Reklama

Facebook, Google, Amazon i Meta w opałach. Co może się zmienić?

Pandemia była dla firm technologicznych okazją do ustanawiania nowych rekordów zysków. Na pierwszy rzut oka Google, Apple, Meta czy Amazon mogą wydawać się niezniszczalne. Ale nadchodzący rok może okazać się dla nich czasem wielkiej próby.

Głupie Gify mogą okazać się o wiele ważniejsze dla przyszłości internetu, niż ktokolwiek przypuszczał. 

W 2019 r. Facebook wydał 400 mln dolarów za Giphy - jedno z największych na świecie repozytoriów ruchomych obrazków. Kilka lat temu taka transakcja nie zrobiłaby na nikim wrażenia. Firma Zuckerberga rutynowo wydawała miliardy na wykupywanie konkurencyjnych firm, których rozwiązania były szybko integrowane z całym cyfrowym imperium. Po tym, jak Facebook spacyfikował w ten sposób konkurencję z Instagrama czy WhatsAppa ironią losu jest fakt, że właśnie wyszukiwarka gifów okazała się być krokiem za daleko. 

Reklama

W ubiegłym miesiącu brytyjski Urząd ds. Konkurencji i Rynków uznał, że wykupienie Giphy przez Facebooka, przemianowanego w międzyczasie na Meta, narusza swobodę konkurencji i nakazał Amerykanom odsprzedać dopiero co zakupioną firmę. To pierwsza taka decyzja wobec internetowego giganta podjęta gdziekolwiek na świecie. I może zwiastować poważne problemy dla największych koncernów rządzących dziś niepodzielnie siecią. 

Śmierć przez tysiąc draśnięć

Amazon, Apple, Meta Google i Microsoft w sumie warte są na giełdzie około 10 bln dolarów. Wszystkie firmy notowały w trakcie pandemii rekordowe wpływy (Wielka Piątka zarobiła w tym okresie 2,4 bln dol.) - co nie powinno nikogo dziwić w sytuacji, w której większość naszego życia w trybie natychmiastowym przeniosła się do sfery online. 

Ale wraz z rosnącą wartością rośnie też uwaga, z jaką ich poczynaniom przyglądają się organy antymonopolowe na całym świecie. Do tej pory internetowym koncernom udawało się unikać zbytniego zainteresowania regulatorów, i uchodzili na sucho mimo tworzenia prawdziwych globalnych hegemonii. Ta epoka może się skończyć w 2022 r.  

Ostatnie działania, jakie organy antymonopolowe podjęły wobec technologicznych gigantów miały miejsce jeszcze w latach 90. kiedy o krok od rozbicia znalazł się Microsoft. Ostatecznie firmie się upiekło. Zapłaciła “tylko" pół miliarda dolarów grzywny i została zmuszona do tego, by zdecydowanie ułatwić stosowanie w systemie Windows alternatywnych przeglądarek do internetu i zaprzestać dołączania do systemu Media Playera. Tym razem na takich drobnych ustępstwach może się nie skończyć. 

Amerykański prezydent powołał niedawno pierwszy zespół antymonopolowy z prawdziwego zdarzenia. W jego skład wchodzą Tim Wu (na nowo utworzone stanowisko szefa polityki konkurencji w Krajowej Radzie Gospodarczej), Lina Khan (przewodnicząca Federalnej Komisji Handlu) i Jonathan Kanter (szef wydziału antymonopolowego Departamentu Sprawiedliwości). Każdy z nich jest zagorzałym zwolennikiem rozbijania monopoli. Wielu z członków zespołu pracowało dla firm wysuwających roszczenia antymonopolowe przeciwko Big Tech. Swoje własne działania wymierzone w technologiczne monopole nasila także Komisja Europejska. 

“Wszystko wskazuje na to, że to będzie rok Tech Takedown" mówił MarketWatch Bhaskar Chakravorti, dziekan ds. globalnego biznesu Tufts University. “Niepokojące dla szefów tych firm jest wiele drobnych działań w Federalnej Komisji Handlu, Departamencie Sprawiedliwości i Kongresie, które stworzą efekt tysiąca małych cięć"

Koniec wielkich zakupów

Rządy mogą uderzyć w Big Tech na trzy sposoby. Poprzez blokowanie przejęci i fuzji, tak jak to zrobili Brytyjczycy w przypadku Giphy, przez ustawy stymulujące konkurencję i ograniczające dominację platform technologicznych oraz przez wymierzone w Big Tech pozwy. 

Niemal pewne jest to, że okres wielkich przejęć i fuzji w branży technologicznej już minął. Ofiarą tego ostrzejszego podejścia padła już Nvidia, która usiłowała przejąć za 40 mld dol. brytyjskiego dostawcę układów scalonych Arm Ltd. Amerykańska FTC uznała, że taki ruch w nieuczciwy sposób osłabiałby rywali Nvidii, korzystających dziś z rozwiązań Arm.  FTC przygląda się już także ogłoszonym przez Meta planom nabycia za 400 mln dol. aplikacji fitness Supernatural VR. A to, jak istotne dla rozwoju Big Tech były przejęcia najlepiej ilustruje fakt, że opublikowane we wrześniu badanie FTC doliczyło się w latach 2010-2019 616 przejęć dokonanych przez Amazon, Apple, Google, Meta i Microsoft, które nie przekroczyły wartości 92 mln dol, powyżej której musiałyby być zgłaszane władzom federalnym, ale były warte co najmniej 1 mln dol. 

