Reklama

Wojna w XXI wieku

Wojna ulega radykalnej przemianie. Gdyby doszło do konfliktu na światową skalę, o jego przebiegu nie zadecyduje ilość dywizji, tylko elitarne działania w cyberświecie i w kosmosie.

Zmiany na polu militarnym są gwałtowne. Tam, gdzie do niedawna królowały czołgi i lotnictwo, dziś wkraczają kosmiczne siły zbrojne. Pentagon buduje już sieć satelitów bojowych z działami laserowymi. Eksperci opracowali też mobilne jednostki kosmiczne. Pod koniec maja 2010 r. Amerykanie wystrzelili pierwszy w historii bojowy statek kosmiczny.

Działa laserowe w kosmosie

Spaceship X37B, długi na ok. 9 m, ważący ok 5 ton i przypominający wyglądem transportowe promy kosmiczne klasy Discovery, został wyniesiony przez rakietę Atlas V z bazy amerykańskich sił powietrznych na przylądku Canaveral. X37B może przemieścić się nad dowolne miejsce na Ziemi. Może prowadzić działalność szpiegowską, strącać satelity wroga i umieszczać swoje w przestrzeni kosmicznej. Statek ten może też mieć na wyposażeniu rakiety z głowicami jądrowymi oraz działa laserowe o potężnej mocy. Co równie ważne, X37B może pozostawać na orbicie aż 270 dni, podczas gdy dotychczasowe promy tylko dni 16.

Program budowy statków klasy X37, zarówno bezzałogowych, jak i mających przewozić ludzi, otwarto w NASA w 1999 r. W 2004 r. program ten został skrajnie utajniony i przekazany do DARPA, agencji rozwojowej Pentagonu. Obecnie statki w wersji X37B należą do Trzeciego Eksperymentalnego Szwadronu Kosmicznego amerykańskiego lotnictwa wojskowego.

Reklama

- Pojazd kosmiczny X37B przeszedł wszystkie testy odpornościowe na wstrząsy i wibracje oraz testy akustyczne - oświadczył w oficjalnym komunikacie płk Gary Payton, podsekretarz ds. programów kosmicznych w US Navy.

Wojna w świecie

Teatr wojny XXI wieku przeniósł się na nowe obszary. Także do świata wirtualnego - do internetu. W połowie maja 2010 r. James Miller, przedstawiciel amerykańskiego sekretarza obrony, złożył oświadczenie na temat prac Pentagonu mających określić reguły, jak przebiegać ma cyber-wojna, czyli wojna w internecie. Problem jest realny.

- W skomplikowanym świecie elektroniki napastnicy mogą w ułamku sekundy rozpocząć ataki na innych kontynentach i przekierować je przez sieć cywilną - stwierdził James Miller.

W sieci dochodziło już do wielu ataków. Hakerzy indywidualnie lub grupowo wykradali dane firm oraz okradali banki. Doszło też w wielu krajach do prób włamania się do wojskowych systemów obrony. To potwierdza, że w każdej chwili może dojść do przeprowadzonego przez wojsko lub terrorystów ataku, który sparaliżuje zarówno działania armii, jak też życie obywateli.

Internet, łączący dziś większość urzędów, przedsiębiorstw i osób na całej planecie, to pierwszy w historii system tak znacząco przyspieszający rozwój technologiczny i kulturowy świata.

Jednocześnie internet jest najsłabszym punktem naszej cywilizacji, bo drogą elektroniczną przepływają wszystkie istotne dane. Okazuje się, że przeniesienie do internetu konfliktu między państwami lub grupami może być stosunkowo łatwe.

Atak potrwa ledwie kilka sekund

Na początku sierpnia 2010 r. na dotyczącej bezpieczeństwa w sieci konferencji DefCon w Las Vegas, eksperci zaprezentowali scenariusz cyberwojny. Wg ich ustaleń, czasowe sparaliżowanie całego świata wymaga stosunkowo małych nakładów i zajmie niewiele czasu.

Symulacje wykazały, że scenariusz ataku Korei Północnej na Stany Zjednoczone, który by całkowicie sparaliżował USA, jest realny. Taką akcję można przeprowadzić za pomocą zaledwie tysiąca żołnierzy-hakerów, mając budżet w wysokości 100 mln dolarów i 2 lata na przygotowania.

Atak trwający zaledwie sekundy, przeprowadzony przez cyber-żołnierzy, może doprowadzić do praktycznego sparaliżowania sieci elektrycznej, komunikacji, banków oraz wszystkich istotnych elementów infrastruktury technologicznej kraju, będącego celem ataku.

Wirus z implantu

Co istotne, straty będą tym większe, im bardziej zaawansowane technicznie jest atakowane państwo. Ważne jest więc, by armie wszystkich krajów rozwijały siły obronne potrafiące zarówno wykryć przygotowania do cyber-ataku, jak i udaremnić uderzenie. To z kolei oznacza podnoszenie kwalifikacji żołnierzy i zmienianie ich w wysokiej klasy specjalistów.

Cyber-wojna może przybrać jeszcze inną formę. Pod koniec maja 2010 r. dr Mark Gasson, amerykański ekspert w dziedzinie informatyki udowodnił, że nie tylko internetowy komandos, ale każdy człowiek może wziąć bezpośredni udział w cyber-wojnie. Dr Gasson dał sobie wszczepić mały chip o dużej mocy, który był zainfekowany wirusem komputerowym. Następnie Amerykanin przeniósł wirusa z implantu - przez skórę i bezprzewodowo - na inne urządzenia. W ten sam sposób mogą działać terroryści i cyber-żołnierze wrogiej armii.

Dziś siły wojska nie mierzy się ilością karabinów i czołgów. To najnowsze technologie sięgające w kosmos i cyberprzestrzeń decydują, czy dany kraj rzeczywiście może skutecznie bronić swych granic.

Tadeusz Oszubski

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: XXI wiek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy