Reklama

Zima 20. Czy manewry obnażyły słabość Polski?

Czy przeniesienie Leopardów na wschód było dobrym pomysłem? /st.chor. Rafał Mniedło /domena publiczna

Reklama

Po zakończonych ćwiczeniach Zima 20 prezydent Duda i minister Błaszczak unikali wprost oceniania ich wyniku. Podkreślali natomiast, że trzeba będzie wyciągnąć z nich wnioski. Nasze źródła informują jednak, że skończyły się one blamażem i całkowitą klęską.

W ćwiczenia sztabowych, których scenariusze i szczegóły są tajne, wzięło udział kilka tysięcy oficerów. Co może zaskakiwać, w symulacjach uwzględniono zamówione przez Polskę nowe systemy uzbrojenia - zestawy przeciwlotnicze Patriot, artylerię rakietową HIMARS i wielozadaniowe samoloty F-35. Choć żadnego z nich jeszcze nie ma w Polsce.

Pierwsze systemy Patriot mają dotrzeć do Polski w 2022 roku.  Będą to zaledwie dwie baterie, które będą w stanie obronić zaledwie dwie aglomeracje miejskie. Planowano, że kolejne pojawią się w 2024 roku, jednak niemal na pewno ten termin się przesunie.

Reklama

Na razie Polska pozyskała jeden dywizjonowy moduł ogniowy wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych systemu HIMARS. Jest to 18 wyrzutni. Dziesięć razy mniej, niż potrzebują Wojska Lądowe. Cały dywizjon ma zostać dostarczony do 2023 roku.

Polska zamówiła również 32 samoloty wielozadaniowe F-35 Lighting II, z których pierwsze sześć zostanie przekazanych w 2024 i pozostaną  w bazie lotniczej Luke w stanie Arizona, gdzie piloci i personel naziemny będzie przechodził szkolenie. Od 2026 rozpocznie się przenoszenie samolotów do Polski, tak aby do 2030 roku mogły zostać skompletowane obie eskadry, które trafią do dwóch baz lotniczych.


W ćwiczeniach wzięto pod uwagę właśnie to wyposażenie, które osiągnie całkowitą gotowość dopiero za około 10 lat. Sprawdzano także rozwiązania, które wprowadziła reforma systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi, obowiązująca od końca 2018 roku.

Wnioski nie są najlepsze.

Wojna przyszłości

W scenariuszu wzięto pod uwagę wszystkie powyższe systemy i będącą obecnie na etapie formowania 18. Dywizję Zmechanizowaną, a także posiadane obecnie F-16. Nie wiemy, jak potraktowano Marynarkę Wojenną. Czy w scenariuszu pojawiły się nowe jednostki? Wiadomo jednak, że nie odegrały one wielkiej roli. Wszystko przez brak odpowiedniej obrony przeciwlotniczej i parasola powietrznego.

Niewiele dało również tak zwane "wzmocnienie wschodniej flanki". Wręcz potwierdziły się nasze zarzuty z 2016 roku, kiedy minister Macierewicz nakazał przeniesienie Leopardów z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej do Wesołej. Okazało się, że kurczowa obrona wschodu Polski spowodowała rozbicie znajdujących się tam jednostek i potężne straty.

Gorzej niż w 1939

W Polsce pokutuje opinia, że garnizony wojskowe powinny być rozmieszczone jak najbliżej zagrożonej granicy. Wiele krajów na takim myśleniu już się wykrwawiło. W tym i Polska w 1939 roku. Wówczas rozlokowanie dywizji wzdłuż granic również miało podłoże polityczne. Zapomina się bowiem, że miejsce stacjonowania jednostki w czasie pokoju nie musi być tożsame z rozśrodkowaniem na czas wojny.

Znacznie łatwiej bowiem wyprowadzić grupę brygadową z zaplecza, niż przesuwać ją w zagrożony rejon wzdłuż linii frontu. Przerzucanie tak znacznej jednostki w zasięgu działania lotnictwa frontowego może skończyć się jej unicestwieniem.

Należy też pamiętać, że brygada pancerna ma charakter jednostki odwodowej i jest wysyłana na najbardziej zagrożone odcinki. Jej lokalizacja w bezpośredniej bliskości frontu nigdy nie była wskazana, co nieraz udowodniły podobne przypadki w historii.

