Według informacji Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy (GUR), Rosja szykuje się do ogromnej mobilizacji, która ma ruszyć we wrześniu bieżącego roku i objąć ponad milion osób. To jeden z najpoważniejszych sygnałów od dłuższego czasu na temat rosyjskich planów uzupełnienia strat na froncie w Ukrainie.
W ostatnich miesiącach pojawiały się liczne sygnały o problemach Rosji z rekrutacją. Niezależne rosyjskie media, takie jak Verstka i iStories, donosiły w czerwcu o dyskusjach w kręgach Kremla na temat nowej fali mobilizacji po wyborach do Dumy Państwowej zaplanowanych na 18-20 września bieżącego roku. Przygotowania do "czegoś, czego nigdy nie nazwie się mobilizacją, trwają już od kilku miesięcy" - wynika z informacji uzyskanych przez te redakcje od źródeł bliskich administracji prezydenckiej i służb bezpieczeństwa.
Rosja przygotowuje na jesień mobilizację ponad miliona ludzi
Niektórzy prorządowi rosyjscy blogerzy, m.in. Romanov Lajt, sugerowali nawet skalę rzędu 1,2 miliona osób w październiku. Ukraińscy dowódcy i urzędnicy, w tym naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy generał Oleksandr Syrski, określali ewentualną rosyjską mobilizację jako "ostatnią deskę ratunku" dla Rosji, możliwą dopiero po wyborach. Ukraina deklaruje, że ma przygotowane scenariusze na taki rozwój wydarzeń. Dlatego w ostatnim czasie w mediach pojawia się tak wiele filmów z masowych "łapanek" młodych mężczycn realizowanych w ukraińskich miastach.
Od 2022 roku, Rosja oficjalnie unika otwartej, masowej mobilizacji ze względu na ryzyko protestów społecznych i emigracji ludzi z kraju. Zamiast tego stosuje metody ukryte, takie jak wysokie premie za kontrakty, presję na migrantów z Azji Centralnej czy obławy policyjne. Dane z ostatnich miesięcy wskazują jednak na wyraźny spadek liczby ochotników. Według niezależnych analiz Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), w pierwszym kwartale 2026 roku liczba podpisanych kontraktów była o ponad jedną trzecią niższa niż rok wcześniej.
Kremlowi brakuje żołnierzy na froncie w Ukrainie
Mówiło się wówczas o 20-30 tysiącach ochotników miesięcznie. Jednak obecnie siły ukraińskie są w stanie w skali miesiąca eliminować z frontu nawet 30 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a to oznacza brak zastępowalności. Jeśli informacje o masowej mobilizacji się potwierdzą, byłaby to największa tego typu akcja w Rosji od 2022 roku. Byłaby ona ponad trzy razy większa niż poprzednia fala.
Taki krok znacząco wzmocniłby rosyjskie siły na froncie, choć jakość szkolenia nowych rekrutów i możliwość ich wyposażenia budzi wątpliwości. Trzeba też pamiętać, że jednocześnie mocno uderzyłoby to w rosyjską gospodarkę i społeczeństwo poprzez wyciąganie ponad miliona osób z rynku pracy w czasie wojny. Wywołałoby to też ogromne ryzyko protestów i dalszego odpływu ludzi z Rosji. Eksperci militarni uważają, że gdyby taki czarny scenariusz się zrealizował, to Rosja próbowałaby zaatakować Ukrainę z trzech głównych kierunków, a mianowicie obwodu briańskiego, kurskiego i sumskiego, a celem byłby Kijów.
"Koalicja chętnych" krajów NATO jest gotowa do konfrontacji
Na razie Kreml oficjalnie nie skomentował tych doniesień. Władze rosyjskie od miesięcy utrzymują narrację, że armia uzupełnia się wyłącznie ochotnikami i kontraktami. Sytuacja jest dynamiczna. Wybory parlamentarne w Rosji już za niecałe dwa miesiące, a presja na uzupełnienie strat na froncie rośnie. Kolejne tygodnie pokażą, czy Kreml zdecyduje się na tak radykalny krok. Tak czy inaczej, ISW podaje, że europejskie kraje NATO trzymają rękę na pulsie. Na przełomie września i października w Polsce odbędą się historyczne ćwiczenia tzw. "koalicji chętnych", czyli 34 krajów świata, które wspierają Ukrainę i będą bronić wschodniej flanki Sojuszu w przypadku, gdyby Rosja zdecydowała się na agresję.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 94 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!













