Reklama

Małgosia na 8a, czyli rodzinna pasja wspinania

Dwunastoletnia Małgosia Kurek jest najbardziej utytułowaną zawodniczką dziecięcą w Polsce. Wspina się od czwartego roku życia pod czujnym okiem taty - Sebastiana. W rozmowie z Interią opowiadają o swojej pasji, oswajaniu ryzyka, bezpiecznym wspinaniu i poświęceniu, za które nagrodą jest uśmiech dziecka i satysfakcja rodzica.

Sebastian Kurek, trener II klasy wspinaczki sportowej Polskiego Związku Alpinizmu, poprowadził córkę do niemal 200 medali w zawodach krajowych i zagranicznych, a także licznych zwycięstw w najbardziej prestiżowych zawodach międzynarodowych. 

Wspólnymi siłami wydali niedawno książkę pt. "Małgosia na 8a. Poradnik wspinaczki sportowej dla dzieci".

Dariusz Jaroń: Czterolatka na ściance wspinaczkowej to ewenement?

Sebastian Kurek: - Fakt, zaczęliśmy bardzo wcześnie. W tak młodym wieku nie ma właściwie mowy o sporcie, profesjonalnym treningu. To jest wspinanie realizowane przez zabawę. Organizm czteroletniego dziecka nie nadaje się jeszcze do tego, by sprostać reżimowi cyklu treningowego, dlatego musimy bardzo ostrożnie podejść do zajęć, by nie zniechęcić, tylko ukierunkować młodego człowieka na zdobywanie nowych umiejętności, aby poprzez zabawę wydobyć z dziecka naturalną chęć wspinania. 

Reklama

Nie zna życia rodzic, który nie łapał dziecka spadającego z regału?

- Taka jest natura dziecka. Próbuje wejść na krzesło lub półkę w salonie, wdrapać się na murek w parku. Nie ma sensu z tym walczyć.

Ale trzeba nadzorować.

- Na ściance wspinaczkowej funkcjonujemy wyłącznie w formie kontrolowanej: z liną, w uprzęży. Absolutnie nie ma boulderów, czyli możliwości skakania na materac z wysokości 2-3 metrów po odpadnięciu od uchwytów. Tak małe dzieci wymagają górnej asekuracji, a przede wszystkim dobrej zabawy. Na zorganizowany trening przychodzi czas nieco później. 

Kiedy?

- Pierwsze zawody najczęściej są w kategorii U-10. Startują w nich dzieci od szóstego do dziewiątego roku życia. To czas pierwszego dojrzewania zawodniczego. Rzadko się zdarza, żeby sześciolatek wygrał z dziewięciolatkiem, ale co roku dzieci przeskakują do wyższych kategorii, robiąc miejsce młodszym, a te pną się w górę wraz z nabywanym doświadczeniem. Na nieoficjalnych zawodach zdarzają się czasem dodatkowe kategorie wiekowe dla najmłodszych, np. U-8.

Optymalny wiek do startu w zawodach to?

- Według mnie jeśli dziecko przejawia chęć rywalizacji i ma z tego powodu uciechę, to nawet sprawny sześciolatek może startować w kategorii takich krasnali. 

Jak wyglądają zajęcia dla najmłodszych?

- To są właściwie próby wspinaczkowe. Wejścia po wszystkich dostępnych chwytach, bez szukania dróg czy patrzenia na skalę trudności. Na początku kluczowa jest praca nad samym ruchem, poprawą pewności siebie i miłym, wszechstronnym spędzaniu czasu na ściance. Wszystkie ćwiczenia wykonywane są oczywiście pod nadzorem instruktora. Dla dziecka to zabawa, a dla trenera pierwsze kroki w jego planowanym rozwoju. 

Kiedy zabawa stała się dla ciebie pasją?

Małgosia Kurek: - Nie było żadnego momentu przełomowego, właściwie to wspinanie zawsze było moją pasją, odkąd zaczęłam chodzić z rodzicami na ściankę. Z czasem zaczęłam robić coraz trudniejsze drogi, a tata został moim trenerem. Zajęcia były coraz mocniejsze.

Była też specjalna nagroda?

- Tak, na końcu drogi na dzieci czekał pluszowy Kubuś Puchatek! Wtedy bohater mojej ulubionej bajki. Zdarzały się też cukierki chowane na chwytach na zachętę, by sięgnąć wyżej.

Co jest najtrudniejsze w trenowaniu własnej córki?

- Zestawienie dwóch silnych charakterów. Małgosia ma już ukształtowany charakter sportowca - zawodniczki, ja też jestem typem trenera wymagającego, dosyć twardego. Niejednokrotnie ścieramy się na treningach, ale z tego impasu trzeba wyjść szybko bez strat; bez obrażania się i bez urazy w jedną czy drugą stronę.

W typowym układzie trener-zawodnik można wrócić do domu obrażonym na siebie, ale jest czas na odreagowanie, wygaszenie emocji przed kolejnymi zajęciami. Wy tego komfortu nie macie.

