Spis treści:
- Najpierw trzeba było uporządkować zegarki
- Jaki kraj ma najwięcej stref czasowych?
- Godzina nie zawsze ma 60 minut
- Na biegunie czas staje się kwestią umowną
- Kiribati znalazło się w przyszłości
- Dlaczego Hiszpania ma "zły" czas?
- Skąd właściwie wziął się czas letni i zimowy?
Październik to miesiąc, który kojarzymy m.in. ze zmianą czasu z letniego na zimowy. Tak, to ta lepsza wersja, bo oznacza cofnięcie zegarków o godzinę (o godz. 3 w nocy czas zostaje cofnięty o 60 minut). To jednak tylko jeden z przykładów pokazujących, jak bardzo umowny potrafi być czas, którym posługujemy się na co dzień. Co ciekawe, najczęściej koncentrujemy się na fizyce i tym, jak ona postrzega tę wielkość fizyczną. Dziś zaproponuję wam nieco inne, ale równie fascynujące ujęcie geograficzne.
Najpierw trzeba było uporządkować zegarki
Przez większą część historii nie istniało coś takiego jak globalny system stref czasowych. Każde miasto mogło posługiwać się własnym czasem słonecznym (przypomnijcie sobie choćby te historyczne zegary słoneczne w wielu miastach). Gdy Słońce znajdowało się w zenicie, zegar wskazywał południe. W Warszawie, Krakowie czy Poznaniu ta sama chwila miała już nieco inną godzinę.

Nie stanowiło to większego problemu, dopóki ludzie nie zaczęli szybko podróżować. Rozwój kolei sprawił, że różnice między lokalnymi czasami zaczęły komplikować rozkłady jazdy. Potrzebny był jeden system, który pozwoliłby uporządkować ten chaos.
W 1884 roku podczas międzynarodowej konferencji w Waszyngtonie uzgodniono południk przechodzący przez Greenwich jako południk zerowy. Zgodnie z założeniem świat podzielono na 24 strefy, z których każda miała obejmować około 15 stopni długości geograficznej. W praktyce granice stref szybko zaczęły jednak odchodzić od prostych linii na mapie. O ich kształcie decydowały przede wszystkim państwa.

Jaki kraj ma najwięcej stref czasowych?
Ciekawym przykładem jest Francja. Jej europejska część znajduje się w jednej strefie czasowej, ale dzięki terytoriom zamorskim ten kraj obejmuje aż 12 standardowych stref czasowych. To istna rekordzistka. Nawet Rosja, która przecież rozciąga się od Europy do samych krańców Azji wschodniej, ma ich... "tylko" 11.
Zupełnie odmiennie postąpiły Chiny. Ich terytorium jest tak rozległe, że geograficznie obejmowałoby pięć stref czasowych. Mimo to w całym kraju obowiązuje jeden czas: UTC+8, czyli czas pekiński.
Dla mieszkańców zachodnich Chin oznacza to sporą różnicę między zegarem a położeniem Słońca. W Sinciangu oficjalny czas pozostaje taki sam jak w Pekinie, choć część mieszkańców i lokalnych instytucji korzysta nieoficjalnie z tzw. czasu sinciangskiego (znany również jako czas Ürümqi), przesuniętego o dwie godziny względem czasu pekińskiego.

Godzina nie zawsze ma 60 minut
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zmiana strefy czasowej oznacza przesunięcie zegarka o pełną godzinę. Nie jest to jednak żadna zasada. Indie korzystają z czasu UTC+5:30, a Nepal poszedł jeszcze dalej i ustalił swój czas na UTC+5:45.
Oznacza to, że przekraczając granicę Indii i Nepalu, można przesunąć zegarek tylko o 15 minut. Podobne rozwiązanie funkcjonuje na Wyspach Chatham należących do Nowej Zelandii. W czasie standardowym obowiązuje tam UTC+12:45, a podczas czasu letniego UTC+13:45.
Taka nietypowa sytuacja występuje również w Australii, na skraju równiny Nullarbor. W okolicach miejscowości Eucla funkcjonuje lokalny czas UTC+8:45. Nie jest to jednak oficjalna strefa czasowa Australii. To lokalne rozwiązanie stosowane przez część mieszkańców i osób podróżujących przez ten bardzo słabo zaludniony fragment kontynentu.
Na biegunie czas staje się kwestią umowną
Na biegunie północnym i biegunie południowym wszystkie południki spotykają się w jednym punkcie. Dlatego nie da się wskazać jednej strefy czasowej na podstawie długości geograficznej.

Nie oznacza to jednak, że na biegunie czas przestaje istnieć. Po prostu trzeba go ustalić w sposób praktyczny. Na biegunie południowym stacja Amundsen-Scott korzysta z czasu nowozelandzkiego. Wynika to przede wszystkim z połączeń logistycznych między stacją a Nową Zelandią. W zasadzie ten problem musieli rozwiązać jedynie Amerykanie, bo tylko ich stacja jest na biegunie geograficznym. Inne stacje są rozsiane po kontynencie.
Polska stacja antarktyczna im. H. Arctowskiego położona jest na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. To obszar jeszcze przed kołem podbiegunowym południowym. Stacja korzysta z tej samej strefy czasowej co sąsiednie stacje leżące na Wyspie Króla Jerzego

Kiribati znalazło się w przyszłości
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc na mapie czasu jest Kiribati. Część tego państwa znajduje się w strefie UTC+14, czyli najbardziej wysuniętej na wschód strefie używanej obecnie na świecie.
Ma to bardzo konkretną konsekwencję. Gdy na innych wyspach Pacyfiku trwa jeszcze poprzedni dzień, na należącej do Kiribati wyspie Kiritimati może być już następny.
Ale nie zawsze tak było. W 1994 roku Kiribati zmieniło przebieg swoich stref czasowych, przesuwając linię zmiany daty tak, żeby wszystkie zamieszkane wyspy kraju znajdowały się po jej tej samej stronie. W efekcie część państwa przeskoczyła o całą dobę. Od tego czasu Kiribati jest jednym z pierwszych państw witających każdy nowy dzień i Nowy Rok.
Dlaczego Hiszpania ma "zły" czas?
Ciekawy przykład znajdziemy również w Europie. Hiszpania kontynentalna znajduje się geograficznie w obszarze odpowiadającym strefie UTC+0. Mimo to zimą obowiązuje tam UTC+1, czyli czas środkowoeuropejski.
To nie przypadek. 16 marca 1940 roku w Hiszpanii przesunięto oficjalny czas o godzinę. Zegary przestawiono z 23:00 na północ, synchronizując kraj z czasem obowiązującym w Niemczech i innych państwach Europy Środkowej.
Decyzja zapadła podczas II wojny światowej, w okresie bliskiej współpracy Hiszpanii Franco z państwami Osi, choć sam akt zmiany czasu nie oznaczał formalnego przystąpienia Hiszpanii do wojny. Co ciekawe, początkowo zakładano, że po wojnie kraj wróci do czasu Greenwich. Tak się jednak nie stało.
Dlatego do dziś Hiszpania kontynentalna ma czas przesunięty o godzinę względem tego, który wynikałby z jej położenia geograficznego. Gdy przekraczamy granicę hiszpańsko-portugalską, musimy więc przestawić zegarek, mimo że oba państwa leżą mniej więcej na tej samej długości geograficznej.
Skąd właściwie wziął się czas letni i zimowy?
Pomysł zmiany czasu również ma swoją historię. W 1784 roku Benjamin Franklin opublikował w paryskim czasopiśmie satyryczny tekst, w którym sugerował, że wcześniejsze wstawanie pozwoliłoby mieszkańcom Paryża zaoszczędzić świece. Nie był to jednak projekt współczesnego czasu letniego.
Poważniejszą propozycję przedstawił w 1907 roku Brytyjczyk William Willett. Chciał przesunięcia zegarów w miesiącach letnich, aby lepiej wykorzystać naturalne światło.
Pierwsze państwo zdecydowało się na takie rozwiązanie w 1916 roku. To były Niemcy. Wkrótce dołączyły do nich kolejne kraje. Jednym z najważniejszych argumentów była wówczas możliwość ograniczenia zużycia paliw i energii w czasie I wojny światowej.
Czas został przez ludzi uporządkowany, ale później wielokrotnie modyfikowały go granice państw, historia, gospodarka i polityka.













