Złoty smartfon Trumpa już dostępny. Amerykańskie wartości i azjatycki krzem
Trump Mobile poinformował 13 maja, że oficjalnie rozpoczyna wysyłkę urządzeń T1, które po blisko roku opóźnień trafią do pierwszych klientów w tym tygodniu. "Złoty smartfon Donalda Trumpa" w cenie 499 dolarów reklamowany jest jako "złożony w USA" oraz "zaprojektowany z myślą o amerykańskich wartościach". Mimo niezłej specyfikacji pojawiły się kontrowersje dotyczące miejsca produkcji i etyki biznesowej, a na pokładzie znalazła się przestarzała wersja systemu Android 15. "Dotyk Midasa" amerykańskiego prezydenta ma to jednak przyćmić.

W skrócie
- Trump Mobile rozpoczął wysyłkę smartfona T1, który po dużych opóźnieniach trafia do pierwszych klientów.
- Urządzenie ma specyfikację mid-premium, działa na Androidzie 15 i jest oferowane w charakterystycznej złotej obudowie z motywem amerykańskiej flagi.
- Producent podkreśla, że telefon został złożony w USA, jednak podzespoły pochodzą z Azji, co budzi kontrowersje wokół wcześniejszych haseł o krajowej produkcji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Złoty smartfon Trumpa w końcu gotowy. T1 trafi do klientów
Po blisko roku oczekiwania i licznych opóźnieniach Trump Mobile oficjalnie rozpoczął wysyłkę swojego flagowego smartfona T1, o czym firma poinformowała w środę (13 maja). "Złoty smartfon Trumpa", stanowiący element ekspansji marki osobistej prezydenta Stanów Zjednoczonych na rynek mobilny, zaczęły być wysyłane do pierwszych klientów, którzy zdecydowali się na przedpłatę w wysokości 100 dolarów. Choć pierwotne plany zakładały premierę w sierpniu 2025 r., proces produkcji i certyfikacji przesunął ten termin o wiele miesięcy.
Dyrektor generalny Trump Mobile, Pat O'Brien, w oświadczeniach dla mediów potwierdził, że proces dystrybucji nabrał tempa. "Telefony zamówione w pre-orderze zaczynają być dostarczane klientom w tym tygodniu" - zadeklarował, dodając, że przedsiębiorstwo planuje zrealizować wszystkie dotychczasowe zamówienia w ciągu najbliższych kilku tygodni. Tym samym firma odcina się od oskarżeń, że wszystko to stanowi przekręt.
Mimo pytań o dokładną skalę zainteresowania CEO sieci komórkowej nie ujawnił dokładnej liczby sprzedanych egzemplarzy, ograniczając się do stwierdzenia, że firma jest "niezwykle zadowolona z zainteresowania" zarówno samym urządzeniem, jak i dedykowanym planem abonamentowym 5G o nazwie "47". Cena usługi, wynosząca 47,45 dolarów, to bezpośrednie nawiązanie do kadencji Donalda Trumpa jako 45. i 47. prezydenta USA.
Trump Mobile chwali się debiutem. "Opóźnienia były tego warte"
Historia powstania modelu T1 była naznaczona serią poślizgów, które tłumaczono m.in. rygorystycznymi testami jakościowymi oraz sytuacją polityczną, w tym zawieszeniem pracy rządu. O'Brien odniósł się do tych wyzwań ze spokojem, twierdząc, że "te opóźnienia były tego warte, jako że dostarczamy niesamowity produkt". Wyjaśnił również, że czas ten został wykorzystany na dopracowanie komponentów, aby spełniały one najwyższe standardy.
