Zdjęcia satelitarne potwierdziły, że drony Kijowa co najmniej cztery razy trafiły w strategiczny zakład Gazprom Nieft w Omsku, położony ponad 2500 kilometrów od granicy z Ukrainą. Według informacji agencji Reuters po ataku rafineria utraciła około 75 proc. swoich zdolności produkcyjnych i wstrzymała działalność.
Su-57 w nowej roli. Debiut niezbyt udany
Wydarzenie to jest interesujące z jeszcze jednego powodu, a mianowicie potwierdza wcześniejsze sugestie, że Moskwa tak obawia się ukraińskich dronów dalekiego zasięgu, że zaczęła wykorzystywać myśliwce Su-57 do ich zwalczania. Przypomnijmy, że rosyjskie media propagandowe już w połowie maja sugerowały taki scenariusz, jednak dopiero nagrania z Omska potwierdziły taki scenariusz.
Co więcej, kilka dni przed atakiem w internecie pojawiły się zdjęcia Su-57 w niespotykanej wcześniej konfiguracji. Pod skrzydłami samolotu znajdowały się pociski powietrze-powietrze krótkiego zasięgu z rodziny R-73/R-74, a pod lewym silnikiem dodatkowy zasobnik.
Analitycy portalu "The War Zone" zwracają uwagę, że taki zestaw uzbrojenia wskazuje na przygotowanie maszyny do zwalczania niewielkich celów powietrznych, jak drony kamikadze czy pociski manewrujące.
Co istotne, myśliwiec przenosił rakiety na zewnętrznych węzłach uzbrojenia, choć Su-57 dysponuje wewnętrznymi komorami. Zdaniem ekspertów może to oznaczać wykorzystanie starszych pocisków R-73, które nie mieszczą się w komorach wewnętrznych, pozostawiając nowocześniejsze uzbrojenie do innych zadań.
Przewaga technologiczna miała pomóc
Su-57 jest najlepiej wyposażonym rosyjskim myśliwcem do wykrywania małych celów powietrznych. Samolot dysponuje wielofunkcyjnym radarem AESA N036 z pięcioma aktywnymi antenami, rozbudowanym systemem optoelektronicznym 101KS oraz czujnikami podczerwieni pozwalającymi wykrywać obiekty o niewielkiej skutecznej powierzchni odbicia radarowego.
Według wspomnianego już "The War Zone" pod kadłubem maszyny znajdował się prawdopodobnie zasobnik 101KS-N lub jego nowa odmiana. Tego typu wyposażenie może wspomagać identyfikację i śledzenie dronów oraz pocisków manewrujących z dużej odległości, uzupełniając możliwości radaru i czujników podczerwieni. Eksperci zwracają uwagę, że podobne rozwiązania wykorzystują również siły powietrzne Stanów Zjednoczonych, Izraela czy Wielkiej Brytanii, angażując myśliwce piątej generacji do zwalczania dronów i pocisków manewrujących.
Rosja szuka nowych sposobów obrony
Wykorzystanie Su-57 do ochrony obiektów infrastruktury krytycznej pokazuje, że Rosja coraz szerzej angażuje różne środki w obronę swojego zaplecza. To efekt dobrze przemyślanych ukraińskich ataków, które od wielu miesięcy biorą za cel rafinerie, zakłady przemysłu zbrojeniowego oraz bazy wojskowe położone setki, a nawet tysiące kilometrów od granicy.
Równocześnie rosyjska naziemna obrona przeciwlotnicza musi chronić coraz większy obszar kraju, co utrudnia skuteczne zabezpieczenie wszystkich potencjalnych celów. W odpowiedzi Rosja tworzy wielowarstwowy system obrony obejmujący zestawy S-400, systemy Pancyr, śmigłowce zwalczające drony oraz - jak pokazują najnowsze wydarzenia - również najnowocześniejsze myśliwce Su-57.
Tyle że szacuje się, że rosyjskie lotnictwo dysponuje zaledwie około 20 seryjnymi egzemplarzami Su-57, dlatego dotychczas maszyny te wykorzystywano głównie do odpalania pocisków manewrujących z bezpiecznej odległości od frontu, unikając ryzykownych misji. Ich skierowanie do obrony obiektów znajdujących się głęboko na terytorium Rosji pokazuje, jak poważnym wyzwaniem dla rosyjskiej obrony stały się ukraińskie drony dalekiego zasięgu.












