W skrócie
- Szkoły branżowe coraz częściej stawiają na nowoczesne technologie, oferując kursy z zakresu cyberbezpieczeństwa, obsługi dronów, programowania oraz wykorzystania sztucznej inteligencji.
- W województwie łódzkim 18 milionów złotych trafi do szkół na doposażenie pracowni zawodowych, szkolenia dla nauczycieli oraz specjalistyczne praktyki dla uczniów.
- Pracodawcy coraz częściej stawiają na praktyczne umiejętności, co potwierdza dynamiczny rozwój ponad 120 Branżowych Centrów Umiejętności w całej Polsce szkolących m.in. w robotyce.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W wielu województwach trwa właśnie ogłaszanie list uczniów zakwalifikowanych do szkół ponadpodstawowych. Dwa dni temu poznali je kandydaci m.in. w Wielkopolsce, na Pomorzu i Śląsku, a dziś w południe wyniki rekrutacji sprawdzają uczniowie z Mazowsza. Dla wielu z nich wybór szkoły branżowej nie będzie już oznaczał planu B. Coraz częściej to świadoma decyzja osób, które chcą zdobyć konkretny zawód i umiejętności poszukiwane przez pracodawców. Tym bardziej że współczesne kształcenie zawodowe coraz mocniej stawia na nowe technologie. A temat jest mi osobiście bliski, nie tylko dlatego, że jestem dziennikarzem naukowym, ale również byłym nauczycielem.
Szkoły branżowe zmieniają swoje oblicze
Jeszcze do niedawna szkoły branżowe były postrzegane jako miejsce dla uczniów, którzy nie dostali się do liceum. Tym bardziej w czasach, kiedy ja wybierałem szkołę podstawową, a ten czas mogę obecnie liczyć już w dekadach. Wtedy wybór zawodówki (obecnej szkoły branżowej) przez wielu był postrzegany jak ujma, "najlepsi" szli do ogólniaka, a ewentualnie można było wybrać technikum. Niestety, w moim odczuciu, w dużej mierze ten obraz nakręcali sami nauczyciele (sam byłem świadkiem takich tekstów).
Dziś ten obraz na szczęście szybko się zmienia. W wielu placówkach pojawiają się nowoczesne pracownie, specjalistyczne kursy i staże u pracodawców, a program nauczania coraz lepiej odpowiada potrzebom rynku pracy.
Dobrym przykładem są inwestycje realizowane w województwie łódzkim. Młodzież będzie zdobywać kwalifikacje z zakresu obsługi dronów, cyberbezpieczeństwa, programowania, AutoCAD-a (bądź co bądź podstawowego oprogramowania wielu branż projektowych) czy nowoczesnej logistyki. Nauczyciele z kolei poznają możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji podczas zajęć. Do ośmiu szkół zawodowych trafi 18 milionów złotych, które przeznaczą pieniądze m.in. na wyposażenie pracowni, szkolenia nauczycieli i praktyki dla uczniów.
Umiejętności ważniejsze niż sam dyplom
Zmiany dobrze wpisują się w potrzeby rynku pracy, na którym coraz większe znaczenie mają praktyczne kompetencje. Pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na ukończoną szkołę czy studia, ale przede wszystkim na to, co kandydat rzeczywiście potrafi zrobić lub jakie ma doświadczenie.
Potwierdzeniem tego trendu są również Branżowe Centra Umiejętności. W całej Polsce działa już ponad 120 takich placówek. Szkolą one uczniów, studentów, nauczycieli i osoby chcące się przekwalifikować w takich dziedzinach jak robotyka, automatyka, logistyka, energetyka odnawialna czy rolnictwo 4.0.
Coraz więcej chętnych, ale miejsc nadal mało
Mimo rosnącego zainteresowania, liczba miejsc w szkołach branżowych i technikach wciąż pozostaje wyraźnie mniejsza niż w liceach ogólnokształcących. W tegorocznej rekrutacji do warszawskich szkół przygotowano około 16,5 tys. miejsc w liceach, 6,5 tys. w technikach i 1,5 tys. w szkołach branżowych I stopnia. To pokazuje, że choć kształcenie zawodowe zyskuje na znaczeniu, nadal nie stanowi dominującej ścieżki edukacyjnej. Jednocześnie coraz częściej przestaje być wyborem z konieczności, a staje się inwestycją w konkretne umiejętności, które mogą okazać się cenniejsze od samego dyplomu.
Problemem jest też poszanowanie nauczycieli. I chociaż bardzo chciałbym uniknąć polityki i skupić się na samych pozytywach, w tym przypadku zbyt wiele pozytywnych wiadomości nie ma - chodzi oczywiście o wynagrodzenia dla nauczycieli i zrzucania edukacji na samorządy, które ze względów finansowych zdają się wciąż w dużej mierze traktować je jak zło konieczne, a nie jak inwestycję. Bo za takie wynagrodzenie niewielu ekspertów związanych z nowoczesnymi technologiami zdecyduje się na pracę z uczniami. A 18-godzinny czas pracy to wciąż powielany szkodliwy mit.












