W rozwiniętych krajach Zachodu rodzi się coraz mniej dzieci. Wśród najczęściej wskazywanych przyczyn pojawiają się wysokie koszty wychowania, późniejsze zakładanie rodzin czy zmiany społeczne. Tymczasem nowe badanie wskazuje na czynnik, który jeszcze kilkanaście lat temu mało komu przyszedłby do głowy. Chodzi o... smartfony.
Smartfon i początek spadku dzietności
Autorzy badania zwrócili uwagę na rok 2007. To właśnie wtedy na amerykański rynek trafił pierwszy iPhone. W tym samym okresie wskaźnik dzietności w USA zaczął gwałtownie spadać. Przez lata wielu badaczy wiązało ten trend przede wszystkim z globalnym kryzysem finansowym. Problem w tym, że nawet po poprawie sytuacji gospodarczej liczba urodzeń nie wróciła do wcześniejszych poziomów.
Ekonomistka Caitlin Myers z Middlebury College oraz współautor badania Ezekiel Hooper przeanalizowali rozprzestrzenianie się mobilnego internetu sieci AT&T, która początkowo jako jedyna obsługiwała iPhone'a. Następnie porównali zmiany dzietności w amerykańskich hrabstwach o różnym poziomie dostępu do tej technologii.
Wyniki okazały się zaskakujące. W miejscach, gdzie ponad 90 proc. mieszkańców miało wczesny dostęp do smartfonów, liczba urodzeń spadała wyraźnie szybciej niż tam, gdzie zasięg nowej technologii był ograniczony.
Badacze przypuszczają, że smartfon zaczął zastępować część kontaktów twarzą w twarz. Ludzie (zwłaszcza młodsi i w średnim wieku) coraz więcej czasu spędzali przed ekranami, a mniej na bezpośrednich spotkaniach. Według autorów mogło to ograniczać zachowania prowadzące do nieplanowanych ciąż, które wcześniej miały duży wpływ na statystyki urodzeń.
Przykładowo między 2007 a 2011 rokiem wskaźnik urodzeń w grupie 15-19 lat spadł o około 26 proc. w regionach z szerokim dostępem do smartfonów. W obszarach z ograniczonym dostępem spadek wyniósł około 14 proc.
Nie wszyscy naukowcy są przekonani
Część ekspertów podchodzi jednak do tych wniosków ostrożnie. Niektórzy badacze zwracają uwagę, że spadek dzietności w USA rozpoczął się na długo przed pojawieniem się smartfonów. Wpływ mogą mieć także rosnące koszty mieszkań, zmiany na rynku pracy, dłuższa edukacja czy szerszy dostęp do skutecznej antykoncepcji.
Sami autorzy podkreślają, że smartfony nie są jedyną przyczyną zjawiska. Ich zdaniem mogły jednak odpowiadać nawet za jedną trzecią lub połowę spadku amerykańskiej dzietności w latach 2007-2011.
To wciąż hipoteza budząca dyskusje, ale sami przyznacie, korelacja jest niezwykle ciekawa. Może warto, aby podobnemu zestawieniu przyjrzeli się również polscy i europejscy naukowcy.
Źródło: CNN













