Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wezwał do poważnej dyskusji o zestrzeliwaniu rosyjskich rakiet nad Ukrainą. Wicepremier i szef MSZ stwierdził w czwartek (6 sierpnia) w Radiu Jedynka, że kwestia przejmowania rosyjskich rakiet balistycznych jeszcze nad terytorium Ukrainy, zamiast czekania, aż zbliżą się do polskiej przestrzeni powietrznej, wymaga "bardzo poważnej dyskusji", która nie powinna stać się zakładnikiem partyjnej rywalizacji.
Sikorski mówił w kontekście krytycznego braku pocisków przechwytujących do systemów Patriot w Ukrainie. Zaznaczył, że na Kijów od kilku dni lecą rakiety balistyczne, przeciwko którym "nie ma w tej chwili obrony", a liczba ofiar cywilnych rośnie. Jego zdaniem warto dokładnie rozważyć możliwość niszczenia celów powietrznych zanim dotrą w okolice terytorium NATO.
Sikorski zaproponował, by Polska strącała rakiety nad Ukrainą
Ukraina zmaga się z ostrym niedoborem pocisków do systemów obrony. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że dostawy tej broni od partnerów w pierwszej połowie 2026 roku spadły trzykrotnie w porównaniu z 2025 rokiem. W ostatnich atakach w nocy z 5 na 6 sierpnia, ukraińska obrona nie zestrzeliła żadnej z kilkudziesięciu rosyjskich rakiet balistycznych i hipersonicznych skierowanych na Kijów i okolice. To niestety skończyło się śmiercią kilkunastu osób.
Rosja w lipcu i na początku sierpnia intensywnie ostrzeliwała stolicę Ukrainy rakietami Iskander-M, S-400 i Cyrkon. Szacunki Instytutu Studiów nad Wojną wskazują, że od początku lipca na Kijów i obwód kijowski wystrzelono około 150 rakiet balistycznych, z których Ukraina zdołała zestrzelić zaledwie kilka.
Eksperci uważają, że jest to wciągnięcie NATO w wojnę z Rosją
Dodatkowym tłem dla wypowiedzi Sikorskiego jest niedawny incydent z 30 lipca, gdy rosyjska rakieta Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła ok. 50 km od Lublina. To nie pierwsza wypowiedź polskiego ministra na ten temat. Już w 2024 roku Sikorski argumentował, że Polska i inne kraje graniczne mają "obowiązek" zestrzeliwania rosyjskich pocisków lecących w kierunku ich przestrzeni powietrznej jeszcze nad Ukrainą. Ma to się dziać w ramach legitymnej samoobrony, by uniknąć ryzyka odłamków na własnym terytorium.
Ukraina wcześniej sygnalizowała otwartość na takie rozwiązania. NATO jednak konsekwentnie podchodziło do pomysłu ostrożnie, obawiając się eskalacji. Obecna wypowiedź padła w momencie sporu politycznego w Polsce o przekazywanie Ukrainie kolejnych pocisków do Patriotów. Były premier Mateusz Morawiecki (Rozwój Plus) sprzeciwiał się dalszym dostawom, a Sikorski podkreślał, że debata powinna być rzeczowa i ponadpartyjna. Decyzja o zestrzeliwaniu celów nad Ukrainą wymagałaby jednak uzgodnień sojuszniczych i zgody samego Kijowa.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 95 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











