Reklama

Człowiek do poprawki, czyli bioniczne ulepszenia na życzenie?

Jeszcze niedawno oglądając filmy sci-fi mieliśmy pewność, że obrazy wyświetlane na ekranie to czysta fikcja albo co najwyżej mocno odległa przyszłość, ale sytuacja się zmienia i coś, co kiedyś wydawało się niemożliwe, dzieje się na naszych oczach.

Człowiek do poprawki, czyli bioniczne ulepszenia na życzenie

Latające samochody, sztuczna inteligencja, roboty, systemy identyfikacji twarzy czy modyfikacje ciała poprawiające możliwości użytkownika - wszystko to dobrze znamy, bo oglądaliśmy wiele razy w filmach czy grach wideo, zastanawiając się przy okazji, czy to w ogóle będzie kiedyś możliwe. Jak się jednak okazuje część tych pomysłów dawno przestała być już science fiction i powoli staje się naszą rzeczywistością.

Oczywiście do momentu, kiedy będziemy mogli jak w Deus Ex czy Cyberpunk 2077 iść do specjalnej kliniki, żeby wymienić sobie rękę czy oko na lepszy model, a ograniczać będą nas jedynie finansowe możliwości, jeszcze daleka droga (i być może nigdy nie dojdziemy do jej kresu), ale... samochody już latają, AI dokonuje niemożliwego, roboty coraz trudniej odróżnić od ludzi, systemy identyfikacji są już na części lotniskach i ulicach, a osoby po amputacji kończyny mogą liczyć na bardzo zaawansowane zastępstwo.

Reklama

Bionika i żołnierze przyszłości

Głównie za sprawą bioniki, czyli interdyscyplinarnej dziedziny nauki, która zajmuje się wspomaganiem ludzkiego ciała urządzeniami, które nie tylko naśladują naturalne działanie, ale coraz częściej oferują też dodatkowe możliwości. Mowa zarówno o takich popularnych rozwiązaniach, jak implant ślimakowy dla osób niesłyszących (składający się z dwóch części, zewnętrznej i wewnętrznej, wszczepianej pod skórę), jak i tych zdecydowanie bardziej futurystycznych, nad którymi w tajemnicy pracuje wiele ośrodków naukowych i... militarnych. 

Coraz częściej słyszymy bowiem o wszczepach, za pomocą których armie niektórych krajów chcą tworzyć “żołnierzy przyszłości". I choć pomysł wydaje się dość kontrowersyjny, to stosowne zgody w ubiegłym roku wydała choćby Francja - mowa tu o terapiach medycznych, protezach i implantach, który poprawiają możliwości fizyczne, kognitywne, percepcyjne i psychologiczne, a do tego umożliwiają stałe śledzenie pozycji oraz łączność z systemami zbrojnymi i innymi żołnierzami. Mało? To co powiecie na rozwiązania, których zadaniem ma być wyłączenie bólu, zmęczenia czy strachu w przypadku przejęcia przez wrogie siły?

Co prawda przy okazji usłyszeliśmy, że wszystko w zgodzie z "zasadami wojskowymi, prawami człowieka i fundamentalnymi wartościami", więc żołnierze nie będą modyfikowani w sposób, który mógłby wpłynąć na ich człowieczeństwo, wolną wolę, ocenę sytuacji czy sprawiał problemy w życiu codziennym, ale i tak brzmi to bardzo poważnie. I Francuzi nie są tu osamotnieni, bo podobnie jest w przypadku armii amerykańskiej, która również nie chce zostać w tyle wyścigu zbrojeń, wskazując choćby na zagrożenie ze strony Chin, które mają już testować swoich bionicznych żołnierzy!

Wielu specjalistów z zakresu wojskowości wskazuje wprawdzie, że ewentualny konflikt zbrojny w przyszłości nie będzie się już odbywał w klasyczny sposób, tj. trudno będzie zobaczyć ścierające się ze sobą ogromne armie. Zamiast tego do akcji wkroczyć mają drony, sztuczna inteligencja i hakerzy, ale nie da się ukryć, że wizja cyberżołnierzy jest nieco przytłaczająca i zdecydowanie chętniej zobaczylibyśmy te zdobycze technologiczne w rozwiązaniach cywilnych, pozwalających ludziom z niepełnosprawnościami na powrót do aktywności i samodzielne życie.

Bioniczne kończyny

Na szczęście na tym polu też dużo się dzieje, czego najlepszym przykładem są coraz doskonalsze bioniczne kończyny, które w ramach badań trafiają do niektórych pacjentów, u których konieczna była amputacja. Niestety nie jest to standard i jeśli nie dysponujemy ogromną ilością pieniędzy albo nie mamy szczęścia, by załapać się na taki program, to pozostają nam klasyczne protezy. A szkoda, bo jak wskazują lekarze, amputacje najczęściej mają dewastujący wpływ na zdrowie i kondycję psychiczną pacjentów - powodują ogromny stres, obniżają pozycję ekonomiczną, utrudniają reintegrację i powrót do sprawności po wypadku czy chorobie.

