Spis treści:
- Od Sasa do Lasa, czyli różne dziedziny w jednym budynku
- Zdecydowanie nie jest to miejsce stawiające na konkretny profil. Czy to źle?
- Roboty, roboty, roboty
- Podczas wizyty miałem okazję odwiedzić też planetarium
- Czy warto w wakacje odwiedzić Centrum Nauki Kopernik w Warszawie?
W zasadzie niedawno rozpoczęły się wakacje. Uczniowie odebrali świadectwa i opuścili mury swoich szkół szczęśliwi, że na dwa miesiące mogą zapomnieć o kartkówkach, sprawdzianach, odpytywaniu i… powiedziałbym pracach domowych, ale tęgie głowy uznały, że jednak uczniowie mogą od nich odpoczywać przez bliżej nieokreślony czas. W końcu przez dwa ciepłe, a często wręcz upalne miesiące można odłożyć naukę na bok.
No właśnie, czy o nauce warto zapominać? Niestety szkoła kojarzy nam się z wkuwaniem na pamięć stert regułek, wzorów czy pisaniu egzaminów pod klucz. Czyli czymś, od czego trzeba odpocząć. Zupełnie nie do pomyślenia jest, że nauka może być… po prostu fajna.
Uwielbiam odwiedzać muzea (w tym przyrodnicze), instytucje popularyzujące naukę, ale muszę przyznać, że warszawskiej jeszcze nie dane mi było zobaczyć. Do Centrum Nauki Kopernik (pozwólcie, że dalej będę używał skrótu CNK) wybierałem się nie z Warszawy, a samochodem z jednego z lubelskich miast. Wspominam o tym, bo choć jestem świadomy trudności z parkowaniem w centrum Warszawy, to jednak chyba po cichu liczyłem, że jakieś jedno miejsce uda mi się znaleźć w pobliżu. Ostatecznie stanąłem na jednym z całodobowych parkingów, co okazało się dobrym rozwiązaniem, bo po drodze udało mi się znaleźć naprawdę dobrą lodziarnię. No ale przejdźmy do tego, co najważniejsze.
Od Sasa do Lasa, czyli różne dziedziny w jednym budynku
Bilety do CNK zakupiłem z kilkudniowym wyprzedzeniem, więc na miejscu skierowałem się od razu do szatni, a następnie do wejścia. Cała procedura skanowania biletów przebiegła pomyślnie, obsługa jest niezwykle sympatyczna i pomocna. Po przejściu bramek szybki rzut okiem na piętro. Musiałem zorientować się, co można zobaczyć przez następne niespełna półtorej godziny, bo tyle miałem do projekcji filmu o dinozaurach w planetarium (o nim samym nieco dalej).
Nieopodal stały cztery stoliki, na każdym rozstawione pewne przedmioty i popularyzatorzy nauki. Zawitałem do dwóch. Przy pierwszym można było zobaczyć, jak z przedmiotów codziennego użytku zrobić instrumenty muzyczne, przy drugim - dowiedzieć się ciekawostek o fermentacji. Kolejne poruszały tematykę fotografii i mózgu.
Dalsze elementy wystawy były bardzo zróżnicowane - aerodynamika (latające chusty, świetna zabawa dla dzieci, choć ja miałem nie mniejszą frajdę), robotyka, trochę zmian klimatu, gdzieś wystawa internetowych memów, "miasto mrówek". Do tego pokazanie japońskiego robota dla samotnych, polskich wynalazków (m.in. biodrukarki), prototyp trzeciego kciuka oraz elektrody do głębokiej stymulacji mózgu, implant ślimakowy, globalny bank nasion i wiele, wiele więcej.

Jest nawet replika neandertalczyka, znalezionego w 1886 r. w belgijskiej jaskini Spy. Oczywiście z listkiem w tym miejscu, żeby nie zgorszyć publiczności. Jednym słowem - całe mnóstwo ciekawostek nie tylko o świecie, ale i technologii. Jednym z eksponatów, który zainteresował mnie najbardziej, był mózg bodaj 63-latka chorego na Alzhaimera. Jeśli dobrze pamiętam, był to preparat przekazany przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Tak, prawdziwy mózg człowieka zatopiony w formalinie.
Pierwsze piętro to jeszcze większy szał. Można zobaczyć, jak działa żyroskop, drgania, światło, obejrzeć preparaty biologiczne, ogromne fragmenty gigantycznych sekwoi. A jeśli ktoś ma ochotę, jest możliwość przejechania się wózkiem inwalidzkim w ramach doświadczenia, z jakimi problemami na co dzień mierzą się poruszające się nimi osoby. Jednym słowem miks całej nauki. A jeszcze nawet nie wspomniałem o dodatkowych pracowniach, jak majsterkownia, teatr wysokich napięć, czy liczne laboratoria.

