Spektakularne bombardowanie dróg, by ratować amerykańskiego pilota w Iranie
Amerykańskie bombowce B-1 zrzuciły około 100 bomb, by zablokować Irańczykom drogę do zestrzelonego F-15E. Pentagon nie tylko ratował pilota, ale również robił wszystko, by najnowsza technologia lotnicza nie wpadła w ręce wroga.

W skrócie
- Amerykańskie bombowce B-1B Lancer zrzuciły około 100 precyzyjnie naprowadzanych bomb na drogi w irańskiej prowincji Esfahan, tworząc co najmniej 28 kraterów.
- Celem bombardowania było uniemożliwienie siłom irańskim szybkie dotarcie do miejsca ukrycia się operatora systemów uzbrojenia z zestrzelonego F-15E.
- Cała operacja ratunkowa objęła ponad 150 amerykańskich samolotów i zakończyła się ewakuacją obu członków załogi, pomimo strat sprzętowych po stronie USA.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Jak poinformował Wall Street Journal, podczas jednej z najbardziej ryzykownych operacji ratunkowych w ostatnich latach, amerykańskie bombowce B-1B Lancer zrzuciły w irańskiej prowincji Esfahan około 100 precyzyjnie naprowadzanych bomb o masie 900 kilogramów. W efekcie na lokalnych drogach powstało co najmniej 28 dużych kraterów, każdy o średnicy około 9 metrów. W sieci opublikowano zdjęcia satelitarne, na których ukazano efekty niesamowicie precyzyjnego zrzutu bomb.
Miejsca te leżą zaledwie około 20 km od strefy, w której amerykańskie siły specjalne ewakuowały drugiego członka załogi zestrzelonego myśliwca F-15E Strike Eagle, a mianowicie operatora systemów uzbrojenia. Cel ataku był precyzyjny: zniszczyć kluczowe odcinki dróg i uniemożliwić siłom irańskim (w tym oddziałom Gwardii Rewolucyjnej IRGC) szybkie dotarcie do miejsca ukrycia lotnika. Dzięki temu amerykańskie zespoły ratunkowe zyskały czas na przeprowadzenie operacji.
B-1B Lancer, nazywany potocznie Bone, to jeden z najbardziej wszechstronnych bombowców dalekiego zasięgu w arsenale USAF. Samolot może przenosić do 34 ton uzbrojenia. Nie można tutaj nie wspomnieć, że jest to największy ładunek konwencjonalny spośród wszystkich amerykańskich bombowców. Dzięki zmiennej geometrii skrzydeł, osiąga prędkość ponad Mach 1,2 (ok. 1450 km/h) i potrafi latać na bardzo niskim pułapie, co utrudnia jego wykrycie.
Wyposażony w trzy wewnętrzne komory uzbrojenia, B-1 jest w stanie przenosić dziesiątki bomb kierowanych JDAM (w tym GBU-31), a także pociski manewrujące JASSM czy LRASM. W przeszłości B-1 odegrał kluczową rolę w operacjach w Iraku, Afganistanie, Libii i Syrii, często dostarczając ogromną siłę ognia przy stosunkowo niewielkiej liczbie lotów. W obecnej misji nad Iranem bombowce te zapewniły masowe, precyzyjne wsparcie ogniowe, blokując teren i osłaniając siły specjalne.
Cała operacja ratunkowa była częścią znacznie większej akcji, w której uczestniczyło ponad 150 samolotów amerykańskich, w tym 64 myśliwce, 48 tankowców, 13 maszyn ratunkowych, drony MQ-9 Reaper oraz samoloty walki elektronicznej. F-15E Strike Eagle (z przydziałem 494. Dywizjonu Myśliwskiego) został zestrzelony przez irańskie systemy obrony powietrznej 3 kwietnia nad prowincją Esfahan.
Dwóch członków załogi katapultowało się i lądowało oddzielnie. Pilot został ewakuowany stosunkowo szybko, natomiast operator uzbrojenia (według niektórych doniesień w stopniu pułkownika) spędził ponad dobę w ukryciu w trudnym, górzystym terenie, unikając patroli irańskich. Amerykańskie siły specjalne (w tym elementy Navy SEALs i Air Force Special Warfare) przeprowadziły śmiałą operację Combat Search and Rescue (CSAR) głęboko na terytorium wroga.
Wsparcie z powietrza zapewniały m.in. bombowce B-1 oraz A-10 Thunderbolt II. Okazuje się, że w trakcie akcji doszło do wymiany ognia. Otóż amerykańskie drony i samoloty atakowały zbliżające się siły irańskie. Operacja zakończyła się jednak sukcesem, ponieważ obaj członkowie załogi zostali uratowani i ewakuowani.
Niestety, cała akcja przyniosła straty w sprzęcie dla armii USA. Według niektórych źródeł, zniszczono kilka maszyn specjalnych (m.in. MC-130), by nie wpadły w ręce przeciwnika. Rozbił się też pogromca czołgów, czyli samolot A-10 Warthog. Cała akcja pokazuje rosnące napięcie w konflikcie USA-Iran i determinację Waszyngtonu w ochronie swojego personelu nawet na głębokim terytorium wroga.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 91 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!