Dotychczasowe zakupy gigantów też znalazły się pod lupą. FTC złożyła już pozew, który potencjalnie może zmusić Meta do rezygnacji z Instagrama i WhatsAppa. Amerykański Departament Sprawiedliwości przygotowuje się także do procesów z Google i Apple. Ta pierwsza firma jest oskarżana o stworzenie monopolu na rynku reklamy cyfrowej, ta druga o niekorzystne dla wolnej konkurencji praktyki biznesowe w App Store. Apple procesuje się także w tej samej kwestii z Epic Games. Ta sprawa trafiła przed sąd antymonopolowy. W pierwszej instancji sędzia uznał, że koncern z jabłkiem nie złamał prawa antymonopolowego, ale nakazał firmie dopuszczenia stosowania przez sprzedawane w sklepie aplikacje zewnętrznych systemów płatności, nieobciążonych marżami na rzecz Apple. 

Czarne charaktery

Kluczowym problemem dla wielkich firm technologicznych jest jednak coraz gorsza prasa, jaką cieszą się firmy. Reputacja Facebooka legła w gruzach po tym, jak sygnalistka Frances Haugen ujawniła dokumenty ujawniające to, że firma doskonale zdawała sobie sprawę z negatywnych skutków swojej działalności, ale nie potrafiła albo nie chciała nic z nimi zrobić. Zmiana nazwy na Meta niewiele pomogła. 

Coraz większy kaliber zarzutów stawianych Big Tech - o tworzenie monopoli, niszczenie konkurencji, o fatalny wpływ na stan demokracji i zdrowia psychicznego użytkowników, o brak nadzoru nad szerzeniem się na ich platformach kłamstw, nienawiści i treści powiązanych z przestępczością, o naruszanie praw pracowników - sprawia, że prawodawcy na całym świecie coraz śmielej myślą o tym, by utemperować działania Wielkiej Piątki przy pomocy przepisów podcinających im skrzydła. 

Unia Europejska, która już raz zadarła z gigantami, wprowadzając przepisy RODO, szykuje kolejne ciosy. Szefowa unijnych programów antymonopolowych Margrethe Vestager prze naprzód z dwoma projektami, które mają służyć ograniczeniu technologicznych monopoli. projekty Ustawy o rynkach cyfrowych (DMA) i Ustawy o usługach cyfrowych (DSA), przeszły przez cykl legislacyjny z zaskakującą szybkością. DMA ma na celu zmuszenie firm takich jak Google do oferowania bardziej równych warunków konkurentom, którzy są zmuszeni do stosowania ich platform. DSA zmusiłoby internetowych gigantów do ściślejszego monitorowania treści i wyłapywania tych, które są niezgodne z prawem. Negocjacje dotyczące obu aktów mają rozpocząć się w UE w styczniu, a same dyrektywy mogłyby wejść w życie w 2024 r. 

Amerykanie, którzy długo powstrzymywali się od działań antymonopolowych, także zabierają się do działania. Kongres przygotowuje ustawę, która objęłaby prywatność Amerykanów podobną ochroną jak ta, którą dziś cieszą się Europejczycy. Na razie zbliżony do RODO akt prawny przyjęła jedynie Kalifornia. To jednak tylko początek, bo Izba Reprezentantów przygotowała już sześć projektów ustaw, a Senat trzy kolejne, które miałyby regulować działalność Big Tech, od ograniczania wpływu monopoli na cyfrowy rynek po zwiększanie odpowiedzialności za zamieszczane w mediach społecznościowych treści. 

Co ważne, nad projektami pracują przedstawiciele obu głównych amerykańskich partii, mają też duże poparcie społeczne. Według badania Data for Progress, 69 proc. amerykańskich wyborców zgadza się ze stwierdzeniem, że Big Tech "stawia konkurentów w niekorzystnej sytuacji", a 66 proc. że "nie powinien być w stanie kupować mniejszych firm ze względu na potencjalny negatywny wpływ na konkurencję i konsumentów". 

Big Tech nie pozostaje wobec tego zagrożenia bezczynny. Amazon wydał na lobbing ponad 15 mln. dol. Facebook ponad 14 mln, a Alphabet nieco poniżej 9 mln. Są wśród 20 firm wydających na lobbing najwięcej, a ich wydatki dorównują tym, jakie na polityczne naciski wydają firmy zbrojeniowe czy koncerny paliwowe. 

Odejście w cień

Oczywiście do upadku wartych biliony dolarów firm jest bardzo daleko. Nawet osłabienie ich pozycji będzie procesem, który może zająć wiele lat. Szybki wzrost, jakiego doświadczyły firmy w ostatnich miesiącach stworzył jednak nową sytuację: przez ostatnią dekadę Apple, Amazon, Facebook, Google czy Microsoft niemal nie wchodziły sobie w drogę, okupując własne, ogromne nisze. Ale im bardziej rosną, tym bardziej zaczynają sobie deptać po piętach i tym bardziej kruszy się ich cichy sojusz. 

Apple wymierzyło w tym roku cios Facebookowi, pozwalając użytkownikom odmówić dostarczania bezcennych danych o sobie portalowi Zuckerberga. A Amazon, Google i Microsoft prowadzą regularną wojnę o warte miliardy dolarów kontrakty na usługi obliczeniowe dla Pentagonu. 

Wskazówką, że internetowi giganci, mimo kolosalnych zysków, czują się niepewnie może być fakt, że ich założyciele szukają sobie nowych zajęć. Twórcy Google, Larry Page i Sergey Brin oddali stery firmy w 2019 r. Bill Gates w 2020 r. ostatecznie odszedł ze stanowiska w radzie nadzorczej Microsoft. W Lipcu ze stanowiska szefa Amazona odszedł Jeff Bezos, a wkrótce po nim z Twitterem pożegnał się jego założyciel Jack Dorsey. Oznacza to, że spośród wszystkich twórców sukcesów Wielkiej Piątki na stanowisku pozostał jedynie Mark Zuckerberg. 

Fake it till you make it

Symboliczny cios otwierający Bardzo Zły Rok Big Tech może paść już w pierwszym tygodniu stycznia. W sądzie w San Jose zbierze się ława przysięgłych, która ma ogłosić wyrok w najgłośniejszej sprawie kryminalnej, jaka wstrząsnęła Doliną Krzemową w ostatnich dekadach. 

Elizabeth Holmes, założycielka firmy Theranos, była wschodzącą gwiazdą Big Tech. Bywała wręcz porównywana ze Stevem Jobsem. Jej firma miała zrobić dla medycyny to, co Google zrobił dla Internetu. Wywołać rewolucję, dzięki której wszystko będzie tańsze i prostsze. Twierdziła, że stworzone przez nią techniki badania krwi mogą z jednej kropelki odczytać błyskawicznie wszystkie najważniejsze informacje o stanie pacjenta. Testy miały być tanie, szybkie i niezawodne. 

Tyle, że nigdy ich nie było, a Theranos okazał się jednym wielkim oszustwem za miliardy dolarów. Holmes może za oszustwo trafić do więzienia nawet za 20 lat. Ale sprawa będzie miała o wiele poważniejsze konsekwencje. Dolina Krzemowa zarobiła miliardy na obiecywaniu nam jaśniejszej, prostszej i wygodniejszej przyszłości, w zamian oczekując jedynie drobnych ustępstw w kwestiach

Historia Theranosa to epicka opowieść o szaleństwie z mnóstwem zwrotów akcji, ale w żadnym wypadku nie jest wyjątkowa. W tym samym momencie, w którym proces Elizabeth Holmes rozgrywa się po kolei w dziale dramatu w waszej codziennej gazecie, strony działu biznesowego są wypełnione pochlebnymi tekstami dotyczącymi innych startupów naukowo-technicznych. Nieuchronnie niektóre z nich kończą się jeszcze większymi stratami finansowymi, dzięki jeszcze bardziej chwiejnej technologii, modelom biznesowym, które są bardziej urojeniowe, i przesadom, które są prawie tak śmiałe, jak wszystko, co wiąże się z badaniami krwi Holmesa, które są wzmocnione fikcją. Spółka. Wszystkie te "startupy" obiecują nieograniczoną czystą energię: energię z fuzji jądrowej i szybką transformację naszych dostaw energii z paliw kopalnych.

W tym momencie nikt nie twierdzi, że w sektorze syntezy jądrowej dochodzi do oszustw, chociaż przesadzone twierdzenia pochodzące od firm i mediów szybko odrywają się od rzeczywistości, jak monolog Tuckera Carlsona. Przeczytaj gazety i wydaje się, że elektrownia termojądrowa jest nieunikniona — dzieli nas zaledwie kilka lat od naszego pierwszego generatora termojądrowego, a następnie do powszechnej komercjalizacji. W końcu tak mówią same firmy fuzyjne. Tokamak Energy: Działająca elektrownia podłączona do sieci do 2030 r. General Fusion: Demonstracyjna elektrownia rozpoczynająca działalność w 2025 r. Helion Energy: Zrobimy to w 2024 r. First Light Fusion: Tak, 2024 r. Zap Energy: 2023 — więc tam! Ale jeśli nauczyliśmy się czegokolwiek po klęsce Theranosa, to tego, że nie możemy przyjąć roszczenia żadnej firmy za dobrą monetę, gdy "udawać, aż ci się uda" jest standardowym mottem korporacyjnym.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: big-tech | Wojciech Brzeziński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL