Brytyjczycy zaprezentowali nietypowe rozwiązanie, które wygląda jak połączenie sprzętu lotniczego i wyposażenia żołnierza. Konstrukcja bazuje na wykonanym w Wielkiej Brytanii tytanowym szkielecie, a jej maksymalny deklarowany zasięg wynosi około 322 km. Projektanci zwrócili szczególną uwagę na możliwość prowadzenia skrytych operacji, ponieważ paralotnia charakteryzuje się niską sygnaturą akustyczną, wizualną i radarową.
322 km zasięgu i wyposażenie bojowe
Co więcej, procedurę przygotowania i startu można wykonać nawet w całkowitej ciemności. Najbardziej imponujący jest jednak fakt, że żołnierz nie potrzebuje samolotu, śmigłowca ani specjalnej infrastruktury, ponieważ start odbywa się z wykorzystaniem własnych nóg oraz silnika napędzającego paralotnię.
W teorii pozwala to żołnierzom przedostać się na teren przeciwnika znacznie dyskretniej niż przy wykorzystaniu śmigłowca czy samolotu transportowego. System został również przystosowany do przenoszenia wyposażenia, ponieważ specjalny układ mocowania pozwala zabrać m.in. kamizelkę kuloodporną, urządzenia noktowizyjne oraz uchwyty na broń.
Royal Marines sprawdzą "latający plecak"
Blakcro rozwija obecnie trzy odmiany konstrukcji. P-Series to podstawowa wersja startująca z nóg, T-Series wykorzystuje wielozadaniowy trójkołowy wózek, natomiast U-Series jest przeznaczona do zastosowań autonomicznych i może pełnić funkcję bezzałogowej platformy. Warto podkreślić, że rozwiązanie nie jest już wyłącznie demonstratorem technologii, ponieważ brytyjskie Ministerstwo Obrony informuje, że system znajduje się w użyciu operacyjnym, a firma posiada kontrakty w Wielkiej Brytanii oraz wśród państw NATO.
W najbliższych miesiącach rozwiązanie mają przetestować Royal Marines oraz żołnierze wojsk powietrznodesantowych. Dostawy systemów mają rozpocząć się jeszcze w tym roku i być kontynuowane w 2027 r.
Tempo prac również robi wrażenie, bo Blakcro rozpoczęło prace nad technologią w 2024 r., a dzięki wsparciu UK Defence Innovation zwiększyło zatrudnienie z trzech do jedenastu osób i zdobyło trzy kontrakty, w tym związane ze współpracą z NATO. Jeśli testy zakończą się sukcesem, niewielkie, napędzane paralotnie mogą stać się kolejnym elementem wyposażenia jednostek specjalnych i wojsk powietrznodesantowych.











