Miliardy z SAFE dla Polski. Jest decyzja
26 stycznia Komisja Europejska zaakceptowała wnioski siedmiu państw, dotyczących wydatkowania pieniędzy na obronność z programu SAFE. Wśród nich był wniosek Polski na 139 projektów, które jak deklaruje Ministerstwo Obrony Narodowej (MON), w znacznej większości mają być zrealizowane z udziałem polskiego przemysłu zbrojeniowego. Przeznaczona na nie kwota opiewa aż na 43,7 mld euro - na największą przyznaną dla państwa biorącego udział w programie.
Aby uzmysłowić sobie jak wielkie to pieniądze, warto wskazać, że to prawie tyle samo, co zapowiadany budżet na obronność naszego kraju w tym roku. Też dla porównania państwo z drugim co do wielkości zaakceptowanym wnioskiem z SAFE - Rumunia - otrzyma 16,7 mld euro, prawie dwa razy mniej niż Polska.
Czego nie ma polski obywatel, a ma rumuński
Jednak wnioski o pożyczki z SAFE dla Polski i Rumunii różni nie tylko kwota, ale i transparentność. Rumuński rząd jeszcze wczoraj po decyzji Komisji Europejskiej ujawnił, na co chce wydatkować te pieniądze. Władze w Bukareszcie wyklarowały, że 9,6 mld euro to zakupy na obronność i modernizację wojskową prowadzoną przez Ministerstwo Obrony, 4,2 mld pójdzie na modernizację strategicznych odcinków autostrad, a 2,8 mld przewidziano na modernizację sprzętu dla organów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i innych służb publicznych.
Ponadto Ministerstwo Obrony Rumunii przedstawiło listę 21 projektów, na które chce przeznaczyć minimum 100 mln euro z SAFE. Na tej liście wyszczególniono pozyskanie konkretnego sprzętu m.in. zakup 139 kołowych transporterów opancerzonych Piranha za 761,2 mln euro czy 12 śmigłowców wielozadaniowych Airbus H225M Caracal za 852 mln euro. Są też bardziej ogólne wydatki np. 198 gąsienicowych bojowych wozów piechoty za 2,98 mld euro czy amunicja programowalna kalibru 35 mm za 393 mln euro. Różnice w szczegółowości wynikają z faktu, że państwo, które złożyło wniosek o finansowanie z SAFE musi wypunktować, na jakie projekty i zdolności chce otrzymać pieniądze, ale kwestia co dokładnie chce zakupić, może poczekać do złożenia konkretnej umowy.
Bez względu na niuanse obywatel Rumunii ma większą wiedzę o tym, jak jego rząd planuje wykorzystać pieniądze uzyskane z jednej z największych inwestycji obronnych w Europie. W przeciwieństwie do obywatela Polski, który już parę miesięcy temu został zapewniony, że żadnej podobnej listy zaplanowanych projektów sfinansowanych z SAFE nie będzie.
Skąd biorą się miliardy z SAFE?
Aby uzmysłowić sobie, co oznacza ten brak transparentności w kwestii pieniędzy z SAFE, warto przyjrzeć się temu programowi. SAFE (Security Action For Europe) to nowy instrument finansowy Unii Europejskiej o łącznej wartości 150 mld euro, mający na celu zapewnienie wsparcia finansowego państwom członkowskim w celu przyspieszenia gotowości obronnej. Ma na celu także napędzić europejski przemysł zbrojeniowy.
Założeniem jest, że konkretne rzeczy i zdolności zakupywane z SAFE przez państwa zawierają co najmniej 65 proc. kosztów komponentów wyprodukowanych na obszarze UE, EOG-EFTA lub Ukrainy. Wnioski muszą jeszcze zostać zaakceptowane przez Radę Europy, a finalizacja następuje poprzez podpisanie przez państwo umowy pożyczkowej. W ramach SAFE państwa mają przede wszystkim współpracować ze sobą przy składaniu zamówień, jednak pod finansowanie mogą zostać podpięte umowy jeszcze podpisane przez pojedyncze państwa do maja tego roku.
Pod pojęciem "pieniądze z SAFE" kryje się system niskoporocentowanych pożyczek. Udzielane są z odroczeniem rozpoczęcia spłaty o 10 lat i płatnością rozłożoną nawet do 2070 roku. Warunki bardzo dobre, ale ciągle są to pieniądze do spłaty w przyszłości. Pieniądze na SAFE są gwarantowane z budżetu Unii Europejskiej, czyli w dużej mierze są brane z kieszeni samych członków UE i ich obywateli. Stąd należy na poważnie podejść do tematu transparentności i czy obywatel powinien wiedzieć dokładniej, na co idą "pieniądze z SAFE".
