Rodzina trzymała w kuchni radioaktywną kapsułę. Przeżyła tylko jedna osoba!

Są na świecie rzeczy, których za żadne skarby nie chcielibyśmy trzymać w domu. Można tu wymienić wszelkiego rodzaju obrzydlistwa czy niepokojące artefakty, mające związek z przestępstwami i zbrodniami sprzed lat. A co powiedzielibyście na szalenie radioaktywną kapsułę, której promieniowanie brudzi szkło na odległość? Pewna rodzina nie miała z tym problemu.

Radioaktywna zguba i problem

Pamiętacie niedawną sytuację z Australii, gdy podczas transportu zaginęła radioaktywna pastylka? Niewielki przedmiot był wykorzystywany w przemyśle wydobywczym, a stracona została w trakcie bardzo długiej podróży do zakładu naprawczego. Ostatecznie udało się ją odzyskać, choć wysiłek poczyniono niemały — trasa przejazdu obejmowała ponad 1000 kilometrów.

Nie był to jedyny przypadek “radioaktywnej zguby". Internauci zainspirowani tymi wydarzeniami postanowili podzielić się różnymi historiami z dziedziny atomu w życiu codziennym. O ile w Australii szybko zaczęto działać, to pewna rodzina z Meksyku nie miała tyle szczęścia. Jej historia jest dość tragiczna.

Reklama

Przeprowadzka na czas określony

Wiosną 1962 roku pewna rodzina postanowiła wprowadzić się do domu w mieście Meksyk. Kilkuosobowa grupa krewnych nie miała wówczas żadnych większych problemów, cieszyli się z życia dzięki pracy głowy rodziny oraz spodziewanego dziecka. Z niewiadomych przyczyn, w domostwie zawitał też inny, nietypowy gość.

Była nim kapsuła nieznanego pochodzenia, którą najprawdopodobniej przyniósł w kieszeni swoich spodni 10-letni chłopiec. Ciekawie wyglądający przedmiot wzbudził zainteresowanie domowników, nie zaś uzasadniony niepokój czy strach. Ot, kolejna zabawka została dodana do ekwipunku młodego człowieka. Wówczas rozpoczął się koniec sielanki po przeprowadzce.

Nieszczęśliwy ładunek w szufladzie

Nie była to zabawka, ani przedmiot użytku codziennego. Jak określono po czasie w mediach, młody chłopiec znalazł przemysłowe źródło promieniowania, które pozbawione było jakiejkolwiek osłony. Kobalt-60 bardzo szybko zabrał się do działania, o którym domownicy nie mieli bladego pojęcia.

Początkowo przedmiot znajdował się na podwórku, lecz wkrótce trafił do kuchennej szuflady. Najwięcej kontaktu miał z nim wspomniany 10-latek, który często trzymał go w dłoniach czy kieszeniach spodni. Później ofiarą miała paść matka. Spodziewająca się dziecka kobieta spędzała czas w kuchni podczas codziennych prac i przygotowywania posiłków dla rodziny.

Pierwszym poważnym sygnałem alarmowym mogły stać się czerniejące od promieniowania szklanki na szafkach. Mimo że było to dziwne, nikt z przebywających z domu nie postanowił głębiej zbadać sprawy. Co gorsza, do posiadłości wprowadziła się kolejna osoba, mająca stać się wkrótce ofiarą.

Wszystko zmierza ku końcowi

Od teraz kuchenne obowiązki zaczęła przejmować matka kobiety w ciąży, gdyż ta zaczęła czuć się coraz gorzej. Rozsądnym byłoby sądzić, że wszystko z powodu nadchodzącego dziecka. W rzeczywistości jednak dawała o sobie znać choroba popromienna.

Ta swoje żniwo zaczęła zbierać dość szybko. Jako pierwszy zmarł 10-letni chłopiec, u którego zgon stwierdzono 29 kwietnia. Na kolejną śmierć czekano do 19 lipca, kiedy zmarła matka. Wówczas doszło do usunięcia kapsuły z domu, choć na to było już zdecydowanie za późno. 18 sierpnia zmarła 2-letnia dziewczynka, babcia zaś 15 października.

Jako jedyny przeżył ojciec. Wszystko przez to, że pracował poza domem i miał najmniej kontaktu z promieniowaniem spośród całej rodziny. Nie przebywał często w pobliżu kuchennych szafek, a codzienne wyprawy do miejsca pracy okazały się w dłuższej perspektywie tym, co go uratowało.

Radioaktywny Meksyk

Nie był to jednak jedyny przypadek, gdy w Meksyku doszło do radioaktywnego skażenia i narażenia ludzi na utratę zdrowia i życia. Incydent na większą skalę miał miejsce w 1984 roku w Juarez. Do pewnego szpitala trafiła aparatura zawierająca 6000 granulek kobaltu-60 o mocy 2,6 GBq. Te trafiły do kraju z pominięciem wymaganych procedur.

Po jakimś czasie aparatura miała trafić na złom, lecz w czasie transportu ciężarówką radioaktywny czynnik wysypał się w przestrzeni transportowej. Co było dalej? Warsztat naprawczy, składowisko złomu i masowe skażenie kobaltem surowca, który niedługo miał zostać przetworzony na pręty zbrojeniowe. Te trafiły nie tylko na budowy w Meksyku, ale również w USA.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Meksyk | kobalt | radioaktywne materiały | Rodzina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy