Korzystając z uroków wakacji, postanowiłem ponownie wybrać się do Bałtowa. To miejsce znam od lat. Pierwszy raz odwiedziłem je mniej więcej 13 lat temu, kiedy kojarzyło się przede wszystkim z Jura Parkiem i dinozaurami. To była moja czwarta lub piąta wizyta w przeciągu lat. Dzisiaj mamy już Bałtowski Kompleks Turystyczny, który przez lata mocno się rozrósł.
Po tegorocznej wizycie mam mieszane uczucia, a wręcz mogę powiedzieć, że pozostał pewien niesmak.
Bałtów po latach. Dinozaury zeszły na dalszy plan
Tym razem wyjazd był dość spontaniczny, popołudniowy, dlatego nie miałem czasu na zobaczenie wszystkiego. Skupiłem się głównie na ścieżce z dinozaurami. I może właśnie dzięki temu jeszcze mocniej zobaczyłem, jak niekorzystnie zmieniła się część kompleksu.
Nie mam nic przeciwko temu, że miejsce się rozwija. Wręcz przeciwnie. Dodatkowe atrakcje mogą przecież przyciągać turystów, a aktywny wypoczynek zawsze jest dobrym pomysłem.
Dinozaury mogą być świetną lekcją nauki
Od początku podobała mi się idea Bałtowa. W końcu trudno chyba o lepszy sposób na zainteresowanie dziecka nauką niż ogromne dinozaury stojące przy ścieżce. Dziecko może zobaczyć coś, co wcześniej znało przede wszystkim z książek, filmów czy szkolnych lekcji, a przy okazji dowiedzieć się czegoś o świecie, który istniał miliony lat temu.
I właśnie takich miejsc potrzeba. Warto zaszczepiać w dzieciach zainteresowanie nauką i przyrodą, żeby w przyszłości nie kojarzyły jej wyłącznie z zapamiętywaniem regułek, wzorów czy (w przypadku geografii) nazw stolic i dopływów Wisły.
Sama ścieżka z dinozaurami nadal może być ciekawa. Problem w tym, że przez lata niewiele się na niej zmieniło. Pojawiają się za to kolejne atrakcje w innych częściach kompleksu.
Podczas tegorocznej wizyty zwróciłem uwagę na zaniedbane, zamszone ślady dinozaurów. Dotyczy to zarówno odlewów, jak i prawdziwych śladów zachowanych na skałach. Brakuje też nowych eksponatów, które mogłyby sprawić, że nawet osoba odwiedzająca Bałtów po raz kolejny znajdzie coś nowego.
Na końcu ścieżki znajduje się muzeum i tutaj naprawdę trudno mi narzekać. Jest eleganckie, nowoczesne i można w nim zobaczyć bardzo ciekawe skamieniałości. Tylko co z tego, skoro większość odwiedzających nawet do niego nie zagląda? Podczas mojej wizyty (a byłem tam co najmniej pół godziny) przeszło zaledwie kilka osób. Pierwsza grupka 3 osób rzuciła komentarz o robakach patrząc na amonity po czym wyszła. Nieco dłużej została rodzina z małym dzieckiem.
Na samej ścieżce można zresztą spotkać geologa, który brał udział w odkryciach prowadzonych na tym terenie. To osoba posiadająca wiedzę, która mogłaby być ogromną wartością dla całego miejsca. Tymczasem ubrano go w filmowy strój podróżnika i umieszczono w budce na uboczu. Trudno sobie wyobrazić, że osoba z taką wiedzą została potraktowana marginalnie. Tymczasem karuzele i dmuchańce widać z daleka.
Czy nie warto, żeby opiekował się tym muzeum i opowiadał o okazach i dawnej Ziemi? Ale nie, siedzi w tym stroju podróżnika i co chwilę mówi wchodzącym na mostek turystom, którędy przejść do głównego wejścia... wiecie co, to wręcz smutne.

Park rozrywki pełen ludzi
Najbardziej uderzyło mnie porównanie zainteresowania poszczególnymi atrakcjami. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się kącik archeologiczny, pojawiła się konstrukcja przypominająca jaskiniowe igloo. Nie, nie z nowymi eksponatami. Z trampolinami. Tutaj zainteresowanie było zdecydowanie większe, a przynajmniej wśród tych, którzy przechodząc obok dinozaurów szukali wejścia. Czy nie lepiej byłoby wykorzystać tej przestrzeni, żeby zrobić zadaszone ekspozycje z interaktywnymi eksponatami, kóre mogłyby zniszczyć się "pod chmurką"?
Co ciekawe, nawet plac zabaw, który kiedyś przyciągał dzieci, tym razem świecił pustkami. Za to znajdujący się niedaleko park rozrywki dosłownie pękał w szwach. Trampoliny, dmuchańce, kino 5D, salon gier, karuzele... No przecież tego nie ma nigdzie w Polsce, prawda? No okej, dmuchańce zdaje się były z namalowanymi dinozaurami.

A więc tak - dinozaury można zobaczyć w pół godziny, do tego dmuchańce z dinozaurami, pamiątka w sklepiku i można powiedzieć: zaliczone. Turyści byli w Bałtowie. Wow! Ale czy tego chcemy od miejsca popularyzującego naukę?
Współczesne centra nauki coraz częściej pokazują, że nauka może być zabawą. Można zainteresować dziecko wiedzą poprzez doświadczenie, interakcję i ciekawą opowieść. W Bałtowie mam natomiast wrażenie, że nauka stała się dodatkiem. I momentami dodatkiem przede wszystkim reklamowym, bo przecież dinozaur na plakacie wygląda świetnie.
Oceanarium to miejsce, które moim zdaniem zostało zniszczone
Najbardziej szkoda mi jednak prehistorycznego oceanarium. Pamiętam je jako jeden z ostatnich punktów ścieżki. Miejsce, na które czekałem, było swego rodzaju kropką nad "i". Trochę jak prawdziwe oceanarium, tylko zamiast żywych ryb można było zobaczyć animowane prehistoryczne stworzenia wodne w okularach 3d. Miało swój klimat i było ciekawym uzupełnieniem całej opowieści o prehistorii. No i ten Megalodon na końcu. Naprawdę robił wrażenie.
Niestety, tamto oceanarium zlikwidowano, a jego miejsce zajęła gra VR. Samo oceanarium przeniesiono natomiast do osobnego budynku przy parku rozrywki. I tutaj mam największy problem. Z fajnej atrakcji edukacyjnej, która pasowała do ścieżki dinozaurów, powstał moim zdaniem po prostu drogi kicz.
Za 30 złotych dostajemy około 10-minutowy film, który trudno nazwać oceanarium. To raczej krótki, animowany film akcji. Największą atrakcją jest chyba ruszająca się podłoga. Efektowny bajer, ale z edukacją ma niewiele wspólnego.

Co więcej, do środka nie można wejść z małymi dziećmi, ponieważ pojawiają się sceny walki zwierząt, które mogą je przestraszyć.
Za to lokalizacja jest idealna dla parku rozrywki. I chyba właśnie tutaj leży sedno problemu. Dawniej oceanarium było częścią opowieści o prehistorii. Dzisiaj jest kolejną atrakcją rozrywkową.
A szkoda, bo potencjał był naprawdę duży.
Ale żeby nie było - jeśli zabierzecie tam dzieci, będą zapewne zachwycone (ale w bilecie kompleksowym, bo 30 złotych na osobę bym za to nie zapłacił drugi raz). Ja patrzę bardziej od strony popularyzatorskiej, stąd ta krytyka.
Miejsce nadal ma potencjał
Tym razem, ze względu na późną porę, nie odwiedziłem zwierzyńca ani safari. Dlaczego tak mocno to podkreślam? Ponieważ te miejsca, wchodzące w skład kompleksu bardzo dobrze wspominam z poprzednich wizyt. Można było przejechać się autobusem pomiędzy zwierzętami i dowiedzieć się wielu ciekawostek. Mam nadzieję, że tutaj niewiele się zmieniło (a jeśli już to na plus), bo te atrakcje nadal mogę polecić.

Dobrze wspominam też wizytę w Sabatówce na kawie z kawałkiem ciasta. Podoba mi się również to, że w kompleksie promowane są inne aktywności sportowe. Ruch zawsze jest potrzebny, szczególnie w czasach, gdy tak wiele czasu spędzamy siedząc.
Dlatego nie chcę narzekać na sam fakt, że Bałtów się rozrasta. Rozwój turystycznego kompleksu jest czymś naturalnym. Problem w tym, że mam wrażenie, iż gdzieś po drodze najważniejsza część tego miejsca zaczęła schodzić na dalszy plan.
Dinozaury były przecież tym, co wyróżniało Bałtów. Były punktem wyjścia do rozmowy o geologii, paleontologii i historii życia na Ziemi. Mogły być czymś więcej niż tylko dużymi figurami, przy których bezmyślnie robi się zdjęcia.
Trochę więc marudzę. Ale robię to właśnie dlatego, że Bałtów znam od wielu lat i pamiętam, dlaczego to miejsce było dla mnie ciekawe.
Nie mam nic przeciwko dmuchańcom, trampolinom czy karuzelom. Niech będą. Tylko chciałbym, żeby obok nich nadal było miejsce na prawdziwą naukę i ciekawość świata.
Bo rozrywki mamy dzisiaj wszędzie pełno. A dobrze zrobione miejsce, które potrafi sprawić, że dziecko zacznie interesować się nauką, jest znacznie trudniej znaleźć.
Co zjeść w Bałtowie?
Park jest czynny do godziny 18. Przy takiej ilości atrakcji można by powiedzieć tylko do 18.00. Bo wybranie się rodziną na obiad może zabrać nawet godzinę. I tu miła niespodzianka. Bo obiad można zjeść także po zamknięciu, restauracja jest czynna dłużej. Wybrałem tę przy przystanku żółtych autobusów szkolnych.
Bałem się, że do jedzenia będzie szybka smażenina, które staram się unikać. Ale byłem pozytywnie zaskoczony. Zjadłem naprawdę smaczną karkówkę. A i dla roślinożerców jest coś do wyboru. Uwagę zwracają przy tym sympatyczne oznaczenia. Dania mięsne oznaczone były tyranozaurami, zaś warzywne - diplodokami.
Kawałek dalej jest jeszcze inna restauracja, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
Czy warto wybrać się do Bałtowa?
Mimo mojej krytyki, zdecydowanie polecam wybrać się do Bałtowa. Ale zarezerwujcie na to minimum jeden dzień od otwarcia do zamknięcia z biletem kompleksowym. Jest też możliwość noclegu, więc 2-3 dniowy wypad też jest możliwy. Mnóstwo atrakcji zapewni rozrywkę nie tylko na czas letniego wypoczynku, ale także zimą. Wówczas stoki można wykorzystać do szusowania na nartach, a później wyskoczyć do Sabatówki, która na pewien czas zamienia się w wioskę św. Mikołaja.
Tylko warto zatrzymać się chwilę przy dinozaurach i przeczytać coś więcej niż samą, często dziwnie brzmiącą nazwę gada.