- Nie ma czasu na tradycyjne zapanowanie nad emocjami i odrzucenie na bok urazy. Kończymy trening w różnych nastrojach. Czasem jest bardzo udany, a czasem nie, bo siłą rzeczy wiele czasu poświęcamy na doskonalenie słabych stron, co prowadzi do frustracji u młodego, wciąż rozwijającego się zawodnika. Emocje biorą górę, ale nie mogą przekładać się na dalszą część dnia i moją rolę rodzicielską. 

Jak sobie z tym radzicie?

Małgosia: - Najlepiej działa rozmowa twarzą w twarz. Ale to są krótkie spięcia, często na treningu problem rozwiązuje się sam. Dogadujemy się.

Sebastian: - Dwa słowa: cierpliwość i konsekwencja.

Tata wspomniał, że masz charakter sportowca. Czym się objawia na ściance?

- Chociażby tym, że nie potrafię już zrezygnować z treningu. To moja codzienność, część życia. Dzień bez ścianki czy skałek jest dla mnie stracony. 

Zawody są nagrodą za ten wysiłek?

- Tak, właściwie odkąd zaczęłam jeździć na zawody, tak do tego podchodzę. To chwile dla mnie, kiedy mogę sama decydować, jaką drogą pójdę, jakie błędy mogę popełnić, jak je naprawić...

Co na to tata?

- Zawody są dla nas urozmaiceniem treningu. Wiadomo, że jedne są ważniejsze, szykujemy się specjalnie pod nie. To Puchar Polski, mistrzostwa Polski, mistrzostwa Czech, imprezy międzynarodowe. W międzyczasie jest też sporo zawodów pomniejszych, albo takich, gdzie Małgosia startuje z dorosłymi zawodnikami. Dla nas to tylko i wyłącznie jednostka treningowa, przerwanie monotonii, nabywanie doświadczeń. Chcę podkreślić stanowczo, że na tym etapie rozwoju wynik zawodów nie jest najważniejszy. Tu nie ma porażek.

Dla dzieci wynik pewnie jest bardzo ważny?

- Tak, dzieciom towarzyszą silne emocje, również rozczarowania, ale tak szybko jak przychodzą, tak mijają. To jest charakterystyczne dla zawodów dziecięcych - w jednej chwili mogą pojawić się łzy, a za moment wszyscy razem dobrze się bawią.

Małgosiu, mimo młodego wieku masz już pokaźny staż treningowy i startowy, a także sporą kolekcję medali i pucharów. Jak reagują na to wszystko twoi rówieśnicy?

- Nie chcą uwierzyć, dopóki nie zobaczą na własne oczy. Wchodzą do domu, widzą puchary, medale, wtedy zaczynają pytać, otwierać się na wspinaczkę. Z mojej klasy większość osób wie, czym się zajmuję po lekcjach. 

Zabierasz koleżanki i kolegów na ściankę?

- Kilka razy się zdarzyło. Jedna koleżanka opowiadała, że później dalej się wspinała. A z sąsiadką parę razy byłam na ściance. 

Co mówisz rówieśnikom, kiedy pytają czy warto poświęcić się sportowi?

- Że gdyby nie zawody i wyjazdy nie zwiedziłabym kawałka świata, a przede wszystkim nie poznała wielu znajomych i przyjaciół, z którymi łączy nas wspólna pasja. 

To teraz zapytam tatę, jak łączycie profesjonalny sport i częste wyjazdy z nauką?

- Bardzo trudna kwestia... Ale też ważna cecha sportu, bo ten uczy organizacji. Wymaga bardzo dobrego zarządzania czasem, samokontroli, a w przypadku dzieci i młodzieży również pilnowania obowiązków szkolnych. W naszym teamie mama pełni tę odpowiedzialną rolę, by materiał szkolny został przerobiony. 

Dajecie radę?

- Jak dotąd tak. Wszystkie świadectwa Małgosia ma z wyróżnieniem. Dopóki kwestia szkoły nie zostanie w jakikolwiek sposób, mówiąc kolokwialnie, zawalona, będziemy kontynuować ustalony cykl treningowo-startowy. Na razie wszystko się udaje, bo tak jak Małgosia mówiła, trening jest dla niej bardzo ważny. Kiedy pojawia się bunt szkolny, działa ultimatum: jak nie poprawisz ocen, nici z zajęć.

Nie zapytam o to, czy wspinaczka jest bezpiecznym zajęciem dla dzieci, bo gdyby nie była, nie trenowałbyś Małgosi.

- To ja powiem tylko, że jest takim samym zajęciem jak jazda na rowerze.

A co z lękiem wysokości? Jak go oswajać u dzieci?

- Może zacznę ogólnie od oswajania wysokości. Często zdarza się, że na ściankę przychodzą osoby, które deklarują lęk wysokości, a gdy zaczynają się wspinać, przywiązani liną, asekurowani przez partnera, okazuje się, że jest to zadanie prostsze i przyjemniejsze niż im się wydawało. Poza tym na ściance wspinaczkowej nie mamy do czynienia z przepaściami, jakie występują w górach, tu nie ma kilkuset czy kilkudziesięciu metrów powietrza pod stopami.

A ile jest?

- Na początek kilka, z czasem, jak się oswoimy, kilkanaście. Co więcej, sztuczne ścianki są zawsze bardzo dobrze zabezpieczone. Mamy punkty asekuracyjne, liny, cały system zabezpieczeń. Jeśli jednak ktoś się boi wejść 5-6 metrów do góry, a tak też się zdarza, mamy wspomnianą niską ściankę boulderową, z której w każdej chwili możemy zeskoczyć na miękki i bezpieczny materac. 

Dzieci inaczej podchodzą do wysokości?

-  Różnie. Jedne dzieci przychodzą na ściankę i nie odczuwają dyskomfortu związanego z wysokością, inne potrzebują oswoić lęk. Przywyknąć do wysokości, do ruchu w pionie, przewieszeniu. Chodzi o to, by łagodnie pomóc przezwyciężyć takie obawy, by po kilku miesiącach regularnego wspinania można było robić coraz dłuższe i trudniejsze drogi wspinaczkowe. 

Małgosiu, gdzie się widzisz za kilka lat?

- Celuję w duże zawody we wspinaczce sportowej dla seniorów. Mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie.

Rozmawiamy podczas XXV Festiwalu Górskiego w Lądku Zdroju. Na każdym kroku można tu spotkać znane twarze himalaizmu. Myślisz w ogóle o wspinaniu w Karakorum i Himalajach?

- Szczerze mówiąc chodzenie po górach mnie nie kręci. Skały, owszem. Nie myślałam dotąd o wyprawach w te wysokie góry, bardziej o prostym, zwinnościowym wspinaniu w skałach.

A pokonywanie na żywca wielkich ścian jak Alex Honnold? Pytam prowokacyjnie, czekam kiedy tata zacznie się martwić o twoje plany...

Sebastian: - Spokojnie, tata nie zacznie się denerwować. Do tej pory wspinamy się po drogach w pełni ubezpieczonych. Nawet jeśli liczy sobie 25-30 metrów, jest odpowiednio przygotowana. Jeszcze kilka sezonów temu każdorazowo otwierałem drogę, czyli wchodziłem pierwszy, zakładałem ekspresy [przyrząd stosowany do mocowania liny do punktów asekuracyjnych], po czym wspinała się Małgosia. Na koniec robiłem drogę po raz drugi i ściągałem cały sprzęt. W tej chwili Małgosia jest na takim poziomie wspinaczkowym, że sama otwiera drogę, ale ja wciąż ją zamykam, bo to wymaga samodzielnego przewiązania się liną i zjazdu.

Względy bezpieczeństwa?

- Otóż to. Wspomniałeś o Honnoldzie - w przypadku wspinania wielowyciągowego, czy drogi liczącej 200-300 metrów, nie chcę jeszcze pozwalać dziecku na to, by samo się przewiązywało liną. Mamy jeszcze kwestię kontrolowanego zjazdu, musimy zjechać na 2-3 razy w dół, nie zrzucimy liny z dwustu metrów i nie zjedziemy ot tak do podstawy ściany. To się wiąże z całym protokołem bezpieczeństwa, ale najpewniej będzie jednym z elementów rozwojowych Małgosi w perspektywie kilku kolejnych lat. Póki co jest jeszcze za mała na wspinanie się na własnej asekuracji. Minimalizujemy ryzyko jak tylko można.

Pandemia mocno pokrzyżowała wam plany?

- Uziemiła nas, jak wielu innych sportowców. Uniemożliwiła treningi na ściance. Chociaż w klubie jesteśmy u siebie, nie mogliśmy korzystać z całego zaplecza treningowego, bo obiekty sportowe zostały pozamykane.

A wakacje?

Małgosia: - Nie mogliśmy wyjechać za granicę w skały.

Sebastian: - A wakacje zazwyczaj spędzamy pomiędzy Austrią a Włochami, szykując się do największych zawodów dziecięcych, rozgrywanych w tych krajach. W tym roku wszystkie odwołano, więc działaliśmy lokalnie w skałkach. Wracamy od niedawna do cyklu startowo-treningowego, czego efektem w ostatnich tygodniach było zwycięstwo w mistrzostwach Czech.

Masz inne pasje poza wspinaczką?

- Tak, bardzo lubię grać w siatkówkę.

"Tata, ja już się nie chcę wspinać". Dopuszczasz taki głos od córki za jakiś czas?

- No pewnie.

I co wtedy zrobisz?

- Nic. Najważniejsze, żeby robiła w życiu to, co sprawia jej frajdę.

***

Zdjęcia zamieszczone w artykule publikujemy dzięki uprzejmości ich autorów: Oli Drutkowskiej i Szymona Aksienionka. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL