Wygląda jak maszyna z czasów wojny na Pacyfiku albo Wietnamu. Jednosilnikowy, ze stałym podwoziem z kółkiem ogonowym, prostymi liniami i kabiną przypominającą klasyczne samoloty szturmowe. A jednak Amerykanie wciąż go zamawiają. Mowa o OA-1K Skyraider II, nazywanym czasem "bojowym opryskiwaczem", którego cena jednostkowa sięga ok. 14 milionów dolarów.
Samolot powstał na bazie zwykłego Air Tractora AT-802, maszyny agrolotniczej używanej do oprysków i gaszenia pożarów. Militarnej wersji, opracowanej przez L3Harris, nadano nazwę Skyraider II właśnie na cześć legendarnego Douglasa A-1 Skyraider. Była to konstrukcja z końca lat czterdziestych, która służyła jeszcze w Wietnamie. Efekt jest taki, że na lotnisku wygląda niemal jak replika z innej epoki.
USA kupują na potęgę samoloty, które wyglądają jak z II wojny światowej
Mimo archaicznej sylwetki, Skyraider II oferuje amerykańskiej armii niesamowite możliwości. Potrafi na przykład startować i lądować z polowych, nieutwardzonych pasów, pozostawać w powietrzu nawet sześć godzin, operować w promieniu bojowym około 370 kilometrów i zabierać do 2,7 tony uzbrojenia. Na pokładzie może przenosić pociski AGM-114 Hellfire, naprowadzane rakiety APKWS, bomby GBU-12 Paveway II albo działko kalibru 20 mm.
Amerykańskie Dowództwo Operacji Specjalnych Sił Powietrznych argumentuje, że to idealna platforma do bezpośredniego wsparcia wojsk lądowych w operacjach przeciwpartyzanckich. Twierdzą też, że rozwiązania architektoniczne programu pozwolą utrzymać maszynę w służbie przez lata.
Pierwotny plan zakładał zakup 75 samolotów za około 3 miliardy dolarów. Później zamówienie zredukowano do 62, a w budżecie na rok 2027 pojawiły się już 53 sztuki. Za cięciami stoji rosnąca konkurencja tanich bezzałogowców, przede wszystkim MQ-9 Reaper, które mogą wykonywać podobne zadania taniej, oraz obawy o przeżywalność w czasach, gdy nawet nieduże grupy zbrojne mogą dysponować przenośnymi systemami przeciwlotniczymi.
Technologie militarne rozwijają się tak szybko, że nie da się przewidzieć jutra
Mimo redukcji, Amerykanie nie rezygnują. Obecnie w arsenale znajduje się 20 maszyn, a do końca roku fiskalnego 2026 ma dołączyć kolejnych 11. Z ujawnionych informacji wynika, że łącznie będzie służyć 31 sztuk. Kolejne dostawy będą wolniejsze, lecz program formalnie trwa. Wojsko tłumaczy, że skoro już zainwestowano, trzeba wycisnąć z platformy maksimum, choćby do szkolenia, testów czy misji, w których drony z różnych powodów nie mogą zostać użyte.
Właśnie ten dramat dosięgnął OA-1K Skyraider II. Rozwój technologii militarnych postępuje dziś tak błyskawicznie, że coraz trudniej przewidzieć, jaki sprzęt rzeczywiście sprawdzi się na wojnie np. za zaledwie dwa lata. Maszyna, która jeszcze niedawno miała być trwałą odpowiedzią na potrzeby sił specjalnych, już teraz musi bronić swojej racji bytu w świecie, w którym priorytety zmieniają się szybciej niż zdążą dostarczyć kolejne egzemplarze.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 96 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!