"Prezent dla Kremla"
Gdy już kilka miesięcy temu opozycja oraz część analityków obronności zaczęło podnosić, że potrzeba opublikować listę planowanych projektów, jakie nasz rząd chce sfinansować z pieniędzy z SAFE. Szybko dano jednak do zrozumienia, że takowa lista jest niejawna. Mówiła o tym już m.in. pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE, Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
- Jeżeli mamy listę gdzie piszemy o specyfikacji technicznej, datach dostawy, czy kiedy wojsko uzyska daną zdolność, to opublikowanie takiej listy jest najlepszym prezentem dla Kremla - mówiła Magdalena Sobkowiak-Czarnecja w rozmowie dla portalu WP w grudniu 2025 roku.
Argumentem za utajnieniem takiej listy jest bezpieczeństwo. Według rządu i wojska opublikowanie dokładnych projektów może ułatwić identyfikacje pozyskiwanych zdolności i tym samym szybkie zidentyfikowanie dokładniejszych planów obrony i przygotowanie ich lepszych planów skontrowania przez wroga ze wschodu. Dlatego polski rząd ograniczył się do poinformowania o ogólnych obszarach obronnych, w których mają zostać wykorzystane pieniądze z SAFE np. rozwój Tarczy Wschód, rozbudowa zdolności antydronowych, cyberbezpieczeństwo i ochrona Bałtyku.

Co jednak ciekawe MON deklaruje, że przestrzeń publiczna dowie się o zdolnościach zrealizowanych z SAFE w momencie podpisania konkretnych umów. Zupełnie jakby wtedy już było mniejsze ryzyko o poznaniu przez potencjalnego wroga naszych zdolności. Co prawda wtedy można też wybierać jakie umowy chce się ogłosić. W ten sposób może się okazać, że część tych kontraktów nie zostanie poznana przez polskiego obywatela z oficjalnych źródeł rządowych, ale np. od firm zbrojeniowych, które te kontrakty otrzymają.
Brak jawności to miejsce dla domysłów
Takie utajnienie nie pozwala na publiczną kontrolę wydatkowania tych ogromnych pieniędzy. A ciągle pozostają pytania bez odpowiedzi, które rzutują na deklaracje co do podejścia polskiego rządu do SAFE. Chociażby MON deklaruje, że 89 proc. kwoty pozyskanej z programu ma zostać zainwestowanych w "krajowy przemysł zbrojeniowy". Nie ma jednak jasnej odpowiedzi, jaki rozkład w tym mają w pełni polskie podmioty, a jakie zagraniczne, ale mające w Polsce swoje siedziby (lub mogące je rozbudować w ramach SAFE). Według MON to możemy poznać dopiero po przyznawaniu kontraktów.
Nikt o zdrowych zmysłach nie zakłada, aby nagle zdradzać wszystkie informacje co do danych technicznych czy specyfikacji, ale liczyć powinno się chociażby na wyszczególnienie firm czy planowanych kwot. Przy obecnym braku transparentności i ogromie pieniędzy oczywista powinna być jawność wydatków. Szczególnie że przestrzeń informacyjna nie lubi próżni, więc gdy nie ma z oficjalnego źródła określonej deklaracji i informacji, na jej miejsce wchodzą plotki, teorie czy spekulacje.
Nie ma więc co się dziwić, że w internecie pojawia się wiele spekulacji co do pieniędzy z SAFE dla Polski. Od wspomnianych pytań o to, ile tak naprawdę z tego trafi do polskiego przemysłu obronnego, poprzez tezy, że głównie zamówienia będą kierowane do firm niemieckich czy francuskich, aż po oskarżenia, że może dochodzić do "kreatywnej księgowości". Widać, że pomimo wielkiego sukcesu Polski przy pozyskaniu pieniędzy z SAFE, na ten moment informacyjnie jest to stracona batalia. Należy pozostać w przekonaniu i mieć nadzieję, że założenia związane z podniesieniem poziomu modernizacji i wzmocnieniem czysto polskiego przemysłu okażą się prawdziwe.










