Reklama

Opętany zazdrością

Buck Ruxton nie mógł znieść, że jego ukochaną interesują się inni mężczyźni. W ataku szaleństwa dopuścił się makabrycznego mordu.

Podejrzenie o zdradę to często wystarczający motyw zabójstwa. Podczas napadu zazdrości emocje biorą górę i tracimy nad sobą kontrolę, niekiedy skutki są tragiczne. Buck Ruxton miał niemal wszystko. Uroczą żonę, trójkę dzieci, piękny dom, służbę. Był dobrze zapowiadającym się lekarzem - ambitnym, zdolnym i wykształconym. Jednak w pewnej chwili jego życie rozpadło się na kawałki, a następca Eskulapa zmienił się w bestię...

Z Hindusa Anglik

Buck Ruxton - jego prawdziwe imię i nazwisko to Bukhatyar Rustomji Ratanji Hakim - urodził się w 1899 roku w Bombaju, w hinduskiej rodzinie należącej do klasy średniej. Ukończył uniwersytet w rodzinnym mieście i zdobył tytuł doktora medycyny. Następnie kontynuował studia medyczne w Londynie, a po ich ukończeniu przeniósł się do Edynburga, by tam dalej poszerzać swoją wiedzę. Ponieważ był błyskotliwym, dobrze wykształconym, kulturalnym mężczyzną, a ponadto przystojnym, szybko trafił na salony, znakomicie odnajdując się wśród miejscowych elit.

Co takiego doktor Hakim ujrzał w Isabelli Van Ess, żonie holenderskiego biznesmena, bardzo niskiej, szczupłej, niezbyt atrakcyjnej kobiecie, że się nią zainteresował? Musiała mieć w sobie coś wyjątkowego. Kobieta brylowała w towarzystwie, flirtując to z tym, to z tamtym. Buck przyglądając się jej ukradkiem, stwierdził, że ma w sobie wiele uroku i pociąga go seksualnie. Ona także zwróciła uwagę na młodego lekarze o egzotycznej urodzie.

Reklama

Wkrótce połączyła ich wielka namiętność. Cały Edynburg huczał od plotek o frywolnej żonie szanowanego biznesmena, spotykającej się z pochodzącym z Indii doktorkiem. Isabella poważnie się zaangażowała w nowy związek. Dla Bucka rzuciła wszystko, rozwiodła się z mężem i wyjechała wraz z kochankiem do Lancaster.

W tamtej epoce imigrantów z Indii traktowano w Anglii jak obywateli niższej kategorii. Doktor Hakim uznał więc, że lepiej będzie zmienić personalia na bardziej brytyjskie. Wybrał sobie imię Buck, a nazwisko Ruxton.

Dziwny on, dziwna ona

Otworzył gabinet lekarski. Okazał się znakomitym internistą i stopniowo zdobywał zaufanie coraz większej liczby mieszkańców miasta, którzy pocztą pantoflową zaczęli go polecać innym członkom swoich rodzin i znajomym. Pacjenci wyrażali się o nim nad wyraz pochlebnie. Jeśli nawet początkowo niechętnie patrzyli na kolor skóry lekarza, teraz przestało im to przeszkadzać. Społeczność Lancaster doceniła jego umiejętności i oddanie i zaakceptowała doktora Hindusa.

Ruxton nigdy nie ożenił się z Isabellą. Jednak para przez miejscowych była traktowana jak małżeństwo. Dochowała się trójki dzieci i prowadziła dość wygodne życie w pięknej rezydencji przy Dalton Square 2. Wystrój wnętrza budynku nawiązywał do kraju pochodzenia lekarza. Gospodarzom wiodło się dobrze i mogli sobie też pozwolić na kilka osób służby. Wydawałoby się, że do szczęścia niczego im nie brakuje.

Mimo że państwo Ruxton na pozór prezentowali się jako zgodna, kochająca się para, tak naprawdę ich dom przypominał pole bitwy. Neurotyczny lekarz i jego równie znerwicowana konkubina toczyli między sobą boje, usiłując psychicznie zdominować partnera. Drobne utarczki przeradzały się w wielogodzinne awantury, nierzadko kończące się przemocą. Buck bił swoją kochankę, ona nie pozostawała mu dłużna.

Lubiła seks i mężczyzn

Interweniujący często pod Dalton Square 2 policjanci byli skonsternowani. Isabella przyznawała się, iż celowo prowokuje lekarza do awantur. Rodziło to podejrzenie, że kobieta ma skłonności masochistyczne.

Wybaczała mu bolesne razy, jakich jej nie szczędził, nie kryła siniaków przed znajomymi, wręcz ostentacyjnie je prezentowała, nierzadko wtajemniczała przyjaciół w szczegóły kłótni. Pacjenci przyzwyczaili się do widoku czasem poobijanej, ale wciąż zakochanej i pełnej czułości Isabelli, traktując jej zachowanie jako dziwactwo.

Gdy się w końcu godzili, Buck zawsze z radością przyjmował przeprosiny kochanki. Sam także kajał się przed nią i przepraszał za wszystko, co przez niego wycierpiała. Pełne uniesienia pojednania przeplatały się z kolejnymi awanturami. Kokieteryjne zachowanie Isabelli spędzało Ruxtonowi sen z powiek. Jego konkubina lubiła seks i mężczyzn. Doktor zarzucał jej, że ma wciąż nowych kochanków. Zdarzało się, że groził kobiecie bronią, wykrzykiwał, że ją zabije. Nie mógł pogodzić się z niezależnością partnerki i... jej niewyparzonym językiem.

Przestała z nim sypiać

Mijały lata i obsesyjna zazdrość Ruxtona stawała się nie do zniesienia. Isabella zrozumiała w końcu, że ma serdecznie dość takiego traktowania. Pewnego razu spakowała się, wzięła ze sobą dzieci i wyjechała do siostry, mieszkającej w Edynburgu. Była zdecydowana ułożyć sobie życie bez wiecznie awanturującego się, chorobliwie zazdrosnego kochanka. Ten jednak ruszył za nią.

Znów udobruchał ją i po raz kolejny obiecał poprawę. W końcu przekonał Isabellę, by wróciła do domu. Ale sam się nie zmienił. Ruxton wszędzie widział mężczyzn adorujących jego ukochaną, wciąż wietrzył intrygi i zdrady. Znów ją bił, stał się wyjątkowo brutalny. Isabella przestała w końcu z nim sypiać, co jeszcze bardziej go rozzłościło.

We wrześniu 1934 roku chorobliwa zazdrość Bucka Ruxtona osiągnęła apogeum. Zarzucił żonie romans z urzędnikiem miejskim, Robertem Edmondsonem. W rzeczywistości kobieta ledwo znała domniemanego kochanka.

W sobotę 14 czerwca 1935 roku Isabella zostawiła dzieci pod opieką służącej i opiekunki, 22-letniej Mary Rogerson, i pojechała samochodem do Blackpool, aby spotkać się z siostrami. Podczas tej wizyty wspomniała im o problemach z Ruxtonem. Tuż przed północą pożegnała się, obiecując, że za tydzień znów się zobaczą. Ruszyła w drogę powrotną do domu.

Szaleństwa pana doktora

Nazajutrz o wpół do siódmej rano, do drzwi mieszkania Agnes Oxley, zatrudnionej jako pomoc domowa u Ruxtonów, zapukał Buck. Wyglądał na rozdrażnionego i przemęczonego. Oznajmił, że jego żona i Mary Rogerson pojechały do Edynburga na kilka dni, a on zabiera dzieci na wycieczkę do sąsiedniej miejscowości.

Nie ma więc potrzeby, aby kobieta przychodziła tego dnia do pracy. Po wizycie w domu Oxleyów Ruxton przygotował swoim dzieciom śniadanie, po czym pojechał na stację benzynową, zatankował swoje auto i napełnił również kilkugalonowy kanister. Dzieci odwiózł do znajomych, a po drodze wstąpił do rodziców Mary Rogerson z informacją, że ich córka wraz z jego żoną wyjechały do Szkocji. Sam wrócił do rezydencji. Tę samą informację powtarzał wszystkim, którzy tej niedzieli zawitali w jego domu. Uwagę kilku osób zwróciła zabandażowana ręka lekarza. Doktor tłumaczył się, że skaleczył się przy otwieraniu konserwy na śniadanie.

Po południu Ruxton pojechał do jednej z pacjentek, pani Hampshire. Poprosił ją o pomoc w posprzątaniu domu, bo - jak powiedział - w poniedziałek spodziewał się wizyty dekoratorów. Kobieta po wejściu do rezydencji ujrzała zwinięte dywany, poplamione czymś, co wyglądało jak krew. Podłogę zaścielała słoma, zasłaniająca jakieś ślady. Chodnik ze schodów leżał teraz na podwórzu. Drzwi do dwóch sypialni na piętrze domu były zamknięte na głucho. Wanna w łazience Ruxtonów okazała się tak zażółcona, że nie pomogło jej nawet szorowanie proszkiem i gorącą wodą.

Pani Hampshire przy pomocy męża ogarnęła jako tako bałagan.

Plamy krwi na kamizelce

Za swą pracę otrzymali zwinięty dywan oraz zaplamione męskie ubranie. Nazajutrz wcześnie rano Ruxton przybył do domu Hampshire'ów i zażądał zwrotu owego ubrania. Lekarz wyglądał przerażająco, był blady, nieogolony i trzęsły mu się ręce ze zdenerwowania. Wyjaśnił, że chce oddać odzież do pralni. Kiedy pani Hampshire zaproponowała, że sama może ją uprać, lekarz wpadł w histerię.

Zawołał, że nie powinno się nosić po kimś ubrania i że trzeba je natychmiast wyrzucić. Kobieta zapewniła Ruxtona, że zaraz je spali, a gdy mężczyzna wyszedł, przyjrzała się uważnie podarowanej garderobie i z przerażeniem odkryła na kamizelce plamy krwi. Wrzuciła ją do pieca, ale pozostałe części postanowiła mimo wszystko wyprać. Później okazało się, że dywan, który przyniósł doktor, także jest nasiąknięty krwią. Nie pomogło kilkanaście wiader wody ani szorowanie szczotką - plamy nie znikały.

Zachowanie Ruxtona stawało się coraz dziwaczniejsze. Jedna ze służących, pani Curwen, zastała go zrywającego tapety ze ścian. Zapamiętała też zakrwawiony koc, który doktor wyniósł na podwórko. Mężczyzna palił również coś w kominku - w nocy z komina wydobywał się dym.

Nie interesowała się "tymi sprawami"

Zarówno pacjenci, jak i znajomi z rosnącym niedowierzaniem słuchali coraz to nowych wyjaśnień Ruxtona na temat zniknięcia Isabelli. Tłumaczył na przykład, że kobieta uciekła do swojego mieszkającego w Londynie kochanka. Rodzicom Mary Rogerson oświadczył, że ich córka zaszła w ciążę z miejscowym chłopakiem i pojechała z Izabellą w celu dokonania aborcji. Jednak ojciec dziewczyny nie uwierzył w te opowieści. Jego córka nigdy nie miała chłopaka i nie interesowała się, jak to określił, "tymi sprawami". Mężczyzna chciał od razu powiadomić policję o jej zaginięciu, lecz doktor uprosił go, by tego nie robił, bo, jak przekonywał, Mary miała wrócić do końca tygodnia. Dzień później uwagę służby w rezydencji Ruxtonów zwrócił obrzydliwy zapach.

Fetor był silniejszy w po bliżu zamkniętych sypialni. Lekarz spryskał dom perfumami, wietrzył, ale smród nie ustępował. 19 września Buck podjechał wynajętym samochodem do tylnego wejścia do budynku i zapakował coś do bagażnika pojazdu. Następnie opuścił posiadłość.

Wrócił późno w nocy. Po drodze "zaliczył" niegroźną, choć odnotowaną przez policję stłuczkę z rowerzystą na drodze do Lancaster. Potem do świtu palił w ognisku na podwórku jakieś rzeczy. Następnego dnia nieprzyjemny zapach ulotnił się, zaś drzwi do sypialni były już otwarte.

Ciała w kawałkach

Pewna kobieta, przechodząca 29 września 1935 roku mostem nieopodal głównej drogi łączącej Edynburg z miejscowością Carlisle, dojrzała na brzegu strumienia kilka owiniętych w gazety pakunków. Otworzyła z ciekawości jedno z zawiniątek i przeżyła szok, widząc w środku odciętą, rozkładającą się już dłoń.

Policja błyskawicznie zabezpieczyła znalezisko.