Klasyczne protezy, choć często ułatwiają funkcjonowanie, np. poruszanie po amputacji nogi i również są coraz bardziej zaawansowane, nie pozwalają na pełną kontrolę, przez co zawsze będą sprawiać wrażenie obcych. Pod tym względem znacznie ustępują bionicznym kończynom, które za sprawą bezpośredniego połączenia z ludzkim organizmem, umożliwiają poruszanie, a nawet czucie. Są więc dużo bliższe naturalnym odczuciom i pacjenci zdecydowanie chętniej z nich korzystają - nie bez znaczenia jest też ich cybernetyczny wygląd, który budzi zainteresowanie, przez co ułatwia nawiązywanie kontaktu i przełamanie kompleksów związanych z amputacją, które często towarzyszą pacjentom.

Jak ważna jest to sprawa, pokazuje choćby przypadek 3 pacjentów cierpiących na niedowład, którzy w 2015 roku zdecydowali się na amputację rąk, żeby przetestować bioniczne rozwiązania. Cały proces wymagał nie tylko amputacji, ale i pobrania nerwów z nóg, a następnie wczepienia ich w przedramiona, dzięki czemu możliwa była kontrola nad bioniczną ręką. Szybko okazało się jednak, że było warto, bo choć sztucznej dłoni daleko było wciąż do naturalnej, to umożliwiała pacjentom wykonywanie takich czynności, jak chwytanie i podnoszenie, dzięki czemu mogli nawet nalać sobie wody z dzbanka czy podnieść monetę ze stołu.

Czego najbardziej tu brakowało? Czucia, ale w tym samym czasie DARPA odpowiedziała i na ten problem. Agencja zaprezentowała bowiem bioniczną rękę, dzięki której (w połączeniu z wszczepionymi elektrodami itd.) pacjent mógł nie tylko chwytać obiekty, wyłącznie myśląc o ruchu, czyli posługując się nią tak samo jak prawdziwą kończyną, ale i czuć dotyk. Był to pierwszy w historii system tego typu, który działał w dwie strony, tzn. wysyłał również informacje zwrotne.

Bioniczne oko i implanty wspomagające

Od tych wydarzeń minęło zaledwie 6 lat, ale jak się okazuje w zakresie inżynierii bionicznej to mnóstwo czasu, który został świetnie spożytkowany. W efekcie możemy więc podziwiać coś jeszcze bardziej imponującego niż bioniczne kończy, a mianowicie bioniczne oko, które ma szansę nie tylko przywrócić wzrok milionom niewidomych osób, ale i zaoferować im więcej niż naturalne oko zdrowego młodego człowieka. Nie będziemy się tu zagłębiać w techniczne szczegóły (zainteresowanych odsyłamy do odpowiedniego tekstu) i zaznaczymy tylko, że bioniczne oko ma szersze pole widzenia i lepszy czas reakcji, a także wyższą rozdzielczość i tym samym jakość rejestrowanego obrazu oraz pozwala na lepsze widzenie w nocy.

Na koniec jeszcze nowinka sprzed dosłownie kilku dni - amerykańscy naukowcy szykują się do testów klinicznych małych implantów wszczepianych pacjentom w celu leczenia epilepsji i depresji, a także reumatoidalnego zapalenia stawów, które prowadzi do destrukcji i zniekształcenia stawów, a co za tym idzie upośledzenia ich funkcji oraz inwalidztwa i nawet przedwczesnej śmierci. Jak się okazuje w obu przypadkach skuteczne jest stymulowanie tego samego nerwu, tj. nerwu błędnego, więc z zainteresowaniem będziemy czekać na wyniki badań.

Wydaje się więc, że chociaż w najbliższym czasie możemy zapomnieć o wizjach rodem z filmów science-fiction, czyli wymianie kończyn oraz oczu na udoskonalone sztuczne modele, dające odpowiednio np. większą siłę czy zdolność termowizji, jeśli tylko nas na to stać, to postęp w zakresie medycyny bionicznej jest ogromny.

Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości możliwe będzie powszechniejsze stosowanie bionicznych kończyn u pacjentów wymagających amputacji (szczególnie że coraz więcej rozwiązań powstaje na zasadzie open source i jest drukowana w drukarkach 3D), a osoby niewidome mogą odzyskać wzrok za sprawą bionicznego oka, co pozwoli im na normalne funkcjonowanie, samodzielne życie i reintegrację społeczną. A zastosowania militarne? Biorąc pod uwagę, że niektóre armie dostały już pozwolenia na bioniczne wspomaganie żołnierzy, to możemy mieć pewność, że laboratoria wojskowe nie próżnują. Pytanie tylko, czy naprawdę chcemy wiedzieć, nad czym pracują...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama