Reklama

Rozkaz, pani oficer!

Była wiosna 2004 r. Śmigłowiec Polskiego Kontyngentu Wojskowego wracał właśnie z patrolu nad iracko-irańską granicą. Zmęczony desant przysypiał w luku transportowym, gdy nagle grad kul uderzył w stalowy kadłub maszyny...

- Strzelali z pobliskich palm. To wówczas, po raz pierwszy w życiu, użyłam broni w sytuacji bojowej... - opowiadała mi później Edyta, zawodowa żołnierka, jedna z kilkudziesięciu kobiet, które służyły w Iraku. Jej koleżanka, Joanna, też oficer, tej samej wiosny przeżyła kilka ataków moździerzowych na bazę Lima w Karbali...

Mundur i fizyczna atrakcyjność

Chcemy czy nie, kobiety coraz mocniej wchodzą w rejony, do tej pory zastrzeżone wyłącznie dla nas. Jednym z nich jest armia - tradycyjnie męska instytucja. Pamiętam reakcje Irakijczyków na nasze czy amerykańskie żołnierki - ubrane w tropikalne mundury, hełmy i kamizelki, z długą bronią przewieszoną przez ramię. Tak wiele było w nich zaskoczenia i niedowierzania... Zresztą, po co szukać tak daleko - i w Polsce kobieta w wojskowym mundurze przyciąga uwagę. Nadal bowiem jest czymś wyjątkowym, choć nie sposób zignorować faktu, że męskie oglądanie się, to również efekt erotyczne napięcia, jakie wywołuje połączenie munduru i fizycznej atrakcyjności szczupłej kobiety.

Nie ma "generałek"

W polskiej armii służy obecnie ponad 600 pań, z czego niemal połowa w korpusie medycznym. Biorąc pod uwagę, że zawodowa część naszego wojska liczy blisko 80 tys. ludzi, daje to jeden z najniższych wskaźników "ukobiecenia" w NATO. Nasza armia nie może się pochwalić żadną kobietą-generałem w służbie czynnej - ten stopień, ale w stanie spoczynku, nadano tylko dwóm paniom: Marii Wittek i Elżbiecie Zawackiej, członkiniom antyhitlerowskiego ruchu oporu. Najwyższy stopień, jaki osiągnęły panie w Wojsku Polskim, to pułkownik, najczęstszy (ponad 200 osób) - podporucznik.

Reklama

Poczytaj bloga autora artykułu "Z Afganistanu.pl"

Kobieta zbyt miękka?

Ale czy kobiety w ogóle nadają się do wojska? Najlepiej byłoby zapytać o to samych żołnierzy, jednak polityczna poprawność narzuca z góry znaną odpowiedź. Ale faktem jest, że armia amerykańska - w której służy kilkadziesiąt tysięcy żołnierek - nie dopuszcza kobiet do jednostek liniowych.

To oczywiście nie jest dowód, że panie są "zbyt miękkie" w porównaniu z mężczyznami. Często bowiem jest na odwrót - to kobiety, będąc pod presją przeważającej, męskiej społeczności, okazują więcej hartu ducha, w czym zresztą pomaga im większa odporność na ból. I co czasami prowadzi do zjawisk patologicznych, czego przykładem historia podporucznik Agnieszki A. z jednostki w Rozewiu, skazanej za znęcanie się nad żołnierzami. Owe ograniczenia to raczej dowód na zachowawczość męskiej części korpusu oficerskiego, strzegącej - na ile jeszcze można - męskiego charakteru żołnierskiej profesji.

Zagrożenie molestowaniem

"Baba na łodzi podwodnej, to niechybna śmierć" - głosi jeden z przesądów. Jest ich niemało, bo wojsko broni swojej męskości także przy użyciu narzędzi symbolicznych. Przede wszystkim jednak sięga po argumenty racjonalne, wśród których na miano koronnego zasługuje zagrożenie molestowaniem seksualnym. - Trudno upilnować żołnierza... - rozkładają ręce osoby przytaczające ów argument. I coś jest na rzeczy, o czym świadczą chociażby skandale seksualne, ujawniane ostatnio w armii izraelskiej, do której, na 24-miesięczne przeszkolenie, trafia rocznie tysiące młodych Żydówek. Ale z drugiej strony, molestowanie to problem wielu innych instytucji, w których istnieją relacje służbowej podległości między mężczyznami i kobietami. I nikt nie podnosi tam, że sposobem na wyeliminowanie patologii byłoby zrezygnowanie z pracowników jednej płci...

Ryk na widok baby

Ale przed kobietami w koszarach bronią się również zwykli "szweje". Bo choć nie mieliby nic przeciwko służącym z nimi "kumpelkom", to służbowej podległości ich ukształtowane w patriarchalnym społeczeństwie ego nie jest w stanie zaakceptować. - Jakie było moje zdziwienie, gdy na pierwszym apelu stanęła przed nami... baba w mundurze - opowiada Piotr, były żołnierz służby zasadniczej. - Najpierw ryknęliśmy śmiechem, a potem, jak tylko mogliśmy, dawaliśmy do zrozumienia, co o niej sądzimy. Babkę do największego szału doprowadzało, gdy ociągaliśmy się z wykonywaniem komend...

I co z tego wynika? Nic. Przełożona Piotra ostatecznie złamała opór podwładnych. Nie obyło się co prawda bez pomocy jej zastępcy-mężczyzny - zawodowego podoficera z krwi i kości - który "ustawił" opornych szeregowych. Ale od tego właśnie są podoficerowie...

Marcin Ogdowski

Poczytaj bloga autora artykułu "Z Afganistanu.pl"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy