Międzynarodowy zespół 24 biologów morskich alarmuje, że masowe postoje jednostek handlowych w Zatoce Perskiej i Omańskiej mogą wywołać bezprecedensowy kryzys ekologiczny o zasięgu globalnym. Gdy statki wreszcie ruszą, na swoich kadłubach rozniosą po świecie organizmy inwazyjne, patogeny i larwy, zagrażając ekosystemom, rybołówstwu i akwakulturze.
Pod koniec lutego bieżącego roku, po atakach USA i Izraela na Iran, Teheran ograniczył ruch przez Cieśninę Ormuz, czyli jeden z najważniejszych szlaków morskich świata, którym normalnie przepływa około 20 procent globalnego handlu ropą. W efekcie w Zatoce Perskiej i Zatoce Omańskiej utknęło ponad 1500 dużych jednostek handlowych, w tym setki tankowców.
Groźba globalnej katastrofy przez stojące statki w Cieśninie Ormuz
Setki kolejnych cumowały po zewnętrznej stronie cieśniny. To największa nieplanowana koncentracja unieruchomionych statków w historii nowoczesnej żeglugi. Zwykle jednostki spędzają w porcie zaledwie jeden do trzech dni. Tutaj wiele z nich stało miesiącami, w szczycie sezonu wzrostu organizmów morskich i w wodach o ekstremalnych warunkach, czyli temperaturze nawet 38 stopni Celsjusza i zasoleniu powyżej 40 psu.
Jak tłumaczą naukowcy, długie postoje powodują gwałtowne porastanie biologiczne, czyli osadzanie się mikroorganizmów, glonów, wodorostów, pąkli, małży i innych bezkręgowców na jednostkach. Po około 10 dniach bez ruchu, ochronne powłoki kadłuba tracą skuteczność, a kolonizacja przyspiesza. W ciepłych wodach zatoki organizmy rozmnażają się masowo. Pąkle potrafią uwalniać miliony larw. Musimy mieć na uwadze fakt, że statki przybyły z różnych regionów świata, niosąc własne organizmy, a teraz zbierają lokalne gatunki z zatoki. Po wznowieniu rejsów te mieszanki trafią do portów na całym globie.
Badanie opublikowane w czasopiśmie prestiżowym Biological Invasions opisuje sytuację jako idealną do wywołania "globalnej katastrofy". Główny autor, profesor Mario N. Tamburri z University of Maryland Center for Environmental Science, mówi wprost: "Gdybyście mieli zaprojektować najgorszy scenariusz, nie wiem, czy dałoby się to zrobić lepiej. To katastrofalny zbieg okoliczoności". Naukowcy ostrzegają, że skala i czas trwania postoju nie mają precedensu.
Skutki tej katastrofy mogą trwać dekady
Gdy flota ruszy, może dojść do masowego wprowadzania gatunków obcych, które konkurują z rodzimymi organizmami, powodują lokalne wymieranie, przenoszą pasożyty i choroby oraz trwale zmieniają ekosystemy, od raf koralowych po łąki trawy morskiej i łowiska. Najbardziej zagrożone są porty o podobnych warunkach hydroklimatycznych, a mianowicie w takich krajach jak: Indie, Singapur, Grecja, Hiszpania, Holandia oraz państwa Bliskiego Wschodu. Historyczny przykład pokazuje, jak groźne bywają takie inwazje. Na przykład małż z rodziny racicznicowatych, który w latach 80. dotarł do Wielkich Jezior Ameryki Północnej właśnie ze statkami, generował miliony dolarów strat.
Autorzy badania wzywają do natychmiastowych działań: czyszczenia kadłubów w wodzie z przechwytywaniem odpadów przed wypłynięciem z regionu, oceny ryzyka poszczególnych jednostek, monitoringu i wczesnego wykrywania w portach wysokiego ryzyka oraz międzynarodowej koordynacji między armatorami, władzami portowymi i służbami ochrony środowiska. Eksperci tłumaczą, że jeśli nie zaaragujemy, skutki mogą być odczuwalne przez dekady na całym świecie.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 95 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!












