Polska kupiła nowe okręty podwodne. Ukraińcy "szybko nie zapolują na rosyjskie jednostki"
29 czerwca podpisana została umowa na dostawy dla Polski trzech okrętów podwodnych A26 Belikinge od szwedzkiej stoczni Saab Kockums. Dostawy mają rozpocząć się od 2031 roku i według harmonogramu potrwają do 2038 roku. Sama umowa na nowe okręty kosztowała 18,7 mld złotych, a do tego dochodzi 735 mln złotych za wydzierżawienie od Szwedów jednego okrętu A17 na lata 2027-2032 w celu utrzymania zdolności podwodnych Marynarki Wojennej Polski.
Zakup przez Polskę nowych okrętów podwodnych kończy swoistą epopeję z pozyskaniem nowych okrętów podwodnych przez Polskę. Wzbudził szerokie zainteresowanie wśród miłośników militariów. Opisał ukraiński portal branżowy Defence Express. Pod uwagę wziął planowany harmonogram dostaw.
Defence Express podkreślił, że na dostawę pierwszego kadłuba poczekamy 5 lat. Dodać do tego trzeba jeszcze rok, w trakcie którego pierwszy A26 będzie musiał zostać wdrożony tj. przejść próby morskie a załoga na niego będzie musiała zostać przeszkolona. Zaskakująco ukraiński portal nazwał czas oczekiwania na okręty "okresem, gdy nie będą mogły polować na rosyjskie okręty", jak gdyby byłby to główny cel, które miały za zadanie robić już po wejściu do służby, a nie w przypadku wojny.
Pytanie i tempo dostaw okrętów A26
Ukraiński portal podkreśla, że tempo dostaw nie jest zaskakujące, ponieważ pomimo wieloletnich prac rozwojowych, nie zbudowano jeszcze żadnego okrętu podwodnego typu A26. Saab pracuje obecnie nad dwoma pierwszymi kadłubami dla Szwecji, które mają zostać dostarczone flocie w latach 2031 i 2033. Istnieje prawdopodobieństwo, że kadłuby tworzone wcześniej z myślą o marynarce Szwecji, mogłyby posłużyć do stworzenia polskich okrętów A26, co opisaliśmy na łamach Interii GeekWeek.

Defence Express zauważa także, że przed podpisaniem umowy datą rozpoczęcia dostawy pierwszego okrętu dla Polski miał być 2030. Opóźnienie jej o rok według portalu może oznaczać zwykłe doprecyzowanie terminów, jak i czas potrzebny na integrację platformy z pociskami manewrującymi dalekiego zasięgu. Według Defence Express zwiększenie szacowanych kosztów zakupu z 10 mld złotych, jakie podawano w ostatnich miesiącach do 18,7 mld przy podpisaniu umowy, ma sugerować tę drugą opcję.
Niemniej w lutym 2026 wojsko polskie deklarowało, że zrezygnowało z wymogu pozyskania okrętów podwodnych mogących wystrzeliwać pociski manewrujące do ataku celów lądowych. Sam wybór szwedzkiego A26 sugeruje porzucenie tej idei, gdyż w przetargu rywalizował on m.in. z francuskimi okrętami Scorpène, które już mają zdolność. Poza tym jeden dodatkowy rok nie byłby wystarczającym czasem do pełnej integracji dostępnych efektorów na rynku z A26. Jak też podaje dziennikarz Defence24 Jarosław Ciślak, który był na konferencji podpisania umowy, polskie A26 prawdopodobnie nie będą miały pocisków manewrujących.
7 tys. miejsc pracy dla Polski?
Jedną z istotnych rzeczy w kontekście umowy na nowe okręty podwodne dla Polski według Ukraińców jest powiązana inwestycja przez Szwedów 100 milionów euro w polski przemysł, aby wdrożyć lokalne usługi naprawy i konserwacji okrętów podwodnych. Jak pisze portal:
- Setki polskich firm będą również zaangażowane jako dostawcy. Oczekuje się, że w Polsce powstanie łącznie 7 tysięcy miejsc pracy. To dobry przykład kosztownych projektów obronnych, w których lokalizacja części prac jest istotnym wymogiem - wskazuje Defence Express.
Liczba 7 tys. nowych miejsc pracy została podana m.in. przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza w Polsat News. Tę liczbę podał też minister obrony Szwecji dla biznesowego portalu Tidningen Näringslivet. Ma to być liczba wygenerowana w związku z włączeniem polskich firm w proces dostaw i serwisu w przeciągu kolejnych lat obsługi okrętów podwodnych. Warto dodać, że według rocznego raportu Saaba za 2025 rok, cały Saab Konucks ma 2618 pracowników. Dla portalu Tidningen Näringslivet Saab już zapowiedział, że będzie musiał zwiększyć liczbę zatrudnionych.
- W Lund i Helsingborgu jest to głównie zapotrzebowanie na więcejinżynierów, natomiast produkcja w Karlskronie i Landskronie potrzebuje przede wszystkim pracowników blacharskich, spawaczy, mechaników i elektryków - ale także trochę inżynierów - cytuje Tidningen Näringslivet
Na razie liczbę 7 tys. miejsc pracy trudno traktować jako coś więcej niż medialną deklarację, bazującą na nie wiadomych wyliczeniach i podziale prac. Obecnie sama PGZ Stocznia Wojenna, która ma kompetencje do obsługi okrętów podwodnych, zatrudniać ma 900 osób z perspektywą 1200 osób przy obecnych pracach np. przy realizacji zamówienia na fregaty programu Miecznik. Czas pokaże ile z deklaracji zostanie zrealizowanych.










