W emocjonalnym materiale filmowym, które lotem błyskawicy obiegło globalną sieć, jedna z rosyjskich matek oskarża Kreml o drwiny z rodzin poległych i pyta, "za co giną nasi synowie". Tatiana Sterchova zwraca się bezpośrednio do Władimira Putina. Jej 20-teni syn zginął na froncie w Ukrainie. Ciało wróciło do kraju (bez głowy) po roku i ośmiu miesiącach oczekiwania. Oryginał aktu zgonu został zabrany przez urzędników, a na podstawie kopii odmawiają wypłaty należnego odszkodowania i zasiłku pogrzebowego.
"Władimirze Władimirowiczu, zabrałeś nam synów. Czekałam rok i osiem miesięcy na syna. Przynieśli go bez głowy! Co wy robicie? Drwicie z nas? Czego chcecie - wojny domowej? W tym tempie niedługo ją dostaniecie. Już zbyt mocno przycisnęliście ludzi. Ludzie nie chcą iść na wybory. Jak długo jeszcze będziecie dręczyć nas, matki? Wstawajcie! Wstawajcie! Za co giną nasi synowie?" - krzyczy kobieta do kamery. Wzywa inne matki, by się zbuntowały. Mówi też, że raczej umrze, niż odda drugiego syna.
Rosyjska matka grozi Putinowi wojną domową
To nie pierwszy taki głos. Od mobilizacji z września 2022 roku żony i matki zmobilizowanych żołnierzy, m.in. w ramach nieformalnego ruchu "Droga do domu", regularnie protestują, piszą listy do ministerstwa obrony i nagrywają apele. Domagają się rotacji, powrotu bliskich i wypłat. Władze zwykle traktują je ostrożniej niż innych krytyków, bo w rosyjskiej kulturze politycznej "matka-ojczyzna" i matka żołnierza mają symboliczną wagę. Mimo to zdarzają się aresztowania i presja.
Wideo pojawia się w momencie, gdy wojna trwa już ponad cztery lata, a koszty ludzkie i finansowe są coraz trudniejsze do ukrycia. Niezależne szacunki mówią o setkach tysięcy rosyjskich ofiar. Rodziny skarżą się nie tylko na straty, ale na biurokrację, korupcję przy świadczeniach, brak sprzętu na froncie i poczucie, że państwo traktuje ich jak "mięso armatnie", a potem utrudnia nawet odbiór pieniędzy za śmierć.
Kreml chce zmobilizować nawet 300 tysięcy Rosjan
Kreml od lat stara się utrzymać poparcie kobiet przez propagandę "tradycyjnych wartości" i programy zwiększania dzietności, jednocześnie tłumiąc otwarty sprzeciw wobec wojny. Otwarte groźby wojny domowej z ust matki poległego to jednak rzadkość. Eksperci mówią, że to sygnał, że dla części rodzin umowa społeczna w myśl, której "my wam pieniądze i honor, wy synów", zaczyna się sypać, gdy nawet te pieniądze nie przychodzą.
Na razie to pojedyncze, emocjonalne wystąpienie, a nie zorganizowany ruch. W warunkach rosyjskiej cenzury i represji trudno ocenić, jak szeroki jest rzeczywisty oddźwięk. Władze na razie publicznie milczą. Musimy też mieć na uwadze fakt, że niebawem ma rozpocząć się jesienna masowa mobilizacja. Nieoficjalnie mówi się w mediach o nawet 300 tysiącach Rosjan siłą wcielonych do armii.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 96 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!












