Rosyjskie drony Shahed w służbie Moskwy od lat zalewają ukraińskie niebo, czyniąc ogromne spustoszenie. Ta sytuacja spędza sen spędza z powiek również polskim władzom, które obawiają się podobnego rozwoju wydarzeń w przypadku rosyjskiej agresji na naszej kraj. Zestrzeliwanie dronów rakietami do systemów Patriot to ogromne marnotrawstwo, dlatego powstał ciekawy pomysł na poradzenie sobie z tą sytuacją.
Ukraińcy jakiś czas temu znaleźli na to odpowiedź w miejscu, którego mało kto by się spodziewał. Otóż do akcji wysłali stary dwusilnikowy An-28, czyli maszynę w dużej części wyprodukowanej w Mielcu. Załogi najpierw strzelały do celów z drzwi ładunkowych sześciolufowym Minigunem, potem zaczęły wypuszczać spod skrzydeł lekkie drony przechwytujące. Relacje z frontu mówią o setkach zestrzeleń. Teraz Polska chce pójść tą samą drogą.
Ukraińcy piszą o Polsce. Skomentowali nowy pomysł na drony
Do końca 2026 roku w hangarach PZL Mielec ma stanąć pierwszy M28 przystosowany do polowania na Shahedy i inne bezzałogowce. Program finansuje Plan Modernizacji Technicznej. Wiceminister obrony Paweł Bejda poinformował w Sejmie, że postępowanie w sprawie modyfikacji zostało zakończone, a wykonawcą będzie sam producent samolotu. Szczegółów uzbrojenia i liczby maszyn resort nie ujawnia. Z jego słów wynika jednak, że na razie chodzi o jeden egzemplarz. O dalszych decyzjach wojsko ma powiedzieć dopiero po testach.
M28 Bryza, cywilnie znana też jako Skytruck, nie jest przypadkowym wyborem. To samolot o krótkim starcie i lądowaniu, zdolny operować z nieutwardzonych pasów i lecieć na tyle wolno, by śledzić Shaheda, który zwykle trzyma się prędkości około 180 kilometrów na godzinę. Wojsko Polskie ma około 37 takich maszyn. Ich nowa rola ma polegać nie tylko na przechwytywaniu celów, lecz także na działaniu w środowisku, w którym pracują polskie systemy walki elektronicznej. Dlatego prototyp dostanie inercyjny system nawigacji, stacje elektrooptyczne z wysokościomierzem laserowym oraz anteny CRPA odporne na zagłuszanie.
Polska bierze lekcje od Ukrainy w sprawie zwalczania dronów
Ukraiński portal Defense Express dostrzega w tym świadome powtórzenie lekcji z wojny. Polacy nie skopiowali wyłącznie Miniguna w drzwiach. Od razu założyli, że latający samolot na drony będzie musiał radzić sobie, gdy własne środki radioelektroniczne zakłócają niebo. To, co ich zastanawia, to tempo. Minimum pół roku na przezbrojenie jednego eksperymentalnego egzemplarza budzi pytanie, ile czasu zajmie skalowanie rozwiązania na resztę floty. Analitycy piszą wprost, że może to potrwać rok albo dłużej. Pojawia się też druga wątpliwość, na jakim poziomie złożoności Warszawa zdecyduje się wdrożyć projekt, skoro już pierwszy prototyp pochłania tyle czasu.
Wcześniejsze koncepcje PZL Mielec zakładały trzy możliwe stopnie uzbrojenia. Najprostszy powtarzał ukraiński wzór, czyli dwa karabiny M134 Minigun z celownikami laserowymi w drzwiach. Wariant bogatszy dodawał stację elektrooptyczną w nosie, zdalnie sterowaną wieżyczkę kalibru 12,7 milimetra o polu ostrzału dookoła, podskrzydłowe wyrzutnie lekkich rakiet oraz zasobniki działkowe 20 milimetrów.
Polski pogromca dronów będzie nowocześniejszy od ukraińskiego
Co ciekawe, najambitniejszy zakładał jeszcze radar pokładowy, system Link 16, łączność satelitarną i identyfikację swój-obcy. MON nie potwierdza, który zestaw trafi na pierwszy samolot. Wiadomo jedynie, że broń strzelająca przez luk ładunkowy nie może kolidować z desantem spadochroniarzy. Sens całego przedsięwzięcia widać najlepiej w rachunku kosztów.
Shahed kosztuje kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Tania seria strzałów z Miniguna albo lekki dron przechwytujący wystrzelony spod skrzydła kosztuje ułamek rakiety z zestawu wielowarstwowej obrony powietrznej. Jeśli próby pierwszego M28 zakończą się powodzeniem, Polska dostanie krajową, stosunkowo tanią warstwę ochrony przed masowymi atakami dronów.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 97 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