Pod względem technicznym złoty smartfon T1 prezentuje się jako nowoczesne urządzenie z wyższej półki. Urządzenie wyposażono w ekran AMOLED o przekątnej 6,78 cala z odświeżaniem 120 Hz, procesor Qualcomm Snapdragon z serii 7 (wysoki segment średniej półki), wbudowaną pamięć wewnętrzną o pojemności 512 GB, potrójny system aparatów z główną matrycą 50MP, obiektywem szerokokątnym 8MP i teleobiektywem 50 MP (2X przybliżenie optyczne), aparat przedni 50 MP, a także baterię o pojemności 5000 mAh. Użytkownicy otrzymają też funkcję "AI face unlock" i czytnik linii papilarnych.
Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu współczesnych flagowców telefon posiada gniazdo słuchawkowe i jest sprzedawany w zestawie z ładowarką. Całość zamknięto w charakterystycznej złotej obudowie z motywem amerykańskiej flagi i podpisem "TRUMP MOBILE". Sprzęt działa jednak pod kontrolą systemu operacyjnego Android 15, czyli już względnie przestarzałej wersji wydanej w 2024 r. Na chwilę obecną aktualną wersją jest Android 16 z 2025 r., zaś w czerwcu 2026 r. zadebiutuje Android 17, a szczegóły tej planowanej premiery omawialiśmy w Interii GeekWeek.
Na głównej karcie produktu znajduje się jedynie informacja o "Systemie Operacyjnym Android", a dokładny numer wersji został umieszczony na samym końcu sekcji szczegółów technicznych, co może sugerować, że producent nie chce specjalnie chwalić się faktem instalowania systemu z 2024 r. na urządzeniu wydanym dwa lata później.
Azjatyckie podzespoły pod grubą warstwą złotej farby
Choć pod względem ceny (499 dolarów) i parametrów technicznych nie ma za bardzo do czego się przyczepić - jest to typowy reprezentant segmentu mid-premium - to już kwestie związane z produkcją urządzenia budzą spore wątpliwości. Szczególnie kontrowersyjne okazały się hasła o krajowej produkcji. Choć początkowo zapowiadano telefon w pełni amerykański (padały hasła takie jak "all-American" i "American-Made"), to obecna komunikacja producenta jest nieco bardziej stonowana.
Pat O'Brien sprecyzował, że egzemplarze trafiające obecnie do rąk klientów są jedynie "złożone w USA" (ang. "assembled in the U.S."), zaś sama konstrukcja jest "zaprojektowana z myślą o amerykańskich wartościach". Firma deklaruje jednak ambicje na przyszłość, dążąc do tego, by w kolejnych etapach produkcji wykorzystywać komponenty wytwarzane "głównie" w Stanach Zjednoczonych. Póki co jedynie zapewnia błyszczące opakowanie tym wyprodukowanym w krajach dalekiej Azji, grawerując na nim słynny Gwieździsty Sztandar.
Przedsięwzięcie to wzbudziło również zainteresowanie polityczne i etyczne ze względu na fakt, że Trump Mobile korzysta z nazwiska urzędującego prezydenta. Podczas gdy przedstawiciele Białego Domu zapewniają o braku konfliktu interesów, wskazując na zarządzanie aktywami przez dzieci prezydenta, oponenci polityczni dopytują o szczegóły współpracy z operatorami infrastruktury sieciowej. Mimo tych zawirowań Trump Mobile kontynuuje swoją strategię, oferując smartfona, który błyszczy się niczym nowojorski Trump Tower. Nadal ma on jednak więcej wspólnego z Azją niż z Ameryką.
Złota obudowa T1 ma być najwyraźniej namacalnym dowodem na to, że nawet w świecie cyfrowym Donald Trump posiada "dotyk Midasa", zamieniając standardową elektronikę w krzykliwy manifest polityczny. Dla zwolenników prezydenta to prestiżowy symbol lojalności, dla krytyków zaś - jedynie przesadnie droga biżuteria, która udowadnia, że niezależnie od okoliczności w świecie Trumpa wszystko musi być pokryte grubą warstwą złotej farby lub samoopalacza, nawet jeśli pod spodem kryje się zwyczajna krzemowa płytka z fabryki na Tajwanie lub w Korei Południowej.