Przedstawiciele MON tłumaczą jednak, że wzmocnienie wschodniej flanki jest związane ze znacznie krótszym czasem reakcji i uniknięciem ewentualnego zaskoczenia. Jest to nieco pokrętna logika, bowiem łatwiej jest zaskoczyć jednostki znajdujące się w zasięgu rakiet taktycznych, niż te, które są rozlokowane na zapleczu. Nie wspominając o roli, jaką powinien odegrać wywiad w ostrzeganiu przed potencjalnym zagrożeniem. Czyżby MON nie ufał doniesieniom wywiadu o stanie zagrożenia Polski?

Potężne straty

Według naszych informatorów już piątego dnia wirtualnego konfliktu przeciwnik znalazł się na linii Wisły, trwały walki o Warszawę, strategiczne porty zostały zablokowane lub zajęte. Lotnictwo i Marynarka Wojenna przestały istnieć, mimo wsparcia NATO.

Na wschód od Wisły polskie jednostki miały ponieść druzgocącą klęskę. Pierwszorzutowe bataliony miały stracić od 60 do 80 procent stanów. Jedna z doborowych brygad, broniąca strategicznego miasta straciła jeden z trzech batalionów.

W zasadzie po pięciu dniach wojna była przegrana a Siły Zbrojne RP de facto przestały istnieć.

Pytania

Wysłaliśmy do Ministerstwa Obrony Narodowej i Kancelarii Prezydenta pytania:

  1. Czy prawdą jest, że podczas ćwiczeń Zima 20 już po pięciu dniach wirtualny przeciwnik wyeliminował Siły Powietrzne i MW?
  2. Czy prawdą jest, że po pięciu dniach symulowanego konfliktu SZ RP zostały zepchnięte na linię Wisły?
  3. Czy prawdą jest, że ćwiczenia wykazały, iż decyzja o przeniesieniu Leopardów z 11 LDKP okazała się błędna?
  4. Czy prawdą jest, że ćwiczenia wykazały, iż przy obecnym rozmieszczeniu jednostek i "wzmocnieniu wschodniej flanki", jej obrona jest niewykonalna?
  5. Czy prawdą jest, że niektóre brygady straciły ponad 60 procent stanów osobowych?

Obie instytucje odpowiedziały, że nie skomentują i proszą o wyrozumiałość.

Rzecznik prasowy prezydenta, Marcin Skowron napisał:

"Ze względu na charakter tego rodzaju ćwiczeń - z oczywistych względów obejmowanych klauzulą niejawności - nie mogą być udostępnione jakiekolwiek informacje na temat ich założeń, przebiegu czy rezultatów. Bardzo proszę przyjąć to ze zrozumieniem".

Resort obrony nadal nie posiada rzecznika prasowego, więc odpowiedź otrzymaliśmy od Wydziału Prasowego:

"Szanowny Panie Redaktorze,

informujemy, że samo ćwiczenie Zima, jego przebieg i wnioski stanowią informację niejawną. Jakakolwiek odpowiedź na Pańskie pytanie - przecząca, czy negująca jest w związku z tym niemożliwa".

Jest to oczywiście zrozumiałe i dziwić nie może. Rząd Prawa i Sprawiedliwości bardzo dba o niejawność informacji, nawet podstawowych. Można jednak między słowami wyciągnąć pewne wnioski.

Między wierszami

Minister Błaszczak przypomniał, że takie ćwiczenia mają olbrzymie znaczenie jeśli chodzi o plan zakupów dla Wojska Polskiego oraz jeśli chodzi o organizację i dyslokację sił zbrojnych.

Prezydent podkreślił:

- Już wczoraj Pan Minister był u mnie i rozmawialiśmy o pewnych pierwszych spostrzeżeniach, które nasuwają się w wyniku tego - gdzie choćby wyposażenie naszych sił zbrojnych wymaga uzupełnienia, gdzie trzeba będzie poprawić procedury.

Oczekuję od Szefa Sztabu Generalnego, a także od Pana Ministra, rekomendacji w tym zakresie - gdzie powinniśmy dokonać zmian, uzupełnień. Myślę, że to ćwiczenie jest dla nas taką pierwszą bardzo dobrą lekcją, która pozwala nam na korektę i opracowanie pewnych nowych elementów.

Nasze źródła informują, że przegrane ćwiczenia sztabowe wywołały konsternację, ponieważ okazało się, że wprowadzone reformy nie wszędzie się sprawdzają, a podjęte wcześniej decyzje nie były zbyt trafione.

Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach symulację wygrał tylko jeden dowódca, który po konflikcie z ministrem Macierewiczem odszedł do rezerwy.

Czy przyszłość Sił Zbrojnych jest aż tak zła, jak w symulacji? Czas pokaże, ale z optymizmem bym nie przesadzał.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Wojsko Polskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje