Moses Shayo i Ariel Karlinsky zestawili dane o całkowitej liczbie zgonów z lat poprzedzających pandemię oraz okresu 2020-2021, a następnie porównali je z oficjalnymi komunikatami rządów dotyczącymi ofiar COVID-19.
Oficjalne statystyki nie pokazują całej prawdy
Władze 134 analizowanych państw oficjalnie przypisały koronawirusowi około 5,08 mln zgonów, a z analizy danych wynika, że liczba związanych z pandemią śmierci mogła sięgać około 12,47 mln. Oznaczałoby to, że w statystykach zabrakło ponad 6 mln przypadków.
Badacze w związku z tym szacują, że od 45 do 55 proc. analizowanych państw zaniżało liczbę ofiar, a w 62 krajach, w których wykryto niedoszacowanie, nie uwzględniono średnio około 14,5 proc. oczekiwanych zgonów związanych z COVID-19.
Naukowcy podkreślają jednak, że nie każdy brak w statystykach musiał być wynikiem świadomej manipulacji, ponieważ w wielu państwach system ochrony zdrowia nie był przygotowany na gwałtowny wzrost liczby zgonów i problemem był również ograniczony dostęp do diagnostyki, szpitali i personelu.
Nie zawsze chodziło o celowe ukrywanie ofiar
Po uwzględnieniu tych czynników pojawiła się jednak niepokojąca zależność - największe rozbieżności występowały w państwach, w których władza wykonawcza podlegała słabszej kontroli, a społeczeństwo miało mniejszy dostęp do informacji. Autorzy określają takie mechanizmy mianem "autokracji informacyjnej" i ich zdaniem silniejsze instytucjonalne mechanizmy kontroli władzy oraz lepiej poinformowane społeczeństwo wiązały się z bardziej wiarygodnym raportowaniem.
Badanie wskazuje również na inną interesującą zależność. Zaniżanie liczby ofiar było częstsze w państwach, które przeprowadzały wybory w czasie pandemii. Może to sugerować, że politycy mieli dodatkową motywację, aby przedstawiać sytuację w korzystniejszym świetle. Badacze podkreślają jednak, że ich analiza nie dowodzi bezpośredniego związku przyczynowego i część rozbieżności mogła wynikać z błędów administracyjnych lub ostrożnego przypisywania zgonów COVID-19.













