Reklama

Dziadostwo - życie w czasach PRL

Gloryfikowanie czasów PRL stało się w ostatnich latach bardzo popularne, żeby nie powiedzieć, że wręcz modne. My postanowiliśmy jednak wyprowadzić klasyczną kontrę i przypomnieć wam, że okres komuny wcale nie był najlepszym czasem dla Polski.

Żarcie na kartki, problemy z wyjazdem za granicę, puste półki w sklepach, cenzura, fatalna jakość krajowych produktów - taka była smutna rzeczywistość za czasów PRL. Mimo, że z perspektywy wydaje się, że wcale nie było tak źle, to wielu z was z pewnością nie chciałoby powrotu "tamtych lat".
 
I choć zachodzimy w głowę, myśląc co w PRL-u było faktycznie lepsze, niewiele poza Zbyszkiem Bońkiem i Grzegorzem Latą strzelającymi gole dla "Orłów Górskiego" nie przychodzi nam do głowy. Przypomina nam się za to mnóstwo przykładów wszechobecnego dziadostwa, z którego słynął PRL. Nie mówiąc już o jego "ciemnej stronie", którą pamięta chyba każdy, kto choć raz zadarł z totalitarną władzą.

No, ale koniec tego gderania. Przejdźmy do części właściwej. Zapraszamy do podróży w przeszłość, do minionych lat Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Puste półki w sklepach


Zapewne znacie jedną z legend PRL o occie zalegającym na pustawym sklepowych półkach. Śmieszne prawda? Wyobraź sobie teraz, że wpadasz do spożywczego za rogiem po szybkie zakupy i na pytanie o jakikolwiek produkt słyszysz powtarzane jak matrę "Nie ma!".
 Dokładnie tak, jak w słynnym skeczu Kabaretu Tey - "Z tyłu sklepu" - najlepszy fragment: od 3 minuty 35 sekundy.

Reklama



Kolejki


Gdy już w końcu do sklepów coś "rzucili", na towar rzucali się też klienci. A że zapotrzebowanie na produkty wszelkiego typu było przeogromne, formowały się kolejki. Na głupie parówki trzeba było nieraz czekać pół dnia. A żeby kupić wymarzone meble "Koszaliny", należało stać w kolejkach tygodniami!

Kartki


Ponieważ notorycznie brakowało towarów na półkach, a pieniądze nie wystarczały, aby dokonać zakupów - wprowadzono kartki. Był to system reglamentacji towarów stworzony przez PRL. W Polsce funkcjonował od 1976 roku, a na kartki kupowało się m.in. mięso, słodycze, benzynę, alkohol, kosmetyki, mąkę, czy cukier. To jak wspaniały był to system potwierdza fakt wprowadzenia go również w Korei Północnej i na Kubie. Tam obowiązuje on do dziś!



Cenzura


Należy pamiętać, że PRL był państwem totalitarnym. Aż do 1990 roku istniał w Polsce Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. To ten organ decydował o tym, jaki przekaz należy dopuścić, a jakiego zakazać. Jeśli jakiś artykuł w gazecie, telewizyjny program, czy też utwór muzyczny nie był zgodny z aktualną polityką państwa, bądź też próbował ośmieszyć, czy ukazać ciemną stronę życia w PRL - jego publikacja zostawała zakazana. Oczywiście cenzurę dało się wykiwać. Przykład? Gdy grupa Perfect wykonywała ze sceny swój szlagier "Chcemy być sobą", publiczność zmieniała słowa refrenu, śpiewając "Chcemy bić ZOMO", śmiejąc się cenzorom w twarz.

Inwigilacja


Podstawowe Organizacje Partyjne, czyli najmniejsze jednostki PZPR znajdowały się niemal w każdej instytucji i zakładzie pracy. Dawało to w praktyce partii nieograniczoną władzę w kraju, gdyż jej macki sięgały wszędzie. Na każdym kroku roiło się od szpicli, współpracujących z UB i SB, którzy "życzliwie" donosili na bumelantów, wrogów ludu pracującego,  osobników podejrzanych, a także tych, którym za dobrze się powodziło...  Nie mówiąc już o tym, że milicja mogła zatrzymać każdego na 48 godzin. A jeśli funkcjonariuszom coś się nie spodobało, do gry wkraczała tzw. "blondynka", czyli ciężka i twarda gumowa pałka.



Paszport na wagę złota


Dziś w każdej chwili możesz wybrać się na wczasy. Rezerwujesz bilet i lecisz w dowolny zakątek świata. Nikt o nic nie pyta, jeśli dysponujesz odpowiednią ilością gotówki. Za PRL-u bywało, że na paszport czekało się miesiącami. A jeśli już został przyznany, to zwiedzać można było kraje "demoludu". Wyjazd do krajów kapitalistycznych? Zapomnij! Zresztą - to i tak było bez sensu, skoro miesięczne polskie zarobki nie wystarczały czasem na przeżycie paru dni na zachodzie Europy.

Pseudosamochody...


Dostępne za czasów PRL-u samochody, tak naprawdę były produktami samochodopodobnymi. Warszawy rdzewiały w drodze z taśmy produkcyjnej na zajezdnię, wszystkie Syreny fabrycznie wyposażano w losowy generator awarii, Polonez szybko jeździł tylko, gdy prowadził go porucznik Borewicz, a znalezienie fiata 125 p, któremu domykają się wszystkie drzwi, graniczyło w Polmozbycie z cudem.
 I choć dziś wszystkie wymienione tu wozy otaczane są swoistym kultem, to tak naprawdę za swoich czasów nie były one solidnymi produktami.


...rowery, motorowery...


Obecnie szykiem jest jazda na rowerze, czy motorowerze z PRL-u. Ale weekendowa przejażdżka odpicowanym gadżetem z epoki, a używanie go na co dzień, to dwie zupełnie inne sprawy. Choćby popularny motorower Komar. "Jeździdło" bez hamulców o minimalnym komforcie jazdy. Miał notorycznie zalewający się gaźnik, a właściciela zalewała krew, gdy rupieć zawodził po raz kolejny. Rowery Romet nie były wcale lepsze. Ciężkie, toporne, choć trzeba im oddać, że o wiele bardziej niezawodne.

...i inne dziadostwo


Dziadostwo to dobre słowo, na opisanie jakości produktów wytwarzanych za PRL. Jakość była fatalna, ale jeśli ktoś nie miał bonów do Peweksu, albo ciotki za granicą, męczył się z tym szmelcem latami, wcinał wyroby czekoladopodobne i prał w pralce "Frania". Inny przykład? Chociażby takie maszynki do golenia. Do dziś mówi się o kimś (lub o czymś), że jest tępy jak Polsilver.

-----

 Powyższe zestawienie jest subiektywnym wyborem części grona redakcyjnego, powstałym na bazie własnych przeżyć, doświadczeń i relacji świadków opisanych wydarzeń. Jeśli nie zgadzasz się z naszym spojrzeniem na świat, zapraszamy do dyskusji w komentarzach poniżej.






Reklama

Reklama

Reklama

Reklama