Wenezuela ma kłopot? Kolejne F-35 dotarły na Karaiby
W rejonie Karaibów pojawiła się nowa flota amerykańskich myśliwców F-35. Daje nowe możliwości działań i uderzenia w regionie w ramach trwającej operacji "Południowa Włócznia". To kolejny jasny sygnał USA dla Wenezueli.

Kolejne F-35 doleciały na Karaiby
Jak podają miejscowi spotterzy, co najmniej 12 myśliwców F-35A ze 158. Eskadry Sił Powietrznych Gwardii Narodowej przyleciało na lotnisko amerykańskiej bazy marynarki wojennej w Portoryko. Potwierdza to medialne doniesienia z pierwszej połowy grudnia o decyzji wysłania tych samolotów w rejon Karaibów jako wzmocnienie operacji "Południowa Włócznia".
Baza w Ceibie stała się centrum operacji Amerykanów w regionie Karaibów, gdzie rozmieszczono zaawansowany sprzęt wojskowy. Jak pisał dziennikarz Interii GeekWeek Filip Mielczarek, już we wrześniu USA rozmieściło tam 10 myśliwców F-35B z korpusu Piechoty Morskiej. Jednak kolejne F-35A mogą przenosić bomby o większej masie oraz dolecieć na dystans dalszy o około 500 kilometrów.
Militarna armada USA na Karaibach
Nowe F-35 dołączają do prawdziwej armady Stanów Zjednoczonych w regionie Karaibów, dostarczając kolejnych zdolności jak stealth i zaawansowana sieciocentryczność. W powietrzu operują już tam m.in. myśliwce F/A-18 Super Hornet startujące z pokładu największego amerykańskiego lotniskowca, samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler z zasobnikami zagłuszaczy AN/ALQ-249 - najnowszą bronią elektromagnetyczną USA oraz podniebne radary i centra dowodzenia E-2D Advanced Hawkeye.
Przybycie kolejnych F-35 na obszar Karaibów zbiegł się z momentem kolejnego incydentu na linii USA-Wenezuela. Amerykańska armia i straż przybrzeżna przeprowadziły 20 grudnia operację przejęcia tankowca u wybrzeży Wenezueli. To efekt blokady nałożonej przez Donalda Trumpa na sankcjonowane tankowce z południowoamerykańskiego kraju.

Czy Donald Trump zaatakuje Wenezuelę?
Donald Trump prowadzi silne naciski na Wenezuelę, gdyż nie uznaje rządów tamtejszego prezydenta Nicolása Maduro i jawnie oskarża go o wspieranie przemytu narkotyków. Do tych nacisków można włączyć rozdysponowanie ogromnych sił na Karaibach i rozstawienie ich blisko wód terytorialnych Wenezueli czy ataki na łodzie mające przemycać narkotyki na wodach Karaibów.
W ostatnim czasie Amerykanie zaczęli rozszerzać swoje działania m.in. o wspomniane przejmowanie tankowców. Donald Trump wcześniej już dawał sygnały, że eskalacja napięcia w regionie jest możliwa. Według założeń operacji "Południowa Włócznia" celem ataków dalej są kartele narkotykowe. Niemniej Amerykanie zgromadzili w regionie największe siły wojskowe od 1989 roku, gdy przeprowadzili inwazję na Panamę.
Wtedy powodem inwazji miało być obalenie władzy dyktatora Manuela Noriegi, oskarżanego przez Waszyngton m.in. o napędzanie handlu narkotyków w regionie. Według wielu komentatorów obecny pokaz siły w regionie może wyeskalować do kolejnego uderzenia na drugie państwo - Wenezuelę.








