USA potwierdzają użycie morskich dronów w operacji przeciwko Iranowi
Pentagon po raz pierwszy oficjalnie potwierdził użycie pływających dronów w realnym konflikcie. Bezzałogowe łodzie patrolują wody Zatoki Perskiej w ramach operacji przeciwko Iranowi. To sygnał, że wojna morska wchodzi w nową erę, w której maszyny coraz częściej zastępują ludzi.

Amerykańska marynarka wojenna po raz pierwszy oficjalnie sięgnęła po nowy typ uzbrojenia w realnym konflikcie. Pentagon potwierdził, że na wodach Zatoki Perskiej pojawiły się bezzałogowe, uzbrojone łodzie-drony.
Pływające drony USA na Zatoce Perskiej
Według komunikatu Pentagonu, bezzałogowe jednostki patrolują akwen w ramach operacji o kryptonimie "Epicka Furia", wymierzonej w Iran. Jak podkreślają amerykańscy urzędnicy, to pierwszy przypadek, gdy Waszyngton oficjalnie przyznaje się do użycia takich maszyn w warunkach bojowych.
Co ważne, przynajmniej na razie nie ma dowodów, że drony zostały wykorzystane do ataków. Ich rola ogranicza się do patrolowania i zbierania danych.
Bezzałogowe statki, zbudowane przez BlackSea z siedzibą w Maryland, znane jako Global Autonomous Reconnaissance Craft (GARC), są obecnie wykorzystywane do patroli w ramach amerykańskiej operacji przeciwko Iranowi, noszącej kryptonim "Epicka Furia".
Nowy rozdział wojny na morzu
Choć dla USA to nowość, same pływające drony nie są już technologiczną ciekawostką. W ostatnich latach pokazała je światu Ukraina, wykorzystując niewielkie, zdalnie sterowane łodzie wypełnione materiałami wybuchowymi. Ich ataki znacząco uszkodziły rosyjską Flotę Czarnomorską.
Podobne rozwiązania testował także Iran, który - według doniesień - co najmniej dwukrotnie użył morskich dronów do ataków na tankowce w Zatoce Perskiej. To pokazuje, że nowy rodzaj broni szybko trafia do arsenałów różnych państw.
Ambitny projekt i realne problemy
Amerykańskie podejście jest jednak inne niż ukraińskie. Zamiast prostych, zdalnie sterowanych jednostek, USA chcą stworzyć flotę autonomicznych dronów, które działałyby w tzw. rojach, czyli grupach poruszających się bez bezpośredniego nadzoru człowieka. To rozwiązanie jest co prawda bardziej zaawansowane, ale też znacznie droższe. Koszt jednej łodzi liczony jest w milionach dolarów.
Problem w tym, że projekt od początku napotyka trudności. Testy wykazały liczne problemy techniczne i kwestie bezpieczeństwa. Jeden z incydentów zakończył się nawet wywróceniem łodzi holowniczej i podtopieniem jej kapitana podczas prób u wybrzeży Kalifornii.
Mimo tych problemów, USA zdecydowały się na odważny krok. Wysłanie dronów do Zatoki Perskiej oznacza, że eksperyment przeniesiono z laboratoriów i poligonów prosto na pole prawdziwego konfliktu.