Zdecydowanie nie jest to miejsce stawiające na konkretny profil. Czy to źle?
Nic bardziej mylnego! To bardzo dobry kierunek. Regionalne instytucje skupiają się na wystawach tematycznych (np. naprawdę świetne Morskie Centrum Nauki w Szczecinie czy Podkarpackie Centrum Nauki pokazujące lotnictwo), a w stolicy mamy skupienie wszystkich nauk z elementami inżynierii. Można doświadczyć niemal wszystkiego, każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie.
Do tego wszystkie wystawy są świetnie opisane. Są instrukcje, co należy zrobić i naukowe wytłumaczenie, dzięki czemu poza zabawą, mamy przemycony element dydaktyczny. Opisy te są naprawdę krótkie i napisane przystępnym językiem, dzięki czemu starsze dzieci, młodzież i dorośli mogą dowiedzieć się czegoś o prawach fizyki, chemii, biologii czy geografii (w mniejszym stopniu, czego troszkę mi brakowało - w MCN w Szczecinie jest więcej treści okołogeograficznych).
Roboty, roboty, roboty
Niedawno ogłoszono, że to właśnie w Warszawie będzie zlokalizowane Centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce. W Warszawie też zbudowano największego polskiego satelitę, którego pokazywaliśmy w Interii Geekweek. Może więc i do CNK w przyszłości zawita więcej "kosmosu", poza planetarium (które jest jednak punktem stałym także innych centrów).
Tymczasem mamy inne eksponaty, które przyciągają zwiedzających - to roboty. Pierwszy z nich w zasadzie wita odwiedzających jeszcze przed bramkami. Jest podpięty do tabletu, na którym można zmieniać różne ustawienia, choć ze względu na dużą liczbę dzieci, nie byłem w stanie podejść i sprawdzić jego działania.
Na parterze (już za bramkami) spotkamy jeszcze dwa roboty. Pierwszy to Mimus - zmodyfikowany ciekawski robot przemysłowy (ramię), który niejako śledzi przechodzące obok niego osoby i przygląda się im, co jest dość ciekawe. Drugi to zaawansowany humanoidalny robot Ameca, o którym zresztą pisałem w Interii Geekweek w 2024 roku, kiedy to trafiła do "Kopernika". Robot został stworzony przez brytyjską firmę Engineered Arts i kosztował ponad 1 mln zł, ale robi kapitalne wrażenie. Porozumiewa się w różnych językach, dzięki czemu zagraniczni turyści niezwykle chętnie podejmują konwersację. Ameca tylko na twarzy ma 27 siłowników, dzięki którym może zmrużyć oczy, mrugać, marszczyć nos, uśmiechać się, ziewać, wyrażać złość, marszczyć czoło, smucić się i bać. Jej twarz pokryta jest silikonową powierzchnią i choć ma ona niebieski kolor, to niezwykle realistycznie przypomina człowieka. Niestety podczas mojej wizyty nie gestykulowała, przyznam się, że nie dociekałem już, czy to był wybór robota, ta możliwość została wyłączona, czy była kwestią jakiejś awarii.

Ostatnim robotem jest znajdujący się piętro wyżej Kopernik. Jego mimika jest zdecydowanie mniej zaawansowana (żeby nie powiedzieć dość toporna) względem robota Ameca. Można jednak z nim także porozmawiać. Największą popularność zdobył w 2023 roku, kiedy to jeden z odwiedzających poprosił go o wyrecytowanie liczby Pi, którą większość z nas zna w przybliżeniu jako wartość ≈ 3,14. Rekord dokładności zapisu to 68,2 biliony miejsc po przecinku. No i Kopernik zaczął wówczas recytować. Może i do dziś by wymieniał kolejne miejsca, gdyby nie to, że pracownicy go wyłączyli.
Podczas mojej wizyty jeden z chłopców próbował tak podpuścić Amecę, ale ta nie dała się odsyłając do źródeł internetowych, żeby poznać dokładniejszą wartość π.
Podczas wizyty miałem okazję odwiedzić też planetarium
Miałem wykupiony bilet na film o dinozaurach, ale poprzedzony był krótką opowieścią o letnim niebie. Sam film wyświetlony był na całej kopule (główna akcja działa się przed naszymi oczami, zaś w pozostałej, także tylnej części był obraz, który robił raczej za tło, dzięki czemu pierwsze rzędy nie musiały obracać głowy do tyłu) i przeplatany był graficzną opowieścią małej dziewczynki, co jednoznacznie sugeruje, że nastawiony jest raczej na młodszą widownię.
Całość jednak robi wrażenie, choć trzeba przyznać, że gdyby był nawet te 15 minut dłuższy, lepiej by się oglądało. Mam mały niedosyt, bo o ile historia dinozaurów i grafika były ciekawe, o tyle miałem wrażenie, że całość została stworzona na zasadzie "szybciej, bo zaraz kończy nam się czas". I dzieci, zachwycone projekcją, też były nieco zawiedzione, że był taki krótki.
Czy warto w wakacje odwiedzić Centrum Nauki Kopernik w Warszawie?
Pytanie, które zadałem wyżej jest celowe. Bo CNK warto odwiedzić bez dwóch zdań. Ale warto wykorzystać okazję, jeden dzień urlopu lub weekendu właśnie w wakacje, kiedy dzieci mają wolne od szkoły, żeby miały kontakt z ciekawą nauką, poznały pasjonatów, którzy pokażą, że nauka to nie nudne wkuwanie, ale świat, który nas otacza. Świat, którego szczegóły, często przez nas niezauważane potrafią być fascynujące.
Jeden dzień na całe Centrum Nauki Kopernik to zdecydowanie za mało. To dobrze, bo skromne wystawy to prosta droga by się zawieść, tymczasem pozostaje niedosyt i chęć ponownego przyjazdu. Ja wrócę.
Jeśli jednak mieszkasz w innej części Polski, pamiętaj, że nie jeden "Kopernik" jest ciekawy. Warto odwiedzić też inne centra nauki, jak wspomniane przeze mnie w Szczecinie i Rzeszowie, czy choćby Bałtowie (dinozaury), Wrocławiu (woda) i wiele innych. Jako przyrodnik polecam wam także małe muzea przyrodnicze, które są często omijane (np. muzeum przyrodnicze w Międzyzdrojach), a dla dzieci są niesamowitą przygodą.












