Reklama

W 2022 roku pandemia COVID-19 stanie się endemią. Co to oznacza?

Jak zmieni się pandemia COVID-19 w 2022 r.? /123RF/PICSEL

Prawie dwa lata walki z COVID-19 za nami. Przez ten czas wirus SARS-CoV-2 zabrał wiele ludzkich istnień, ale też nauczyliśmy się lepiej sobie z nim radzić. Eksperci twierdzą, że w 2022 r. COVID-19 prawdopodobnie straci status pandemii na rzecz endemii. Co to oznacza? Czy wreszcie czeka nas powrót do "normalności"?

Mianem endemii określamy stałe występowanie zachorowań na określoną chorobę na danym obszarze w liczbie utrzymującej się przez wiele lat na podobnym poziomie. Wirusem endemicznym jest chociażby wirus grypy sezonowej i takim też stanie się SARS-CoV-2, o czym wielu biologów mówiło już na początku pandemii COVID-19. 

Nawet po oficjalnym zakończeniu pandemii, COVID-19 wciąż pozostanie groźną i - w wielu przypadkach - śmiertelną chorobą. Podobnie jak grypa. Jest szansa na ograniczenie wpływu wirusa na życie całych społeczeństw dzięki rosnącej liczbie osób zaczepionych i nowym preparatom dedykowanym leczeniu COVID-19. Obecnie dysponujemy całkiem pokaźnym arsenałem w walce z koronawirusem SARS-CoV-2. Czy to oznacza, że w 2022 r. wróci "normalność"? Są na to szanse.

Reklama

COVID-19 chorobą sezonową?

Choroby endemiczne krążą w różnych częściach świata, ale zwykle powodują łagodne objawy, bo więcej osób ma na nie odporność (po przebytej infekcji lub szczepieniu). Dokładnie tak jest z grypą. Można mieć katar, kaszel, bóle mięśniowe i podwyższoną temperaturę, ale w większości przypadków nie kończy się hospitalizacją. Będą okresy w roku, w których liczba zachorowań na COVID-19 będzie zauważalnie wyższa (jesień i zima), co może oznaczać, że sezonowość grypy i COVID-19 nałożą się. Istnieje bowiem zależność między wirusami oddechowymi a temperaturami.

Kiedy już pandemia COVID-19 zostanie wygaszona, raczej nie powinniśmy obawiać się kolejnych lockdownów i innych poważnych restrykcji. Maski i dystans społeczny mogą zostać z nami już na zawsze - przynamniej w szczycie sezonu chorobowego. COVID-19 na zawsze zmienił sposób, w jaki pracujemy. Tam, gdzie nie jest to konieczne, nie będzie już powrotów do biur. Trudno przewidywać, jak będzie rozwijać się historia związana z certyfikatami szczepień i paszportami covidowymi. W przyszłości prawdopodobnie także osoby niezaszczepione i bez negatywnego wyniku testu będą mogły wsiąść na pokład samolotu, ale w 2022 r. istniejące procedury na pewno będą podtrzymywane.

Skoro już przy tym jesteśmy, to praktycznie pewne jest, że przyszłe testy na COVID-19 będą tańsze i szybsze niż obecnie. Przytaczana tu analogia do testów genetycznych, które kiedyś były drogie i czasochłonne, a dzisiaj może wykonać je dosłownie każdy bez wychodzenia z domu, jest bardzo trafna. Można się spodziewać, że w 2022 r. powstaną jeszcze szybsze i jeszcze tańsze testy wykrywające SARS-CoV-2, które będzie można robić bez wizyty u lekarza.

Zobacz też: Jaka będzie kolejna pandemia?

Warto także przypomnieć, że przeciwciała przeciwko SARS-CoV-2 nie są wieczne. W związku z tym, że SARS-CoV-2 stanie się wirusem endemicznym, konieczne będzie przyjmowanie dawek przypominających (tzw. boosterów) szczepionek, chroniących przed nowymi wariantami. Prawdopodobnie raz w roku, choć niewykluczone, że wraz z kolejnymi generacjami szczepionek, pojawią się takie generujące przeciwciała o dłuższej żywotności. Wbrew pozorom, nie jest to zła wiadomość. Coroczne dawki przypominające będą chronić przed najnowszymi wariantami koronawirusa, zwiększając nasze bezpieczeństwo. 

Prawdziwym wyzwaniem będzie jednak przekonanie nieprzekonanych do regularnego przyjmowania dawek przypominających, a nawet szczepionek per se. Lekarze od dawna apelują o corocznym szczepieniu przeciwko grypie sezonowej, ale wiele osób się do tego nie stosuje. Najlepiej przyjmować dwa zastrzyki jednocześnie (przeciwko COVID-19 i przeciwko grypie), co jest całkowicie bezpieczne.

Jaka czeka nas przyszłość?

Z powodu COVID-19 w 2020 r. odnotowano 1,8 mln zgonów, a w 2021 r. aż 3,5 mln ludzi straciło życie w wyniku infekcji SARS-CoV-2. Rzeczywista liczba osób dotkniętych pandemią COVID-19 jest znacznie większa - miliony ludzi na całym świecie żyją z długotrwałymi konsekwencjami wirusa. Wiele z nich wykrywamy dopiero po czasie. Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor WHO, obawia się, że czeka nas "tsunami zachorowań", bo w populacji krążą obecnie dwa warianty SARS-CoV-2 - Delta i Omikron. To nietypowe, patrząc na ewolucję wirusów.

Omikron nie jest bynajmniej "ostateczną" formą SARS-CoV-2. Pojawią się kolejne warianty, które mogą być groźniejsze lub łatwiej się przenosić. Niektóre nowe warianty mogą stać się całkowicie niewrażliwe na przeciwciała wytworzone w wyniku istniejących szczepionek lub przebytych infekcji. Dlatego właśnie tak ważne jest regularne szczepienie się i przyjmowanie boosterów, zgodnie z zaleceniami lekarzy. 

Nie ma wątpliwości, że ludzkość przetrwa pandemię COVID-19. Koronawirus SARS-CoV-2 - być może w zmienionej, łagodniejszej postaci - zostanie z nami już na zawsze. Rzeczywistość przedpandemiczna już nie wróci, ale nauczymy się żyć z zagrożeniem, a dzięki temu, będziemy też lepiej przygotowani na kolejne pandemie, które prędzej czy później nadejdą. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy