Tajemniczy incydent w centrum Kijowa. Czy Rosja ma roje dronów AI?
W sercu Kijowa doszło do incydentu, który natychmiast wywołał falę spekulacji w środowisku wojskowym i analitycznym. Niezidentyfikowany dron uderzeniowy rozbił się w pobliżu Pomnika Niepodległości na Majdanie - kiedy pierwsze materiały wideo obiegły sieć, część branżowych ekspertów natychmiast zaczęła sugerować, że Rosja może dysponować rojami dronów AI.

Według wstępnych ustaleń i analiz szczątków, maszyna może należeć do rodziny rosyjskich dronów krążących Lancet. Wskazują na to charakterystyczne cechy konstrukcyjne, przede wszystkim skrzydła w układzie X oraz typowe dla tej platformy śmigło. Jednak już na tym etapie pojawiają się pierwsze wątpliwości, bo konstrukcja ma na kadłubie bardzo nietypowe oznaczenia - to kolorowe okręgi, które wcześniej obserwowano na rosyjskich bezzałogowcach V2U.
Oznaczenia roju i trop sztucznej inteligencji
Według części ekspertów mogą one pełnić funkcję identyfikacyjną w ramach działania roju dronów, umożliwiając maszynom utrzymywanie formacji i unikanie kolizji. To z kolei sugerowałoby wykorzystanie elementów autonomii opartej na sztucznej inteligencji, w tym zdolności do samodzielnej nawigacji, wyszukiwania celów i przeprowadzania ataku bez bezpośredniej kontroli operatora. Co istotne, atak na Kijów miał mieć charakter grupowy, co dodatkowo wzmacnia tę hipotezę.
Wiele wskazuje na Lancet, ale…
Tyle że drony Lancet oficjalnie dysponują promieniem działania rzędu 50 km (w kontekście łączności) - owszem, rosyjskie źródła wskazywały wcześniej na realne loty na dystansie 90 km, a maksymalnie około 130 km, ale odległość od granic Rosji do centrum Kijowa przekracza 200 km. Teoretycznie możliwy jest też scenariusz startu z terytorium Białorusi, wówczas dystans spada do około 90 km.
A nie wyklucza się również zastosowania bardziej zaawansowanych metod łączności, jak sieci mesh lub komunikacja mobilna, które mogłyby rozszerzyć operacyjny zasięg dronów poza standardowe ograniczenia. Ba, pojawiają się również inne hipotezy, a jedna z nich zakłada, że dron mógł zostać przeniesiony bliżej celu przez większą platformę, np. bezzałogowiec typu Shahed, a następnie odłączony i skierowany do ataku.
To rozwiązanie pozwoliłoby obejść ograniczenia zasięgu bez konieczności radykalnych zmian konstrukcyjnych, a niedawno sami pisaliśmy, że żołnierze Batalionu Darknode Anti-Shahed, należącego do 412. Brygady Systemów Bezzałogowych "Nemesis", poinformowali o przechwycieniu i zniszczeniu nowego typu rosyjskiego drona Gierań-2, który był wyposażony w dwa dodatkowe drony FPV.
Nowe zagrożenie czy próba dezinformacji?
Nie wszyscy jednak zgadzają się z interpretacją, że Kijów zaatakował Lancet. Doradca ukraińskiego ministra obrony Serhij "Flash" Beskrestnow stanowczo odrzuca tę możliwość, argumentując, że dron tego typu nie dysponuje ani odpowiednią pojemnością baterii, ani możliwościami sterowania na tak dużą odległość.
W jego ocenie incydent może być elementem rosyjskiej operacji dezinformacyjnej, a odnalezione szczątki zostały celowo zrzucone z innego drona, najprawdopodobniej typu Shahed, aby wywołać efekt psychologiczny i medialny.
Bez względu na to, która z wersji okaże się prawdziwa, sam incydent ma istotne znaczenie. Jeśli rzeczywiście doszło do użycia zmodyfikowanego Lanceta, potencjalnie z ograniczoną głowicą bojową na rzecz zwiększenia zasięgu, oznaczałoby to kolejny krok w rozwoju rosyjskich systemów bezzałogowych. Jeśli natomiast była to operacja dezinformacyjna, pokazuje ona rosnącą rolę działań psychologicznych i informacyjnych, które towarzyszą współczesnym konfliktom niemal na równi z kinetycznymi środkami rażenia.