Nad brzegiem strumienia natrafiono na niemal siedemdziesiąt kawałków ludzkiego ciała, w tym dwie potwornie zniekształcone głowy. Szczątki były owinięte w gazety, części garderoby i bieliznę pościelową. Fragmenty poćwiartowanych ciał zabrano do instytutu medycyny sądowej w Edynburgu. Lekarze patolodzy włożyli wiele wysiłku, by dopasować do siebie poszczególne fragmenty zwłok. Od razu stwierdzili, że osoba, która rozczłonkowała ofiary, dobrze znała ludzką anatomię. Okazało się, że usunięto wszystkie organy, które mogły być decydujące dla identyfikacji zwłok.

Brakowało narządów płciowych, części twarzy, nawet opuszków palców. Te, których nie odcięto, zmiażdżono, by nie można było pobrać odcisków.

Jednak mimo braku tak wielu fragmentów lekarze ustalili, że szczątki należą do dwóch osób. Zrekonstruowali ciało kobiety w wieku około 20 lat, o wzroście 155 cm oraz 60-letniego mężczyzny, mierzącego 168 cm.

Na gazecie, którą owinięto część szczątków, widniała data 15 września. Uznano, że zbrodnia nie mogła zostać popełniona wcześniej. Morderstwo nie nastąpiło także po 19 września.

Tego dnia skończyły się trwające kilka dni ulewne deszcze i potok, który zawsze wylewał podczas nawałnicy, wrócił już do swego koryta. Ktoś, kto zrzucał z mostu zawiniątka z częściami ludzkiego ciała - prawdopodobnie przywiezione samochodem - nie wiedział o tym. Liczył na to, że nurt poniesie zwłoki dalej. Musiało być ciemno, skoro nie zauważył, że woda już opadła. Dochodzenie skoncentrowało się na zgłoszeniach o zaginięciach między 15 a 19 września. Policja zaczęła przepytywać właścicieli okolicznych warsztatów samochodowych oraz zajazdów, czy nie widzieli czegoś podejrzanego w ciągu tych kilku dni.

"Przestań udawać głupka!"

Tymi słowami Joan Nelson, siostra Isabelli, przywitała Bucka, gdy ten zjawił się u niej w Edynburgu kilka dni po odkryciu ciał nad strumieniem. Doktor rzekomo chciał sprawdzić, czy jego partnerka nie ukrywa się u siostry. Pani Nelson zrugała mężczyznę i wyrzuciła go z mieszkania.

Doktor od kilku dni zachowywał się w sposób co najmniej dziwny. Kilkakrotnie pojawiał się na policji w Lancaster. Za pierwszym razem żalił się, że Isabella go zostawiła, potem odgrażał się, że dopadnie drania, który uwiódł jego kobietę. Prosił też funkcjonariuszy, by przeszukali jego dom. Policjanci nie przejęli się jednak słowami mężczyzny, uznając, że najprawdopodobniej ma atak histerii.

Ruxton mówił sąsiadom i znajomym, że Isabella odeszła od niego z innym. Insynuował istnienie spisku, jaki jego konkubina zawiązała z Mary Rogerson, miał być wymierzony przeciwko niemu.

W końcu rodzina służącej oficjalnie zgłosiła na policji jej zaginięcie. Tego samego dnia Buck został przesłuchany przez funkcjonariuszy. Oświadczył, iż wolałby, aby śledztwo prowadzono w sprawie jego konkubiny, nie zaś pomocy domowej. Te słowa i histeryczne zachowanie doktora zainteresowały policjantów - coraz głośniej mówiło się o tym, że znalezione nad strumieniem szczątki należą właśnie do zaginionych kobiet. Ruxton był bardzo zdenerwowany, gdy przyjmował detektywów w swoim domu. Awanturował się, że działania policji zrujnują mu praktykę lekarską.

Osady z ludzkiego tłuszczu

Dochodzenie w sprawie makabrycznego znaleziska nad strumieniem nabierało rozpędu. Strony gazet, którymi owinięto część szczątków ciał, pochodziły z niedzielnego dodatku dziennika, ukazującego się lokalnie, wyłącznie w rejonie Morecambe i Lancaster. Sprzedawca gazet dostarczył to wydanie do domu Ruxtonów w niedzielę 15 września. Znalezione śpioszki rozpoznała pewna kobieta - podarowała je najmłodszemu dziecku doktora za pośrednictwem Mary Rogerson.

Jednocześnie policja zwróciła się do patologa o powtórne zbadanie zwłok. Położono nacisk na ustalenie, czy kości, które pierwotnie uznano za należące do mężczyzny, nie mogłyby jednak należeć do dobrze zbudowanej kobiety.

W domu Bucka i Isabelli odnaleziono ślady krwi. W przewodach kanalizacyjnych odkryto osady z ludzkiego tłuszczu. To wystarczyło, by zabrać lekarza na posterunek policji. Po całonocnym przesłuchaniu oskarżono go o zabójstwo pomocy domowej, Mary Rogerson.

Czyje to szczątki?

Policja powołała zespół patologów, który miał za zadanie ostatecznie zidentyfikować odkryte fragmenty ciał. W jego skład weszli profesorowie medycyny sądowej. Po powtórnym badaniu biegli lekarze stwierdzili, że zwłoki pierwotnie przyporządkowane 60-letniemu mężczyźnie w rzeczywistości należą do kobiety. Dokładna analiza kości wykazała, że była to osoba w przybliżeniu 20-letnia. Kształt i rozmiar ciała pasował do zaginionej Mary Rogerson.

Na właściwy trop naprowadziło patologów to, co morderca usunął ze zwłok. Mary miała zeza - a z czaszki wydłubano oczy. Blizny na ramieniu i w okolicach bioder, po operacji wyrostka robaczkowego zostały wycięte wraz z tkanką. To samo sprawca zrobił z kciukiem - świadkowie, którzy znali służącą, a także jej rodzina, mówili o charakterystycznej bliźnie na palcu.

Wiek drugiej denatki określono między 34 a 45 lat (Isabella miała natomiast 34 lata). To ciało potraktowano równie okrutnie. Kobieta posiadała dość duży, charakterystyczny nos i wydatne zęby. W odnalezionej czaszce brakowało tych organów, jak też ust, uszu, oczu. U dłoni odcięto opuszki palców.

Decydującym dowodem, pozwalającym na ustalenie tożsamości ofiary, okazała się fotografia Isabelli. Zestawiono ją ze zdjęciem odnalezionej głowy. Kształt czaszki idealnie pasował. Teraz lekarze nie mieli już wątpliwości, czyje ciało badali...

Ten przypadek był pierwszym w historii medycyny sądowej, gdzie zastosowano metodę porównywania szczątków ofiary z jej fotografią.

Ich ostatnie starcie

Akt oskarżenia wobec Bucka Ruxtona sformułowano 5 listopada 1935 roku. Zarzucano mu zamordowanie konkubiny. Motywem zbrodni miała być patologiczna zazdrość mężczyzny. Lekarza oskarżono również o zabójstwo Mary Rogerson. I choć doktor wszystkiemu zaprzeczał, histerycznie szlochając i zapewniając o swojej niewinności, bez problemu odtworzono prawdopodobny przebieg wydarzeń, jakie rozegrały się nocą z 14 na 15 września 1934 roku.

Gdy Isabella, wracając z wizyty u sióstr w Blackpool, weszła do domu, stanęła oko w oko z rozgniewanym, ogarniętym szałem zazdrości kochankiem. Ruxton zarzucił jej, że wcale nie była w Blackpool, tylko spotkała się z gachem. To, że nie wracała tak długo, strasznie go rozzłościło.

Czy wówczas Isabella powiedziała mu coś, co sprawiło, że dostał białej gorączki? Nie wiadomo. Analiza fragmentów jej ciała wskazywała na uduszenie jako najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci. Tym razem kłótnia, pozornie taka sama jak inne, okazała się ostatnim starciem obojga kochanków. Doktor zacisnął dłonie na szyi kobiety. Isabella broniła się, szarpała, lecz nie zdołała uwolnić się z jego morderczego uścisku.

Spuszczał z ciał krew

Jak zginęła Mary? Prawdopodobnie, obudzona odgłosami awantury pracodawców, wyszła ze swojego pokoju, aby sprawdzić, co się dzieje. Musiała mieć ze sobą nóż, a więc usłyszała coś, co wzbudziło jej niepokój. Być może krzyki Izabelli... Dziewczyna chciała jej pomóc i przypuszczalnie zraniła Ruxtona w rękę. Ten, rozwścieczony, wyrwał jej nóż i zasztyletował nieszczęsną w holu, co tłumaczyłoby ogromne ilości krwi na chodnikach.

Kiedy szał minął, Buck Ruxton ocknął się cały we krwi, stojąc nad ciałami służącej i żony. Sam równie silnie krwawił. W domu były dzieci, dlatego musiał działać szybko. Zaciągnął oba ciała do łazienki, rozebrał, pojedynczo wkładał do wanny i spuszczał z nich krew. Następnie metodycznie zaczął ciąć zwłoki. Za pomocą jedynie małego skalpela i pary dentystycznych szczypców usunął zęby ze szczęki żony. Wycinał z ciał wszystko, co umożliwiłoby ich identyfikację. Potem pozawijał fragmenty w to, co znalazł w domu - prześcieradło, śpioszki, gazetę. Usiłował pozbyć się szczątków, zawożąc je nad strumień tej samej nocy, kiedy spowodował stłuczkę z rowerzystą.

Godzien szubienicy

Na sali sądowej doktor wyparł się wszystkiego. W trakcie procesu oskarżony odrzucał oczywiste fakty. Sprawiał przy tym wrażenie niepoczytalnego. Teatralnie szlochał, bezceremonialnie przerywał tak sędziemu, jak i świadkom. Odgrywał scenę urażonego, był napastliwy. Ktoś mógłby pomyśleć, że stracił zmysły.

Czyżby chciał w ten sposób wywinąć się od najwyższego wymiaru kary? To możliwe, choć analiza jego postępowania dowodzi, że jeszcze przed popełnieniem morderstwa zachowywał się nieracjonalnie.

Ruxton zaprzeczał oczywistym faktom - jakoby w niedzielę 15 września był wcześnie rano u Oxleyów. Stwierdził, że nie namawiał pani Hampshire do spalenia ubrania, które jej podarował.

Ślady krwi na odzieży tłumaczył tym, że... odebrał w niej ponad dwieście porodów w ciągu ostatnich kilku lat! Kiedy prokurator z łatwością obalił to wyjaśnienie, przedstawiając rachunek z pralni z sierpnia 1934 roku, za czyszczenie tejże garderoby, pewność siebie Ruxtona natychmiast się ulotniła i nie potrafił nic więcej powiedzieć.

Mimo iż konsekwentnie wypierał się odpowiedzialności za śmierć kobiet, dowody jego winy były niepodważalne. Nie umiał nawet przedstawić żadnej łagodzącej okoliczności, która przekonałaby sędziego, by nie skazywał go na śmierć. Wyrok w tej sprawie mógł być tylko jeden: kara śmierci. Adwokat lekarza wniósł apelację. Do czasu jej rozstrzygnięcia Ruxton przebywał w więzieniu Strangeways w Manchesterze. Jednakże minister sprawiedliwości podtrzymał wydany przez sąd werdykt. Tym samym12 maja 1936 roku o ósmej rano Buck Ruxton zakończył swoje życie na więziennej szubienicy.

Za bardzo ją kochał

Zgodnie z ostatnią wolą skazanego adwokat lekarza roztoczył opiekę nad osieroconymi dziećmi Isabelli i Bucka. Kilka dni po wykonaniu wyroku dziennik "News of the World" opublikował oświadczenie, które Ruxton napisał tuż po aresztowaniu. Miał je przekazać jednemu z dziennikarzy z prośbą, aby zostało opublikowane po jego śmierci.

W tej notatce przyznaje się do zabójstwa konkubiny i Mary, która była świadkiem morderstwa. Zaznacza również, że w momencie popełnienia zbrodni postradał zmysły.

To oświadczenie wskazuje, że na sali sądowej celowo udawał szaleńca, żeby uniknąć odpowiedzialności. Jego zachowanie nie mieściło się jednak w definicjach niepoczytalności, uznawanych przez brytyjskie prawodawstwo. Jedno jest pewne - gdyby zgłosił się na policję zaraz po zabójstwie konkubiny i przyznał się do niego, mógłby liczyć na łaskawszy wyrok. Lecz zamordowanie Mary Rogerson, a także rozczłonkowanie ciał i próba pozbycia się zwłok jasno wskazały na jego intencje. Dlatego sąd potraktował go z całą surowością prawa.

Zygmunt Gołąb

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

Śledztwo
Dowiedz się więcej na temat: zabójstwo | Skalpel | morderstwa | policja | kochanka | lekarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy