Reklama

Te dwa wynalazki na pewno używaliście. Były i są codziennością

Niemal na pewno w waszych kuchniach znajduje się broń, która pozwoliła Brytyjczykom podbić świat. Broń zupełnie niepozorna, ale niezbędna dla każdego, kto marzy o globalnej dominacji. To konserwy.

Metodę zabezpieczania żywności przed psuciem przez przechowywanie jej w hermetycznie zamkniętych pojemnikach poddanych obróbce cieplnej wynalazł Nicolas Appert w 1809 r. we Francji. Wynalazek był odpowiedzią na apel francuskiego rządu o pomoc w opracowaniu środków pozwalających przechowywać żywność na potrzeby marynarki i armii. Metoda Apperta polegała na szczelnym zamknięciu żywności w butelce lub słoiku, podgrzaniu jej do określonej temperatury i utrzymywaniu ciepła przez określony czas, po czym pojemnik miał zostać szczelnie zamknięty. 

Reklama

W 1810 r. Peter Durand z Anglii opatentował stosowanie powlekanych cyną puszek żelaznych zamiast butelek. Nie był jednak zainteresowany masową sprzedażą swojego wynalazku i natychmiast sprzedał swój patent Johnowi Hallowi i Bryanowi Donkinowi za 1000 funtów. Ci założyli komercyjny zakład konserwowy i w 1813 roku pierwsza konserwa została sprzedana brytyjskiej armii. W 1818 roku Royal Navy zużywała 24 000 puszek żywności rocznie

Otwieracze do konserw pozwoliły zrewolucjonizować rynek przetwórstwa żywności

To właśnie te puszki dały Brytyjczykom przewagę, bo pozwalały im podejmować dalekie wyprawy bez obaw o szkorbut czy inne negatywne skutki niedożywienia załóg. Delicje zapakowane do konserwy w Londynie można było bezpiecznie pałaszować choćby u wybrzeży Antarktydy. 

Był jednak jeden problem. Puszki trzeba jakoś otworzyć. Durand był na tyle zajęty opracowywaniem systemu puszkowania żywności, że nie przejął się zbytnio opracowywaniem narzędzi do otwierania puszek. Do zestawów puszek dla Royal Navy dołączano po prostu dłuta. Ale każdy, kto otwierał puszkę nożem, wie, że to ani wygodne, ani bezpieczne. 

Pierwsze otwieracze konserw pojawiły się dopiero w połowie XIX w. i bardzo szybko przybrały oszałamiającą mnogość form i rozmiarów. Zazwyczaj były jednak jakąś formą noża z zakrzywionym ostrzem - wciąż pozostawiały więc spore pole dla wypadków.

Tu na scenę wchodzi amerykański wynalazca. William Lyman urodził się w 1821 roku w Middlefield w stanie Connecticut. Od 15 roku życia pracował jako kowal. Ale jego prawdziwą pasją było majsterkowanie.  Miał na koncie kilkanaście patentów, np. na pokrywki puszek na owoce, na naczynko do masła czy dzbanki do herbaty i kawy. Ale sławę przyniósł mu właśnie otwieracz do konserw

Otwieracze przeszły ewolucję

Podczas gdy poprzednie otwieracze do puszek były w zasadzie wariacjami na temat noża, projekt Lymana był pierwszą próbą ułatwienia procedury otwierania. Puszka miała być przebita w jej środku ostrym metalowym prętem otwieracza. Następnie należało dopasować długość dźwigni do rozmiaru puszki, a samą dźwignię zamocować nakrętką motylkową. Wierzch puszki odcinano poprzez wciśnięcie koła tnącego blisko krawędzi i obrócenie go wzdłuż obrzeża puszki. 

To był pierwowzór wszystkich najpopularniejszych stosowanych dziś otwieraczy - główną różnicą jest to, że dzisiejsze nie wymagają nakłuwania puszki w środku, bo drugie, ząbkowane "koło podające", zapewnia mocniejsze uchwycenie krawędzi puszki, gdy koło tnące krąży wokół obręczy. Ale ta innowacja pojawiła się dopiero w 1925 r., w 35 lat po wprowadzeniu wynalazku Lymana na rynek przez firmę Baumgarten.  

Lyman zapoczątkował jednak rewolucję. Do 1930 roku roczne przychody ze sprzedaży żywności w puszkach w USA wyniosły ponad pół miliarda dolarów

Ale otwieracze do konserw to niejedyne wynalazki znajdujące się w naszych domach, które łatwo przeoczyć - i łatwo zapomnieć, że w ogóle ktoś musiał je wynaleźć. Innym urządzeniem tak powszechnym, że aż trudno o nim myśleć jako o “urządzeniu" są... suwaki

W brzuchu pełno, ale przyda się coś do... trzymania spodni

Od kiedy tylko nasi przodkowie doszli do wniosku, że w przepasce biodrowej jest nieco cieplej, utrzymanie ubrań na miejscu było problemem. Przez tysiąclecia posługiwaliśmy się w tym celu haftkami, klamrami, zatrzaskami czy rzemykami, ale od czasu wynalezienia przez Cywilizację Doliny Indusu niemal 5 tys. lat temu guzików, postęp w tym zakresie był ograniczony. 

Aż do XIX wieku, kiedy wynalazcy, uskrzydleni sukcesami rewolucji przemysłowej, postanowili zrewolucjonizować odzież. Musiał przecież być lepszy, bardziej naukowy sposób na zapinanie i rozpinanie płaszczy, butów czy koszul. 

Pierwsze prototypy zamków błyskawicznych pojawiły się już w 1851 r. Elias Howe opatentował wówczas “Automatic, continuous clothing closure" - “automatyczny, ciągły system zamykania ubrań". W 1891 r. kolejny pomysł na automatyczny suwak opatentował Whitcomb Judson. Był jednak problem. Ani zamek Howe’a ani  Judsona nie działały szczególnie dobrze. Po prostu bez przerwy się rozpinały i psuły. 

Judson nie poddał się jednak. Około 1914 r. zatrudnił młodego, szwedzkiego inżyniera, Gideona Sundbacka, by ten udoskonalił zamek błyskawiczny. Sundback wziął się do zadania z ogromnym animuszem. Zamiast ostrych, zapętlających się o siebie haczyków, wykorzystał mocne i bezpieczne metalowe łączniki. Tam, gdzie wcześniej każdy cal zamka zawierał cztery elementy mocujące, teraz było ich dziesięć. Jako pierwszy dodał też suwak pozwalający na sprawne łączenie ze sobą obu stron zamka. Zamek Sundbacka, ochrzczony przez niego nazwą “Hookless no 2" był szybki, prosty, bezpieczny i niezawodny. 

Był też finansową klapą

Początkowo po prostu nie udało się przekonać klientów, że zamek jest czymś fajnym. Po co eksperymentować, skoro guziki działają doskonale? Kilku krewkich amerykańskich pastorów zaczęło też potępiać zamek z ambony, nazywając go “palcami diabła" - zbytnia łatwość zdejmowania ubrań miała służyć rozwiązłości. 

Mimo takiej reklamy popularność zamków musiała poczekać na wojnę. W 1917 r. nowojorski krawiec Robert J. Ewig zaczął wykorzystywać suwaki Sundbacka do produkcji portfeli, które zdobyły dużą popularność wśród amerykańskich marynarzy, których mundury nie miały kieszeni. Sama amerykańska Marynarka Wojenna do 1918 r. zakupiła ponad 10 tys. suwaków do wykorzystania w różnego rodzaju kombinezonach. 

Prawdziwy przełom przyniosła jednak...zmiana nazwy. “Hookless no 2" nikogo nie porywał. Ale w 1923 r. firma B.F. Goodrich Company wprowadziła do sprzedaży robocze buty z zamkami błyskawicznymi. Ochrzciła je nazwą “zipper", onomatopeją przywodzącą na myśl dźwięk zapinanego zamka. To był strzał w dziesiątkę. Wkrótce zippery zaczęły pojawiać się w obuwiu, bagażu czy odzieży dziecięcej.  

Sundbeck był gotowy. Opracował zupełnie nowe maszyny do produkcji suwaków, które były w stanie przetwarzać stalowy drut na setki metrów suwaków dziennie. Przyszłość stała przed zipperem otworem. Do II wojny światowej zamki błyskawiczne były już dosłownie wszędzie, a zignorowany kiedyś wynalazek zawładnął szafami na całym świecie. I rządzi nimi do dziś. YKK, największy na świecie producent zamków, sprzedaje rocznie zapięcia o łącznej wartości 10 mld dolarów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy