15 sierpnia to dla Polaków dzień ukoronowania potęgi Wojska Polskiego i pamięć zwycięstwa spod Radzymina czy Warszawy. Dla tysięcy żołnierzy sojuszniczych, którzy stacjonują w Polsce lub z nią współpracują, jest to coś więcej, to okazja, by zobaczyć armię, która w ciągu kilku lat stała się jedną z najszybciej modernizujących się sił zbrojnych w NATO, i by publicznie potwierdzić, że Polska nie jest i nigdy nie będzie sama.
W 2026 roku defilada na Wisłostradzie i parada morska w Gdyni zbierają nie tylko polskie pododdziały. Obok Borsuków, K2, Abramsów i F-35 pojawiają się żołnierze oraz sprzęt z kilku kontynentów. Jak patrzą na Święto Wojska Polskiego nasi sojusznicy, czyli Amerykanie, Brytyjczycy, Koreańczycy i Ukraińcy?

Amerykanie: "To nie tylko parada. To widoczny dowód, że jesteśmy tu razem"
Dla żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce, których jest obecnie około 8,5-10 tysięcy, 15 sierpnia od lat należy do najważniejszych dni w kalendarzu. Amerykańskie Abramsy z jednostek 1. Dywizji Pancernej i 18. Dywizji Zmechanizowanej regularnie jadą w kolumnie. W poprzednich latach żołnierze Task Force Iron i innych kontyngentów maszerowali ramię w ramię z Polakami, a nad Wisłostradą przelatywały wspólne formacje AH-64 Apache.
Amerykańscy oficerowie w oficjalnych wypowiedziach podkreślają zwykle dwa elementy. Po pierwsze to partnerstwo. "Polska przyjęła nasz udział w defiladzie z otwartymi ramionami. To wspaniałe doświadczenie, które pokazuje nie tylko sojusz w ramach NATO, ale też ogromną inwestycję Polski we własną obronę" - mówił w 2025 roku jeden z dowódców wielonarodowej grupy bojowej. Po drugie to codzienność. Dla wielu młodych Amerykanów to pierwszy kontakt z europejską tradycją wojskową, w której defilada nie jest jedynie pokazem siły, lecz świętem łączącym armię ze społeczeństwem.
W 2026 roku kontekst jest szczególny. Trwają rozmowy o możliwości przejścia z obecności rotacyjnej na bardziej stałą bazę. Dla żołnierzy, którzy od lat budują relacje z lokalnymi społecznościami np. poprzez Freedom Fest w Poznaniu, wspólne treningi czy udział w wydarzeniach lokalnych, 15 sierpnia staje się dniem, w którym ich obecność nabiera wymiaru ogólnokrajowego.

Brytyjczycy: "Stronger Together" na wschodniej flance
Brytyjscy żołnierze, głównie z komponentu rozpoznawczego w ramach eFP Battle Group w Bemowie Piskim, od kilku lat regularnie biorą udział w warszawskiej defiladzie. W 2024 roku Eagle Troop z The Queen's Dragoon Guards maszerował ulicami stolicy. Ambasada brytyjska w Warszawie co roku przypomina o swoich ludziach służących w Polsce, używając hasztagu #StrongerTogether.
Dla Brytyjczyków Święto Wojska Polskiego ma wymiar zarówno historyczny, jak i praktyczny. Historyczny, ponieważ rok 1920 stanowi dla wielu z nich przykład, jak państwo o ograniczonej sile potrafiło zatrzymać ekspansję ideologii, która później zagroziła całej Europie. Tymczasem praktyczny, bo ich obecność w Polsce jest częścią szerszego systemu odstraszania. Żołnierze brytyjscy często podkreślają, że "współpraca z Polakami jest profesjonalna, bezpośrednia i oparta na zaufaniu, a wspólne ćwiczenia budują realną interoperacyjność, której nie da się osiągnąć wyłącznie na papierze".

Koreańczycy: duma z "Panter", które bronią Polski
Koreańczycy nie utrzymują w Polsce dużego kontyngentu bojowego w stylu amerykańskim czy brytyjskim. Mają jednak za to coś innego. Jest to oczywiście sprzęt, który stał się jednym z symboli polskiej modernizacji. Czołgi K2 Black Panther z 9. Brygady Kawalerii Pancernej jadą w defiladzie, a ich obecność na Wisłostradzie jest dla Seulu powodem do dumy.
Perspektywa koreańska jest industrialno-strategiczna. Południowokoreańscy instruktorzy i technicy szkolą polskich żołnierzy zarówno w Korei np. na kursach obsługi K9, Chunmoo/Homar-K czy FA-50, jak i w Polsce. Oficerowie oraz przedstawiciele przemysłu obronnego regularnie podkreślają, że koreański sprzęt chroni terytorium i ludzi Polski, a współpraca dawno wyszła poza zwykły eksport. Obejmuje produkcję, transfer technologii i wspólne szkolenia. Dla wielu Koreańczyków związanych z polskimi kontraktami 15 sierpnia to dzień, w którym "widzą efekt swojej ciężkiej pracy nad bezpieczeństwem militarnym Polski i wschodniej flanki NATO".
Ukraińcy: "Znów stajemy przeciwko temu samemu wrogowi"
Ukraińscy żołnierze i oficerowie, którzy przechodzą szkolenia w Polsce lub służą w strukturach takich jak Litewsko-Polsko-Ukraińska Brygada im. Wielkiego Hetmana Konstantego Ostrogskiego, patrzą na 15 sierpnia jednocześnie przez pryzmat historii i teraźniejszości. W 1920 roku sojusznikiem Polski była Ukraińska Republika Ludowa. W 2022 roku ówczesny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny w specjalnym orędziu w języku polskim przypomniał: "Tak jak 102 lata temu, znów stajemy przeciwko temu samemu, odwiecznemu wrogowi".
Dla wielu Ukraińców przebywających lub szkolących się w Polsce Święto Wojska Polskiego jest momentem wdzięczności i solidarności. Polska pomoc wojskowa, logistyczna i polityczna pozostaje dla nich realnym wsparciem na froncie, co widać namacalnie każdego dnia, gdy uda się ocalić wiele istnień ludzkich podczas rosyjskich ataków rakietowych na miasta. Jednocześnie widzą w polskiej defiladzie obraz armii, która, ucząc się na doświadczeniach wojny toczącej się tuż za wschodnią granicą, buduje potencjał odstraszania. To nie jest tylko święto sąsiada, to przypomnienie, że historia lubi się powtarzać, a działające sojusze mają wartość większą niż deklaracje.
Nasi sojusznicy cenią przyjaźń z Polską i Polakami
Amerykanie mówią o partnerstwie i gotowości. Brytyjczycy o wschodniej flance i zaufaniu. Koreańczycy o sprzęcie, który realnie wzmacnia obronę Europy. Ukraińcy o wspólnym wrogu i solidarności. Wszystkich łączy jedno: 15 sierpnia w Polsce nie jest już wyłącznie polskim świętem. Od kilku lat stało się dniem, w którym sojusznicy publicznie potwierdzają, że są częścią tej samej historii i tej samej przyszłości.
Dla polskich żołnierzy to dodatkowy powód do dumy. Gdy obok nich maszerują Amerykanie i Brytyjczycy, gdy w kolumnie jadą koreańskie K2, a wśród publiczności stoją Ukraińcy, którzy wiedzą, czym jest prawdziwa wojna XXI wieku, wtedy Cud nad Wisłą przestaje być jedynie wspomnieniem sprzed ponad stu lat.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 96 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!













