosyjska obrona powietrzna ma coraz większe trudności z neutralizowaniem ukraińskich ataków dronowych.
Szczególnie w obliczu rosnącej produkcji bezzałogowców dalekiego zasięgu, a podobne powietrzne platformy dla dronów przechwytujących mogą skutecznie zwiększyć zasięg i elastyczność systemów obronnych. Nie byłby to zresztą pierwszy przypadek, gdy Rosja podąża śladem ukraińskich rozwiązań - wcześniej też kopiowała systemy dronowe, a ich wdrożenie zajmowało jej średnio rok.









