Zajrzał do jaja, podróżował z dinozaurami. Attenborough stał się rewolucją
Dla nas dzisiaj brzmi to aż niewiarygodnie, ale kiedy w 1954 r. David Attenborough zrealizował pierwszy program "Zoo Quest" i udał się w tym celu do Sierra Leone w Afryce, widzowie pierwszy raz mogli zobaczyć film pokazujący zwierzęta w naturalnym środowisku. To był przełom, wszyscy zbierali szczęki z podłogi. David Attenborough - mistrz kina przyrodniczego - skończył 100 lat.

W skrócie
- Gdy David Attenborough w 1954 roku zrealizował pierwszy program pokazujący zwierzęta w ich naturalnym środowisku, było to dla widzów zupełnie nowe doświadczenie.
- Jego twórczość ewoluowała przez ponad 70 lat, wykorzystując coraz nowocześniejsze technologie i skupiając się na unikalnych tematach przyrodniczych.
- Attenborough jest rozpoznawalny dzięki charakterystycznemu, spokojnemu stylowi narracji oraz podejściu, w którym pozostaje obserwatorem przyrody.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Brzmi to ciut archaicznie i w dzisiejszych czasach, gdy każdego dnia na wielu kanałach mamy mnóstwo filmów przyrodniczych, nie robi wrażenia. Wtedy robiło, gdyż nigdy wcześniej ludzie nie mieli okazji oglądać tak sfilmowanej przyrody w naturalnym środowisku. Dotąd zwierzęta widywali jedynie w zoo, może jakichś rycinach albo wypchane w muzeum. Tymczasem brytyjska BBC pokazała im film, na którym filmowiec i przyrodnik wyprawia się do lasu tropikalnego, szuka tam zwierząt i pokazuje życie zwierząt w tym naturalnym środowisku. Widzowie poczuli się tak, jakby tam byli.
Też mi rewelacja - ktoś powie, biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj takich filmów mamy na pęczki i możemy przenieść się do Afryki, Australii czy nawet na Antarktydę jednym przyciskiem pilota. Tym większe wrażenie robi fakt, że minęło od tamtej pory ponad 70 lat, a David Attenborough... od lat już sir David Attenborough wciąż jest na szczycie twórców filmów przyrodniczych. Nikt nie zarzuca mu archaiczności, boomerstwa, robienia tego co wszyscy. Przeciwnie, pozostał wzorem i królem kinematografii przyrodniczej. Dlaczego?

David Attenborough był jak Tomek Wilmowski
Bo ewoluował. Niczym przykład darwinowskiej teorii, której jest gorącym orędownikiem, sam dokonał ewolucji swojej twórczości. Dość powiedzieć, że gdy w 1954 r. realizował "Zoo Quest", robił to na zlecenie londyńskiego ogrodu zoologicznego. Podczas realizacji cyklu "The Pattern of Animals" czyli "Zwierzęta w kamuflażu" w 1953 r., poznał Jacka Lestera z zoo w Londynie. Zaprzyjaźnili się i Lester zaprosił go na wyprawę do Afryki, podczas której miał poszukiwać okazów do zoo, w tym nieuchwytnego ptaka zwanego sępowronką żółtogardłą, której w kolekcji nie miało wtedy żadne zoo świata.
David Attenborough był wtedy młodziutkim twórcą. Zrealizował chwalony film o latimerii - niesamowitej rybie podobną do tych, które wymarły w mezozoiku, a jednak odnalezioną w Oceanie Indyjskim i zwaną przez to "żywą skamieniałością". Zrealizował też teleturniej "Zwierzę, roślina czy minerał?", w którym uczestnicy rozpoznawali okazy ze zbiorów brytyjskich muzeów - jeden z pierwszych teleturniejów telewizyjnych, jakie w ogóle powstały na świecie (najstarsze sięgają 1938 r.). Attenborough odpowiadał w nim za dobór artefaktów.
"Zwierzęta w kamuflażu" były jego pierwszą serią przyrodniczą i młody filmowiec zapragnął zrealizować ich więcej, widząc jak są dobrze przyjmowane. Nikt dotąd nie wprowadzał przyrody do telewizji, a tym bardziej nikt nie pokazywał jej w naturalnym środowisku. David Attenborough postanowił to zrobić.
Był jak Tomek Wilmowski z książek Alfreda Szklarskiego o chłopcy chwytającym na świecie zwierzęta dla nowoczesnego ogrodu zoologicznego Carla Hagenbecka w Hamburgu. Tyle, że on te zwierzęta i ich środowisko także nagrywał i pokazywał. To zmieniło postrzeganie przyrody i zmieniło telewizję raz na zawsze.
Ludzie pierwszy raz widzieli zwierzęta w ich środowisku
Seria "Zoo Quest" miała kilka odcinków, w ramach których David Attenborough z ekipą BBC odwiedził m.in. Sierra Leone, Gujanę, Paragwaj, Nową Gwineę, Zambię (wtedy Rodezję Północną) czy Madagaskar, gdzie pokazał lemury, tenreki i skorupy ogromnych jaj wymarłych mamutaków - wielkich ptaków madagaskarskich. Ludzie nigdy czegoś podobnego nie widzieli wcześniej.
Od tamtej pory minęło ponad 70 lat i sposoby pokazywania przyrody przez Davida Attenborough zmieniały się. Nie wahał się on sięgać po najnowocześniejsze osiągnięcia techniki, łącznie ze specjalnymi kamerami zdatnymi do umieszczania ich w najbardziej niedostępnych miejscach - w koronach wysokich drzew, dziuplach, norach, w termitierach. Tworzył dzieła pokazujące obecną przyrodę i rekonstruujące tę wymarłą np. "Prehistoryczna planeta", cykl nowy i przełomowy, bowiem sięgający po odkrycia i ustalenia paleontologiczne nie z ostatnich lat, ale nawet miesięcy!
Do niektórych tematów wracał. Wyprawa na Madagaskar i sklejanie skorup jaj mamutaków zaowocowały np. potem filmem "Jajko: cud natury", a wyprawa na Nową Gwineę rozwinęła się potem w kapitalny film "Rajskie ptaki Davida Attenborough". Wiele jego filmów było przełomowym pochyleniem się nad tematami, których nikt nie tykał. Nie tylko "Jajko: cud natury", ale także "Życie ssaków", "Życie gadów i ssaków", "Zadziwiające życie bezkręgowców" czy niesamowite "Sekretne życie roślin", które dokonało botanicznej rewolucji. Za to "Życie na Ziemi", "Życie na planecie Ziemia" czy "Błękitna planeta" to kanon. Niektóre realizował sam, w innych był narratorem z tym swoim charakterystyczny, spokojnym głosem i angielskim akcentem.

David Attenborough nigdy nie krzyczy. Raczej szepcze
To zapewne drugi powód wielkiego sukcesu Davida Attenborough. W czasach wrzasku i hałaśliwości, w czasach kaskady informacji i bodźców, wirujących virali i krótkich rolek, on tworzy filmy pokazującym prawdziwe tempo życia. Niekiedy szybkie, niekiedy niespieszne. W swoich filmach nigdy nie krzyczy, za to bardzo często szepcze, pokazując że tak podgląda się przyrodę - w ciszy i skupieniu, bez harmidru. Wreszcie nie robił i nadal rzadko robi to, co jest tak popularne w dzisiejszym świecie - nie kręci zbyt wielu filmów o sobie. Na ekranie pojawia się, gdy musi. Nie łapie zwierząt za ogon, nie wyciąga z nor i nie opowiada nam, jakie to niebezpieczne i niesamowite.
Pozostał gościem w świecie przyrody. Gościem uważnym, tyle tylko że z kamerą.









