Reklama

Droga do gwiazd, czyli 2021 rokiem prywatnej turystyki kosmicznej

Koniec roku to zwyczajowo czas podsumowań i choć może wydawać się, że od dłuższego czasu wszystko kręci się wokół pandemii koronawirusa, to nic bardziej mylnego - w 2021 roku za sprawą kilku ważnych wydarzeń na dobre zainicjowaliśmy np. sektor prywatnej turystyki kosmicznej.

Koniec roku to zwyczajowo czas podsumowań i choć może wydawać się, że od dłuższego czasu wszystko kręci się wokół pandemii koronawirusa, to nic bardziej mylnego - w 2021 roku za sprawą kilku ważnych wydarzeń na dobre zainicjowaliśmy np. sektor prywatnej turystyki kosmicznej.
To był rok - nadchodzi era komercyjnej turystyki kosmicznej /123RF/PICSEL

Człowiek od zawsze marzył o “podboju" kosmosu - lotach do gwiazd, postawieniu stopy na Księżycu, odkrywaniu nowych planet i przede wszystkim przekonaniu się, czy naprawdę jesteśmy sami we wszechświecie. I w dużej mierze udało się zrealizować te marzenia, bo na koncie mamy wiele imponujących osiągnięć, a w tym roku dołożyliśmy do listy kolejne (możecie o nich przeczytać w artykule o tegorocznych sukcesach w zakresie eksploracji kosmosu). 

Reklama

Tyle że ich realizacja zarezerwowana jest dla wykwalifikowanych specjalistów, a przynajmniej była do tego czasu, bo za sprawą kilku prywatnych koncernów możliwość założenia kosmicznego skafandra przez zwykłego Kowalskiego staje się dużo realniejsza.

Co warto podkreślić, chociaż 2021 rok przyniósł przełomowe wydarzenia w tym zakresie, to już w latach 90. ubiegłego wieku wysłaliśmy w kosmos osoby prywatne, ale z racji tego, że nie musiały one zapłacić za swój bilet, trudno w ich przypadku mówić o turystyce kosmicznej.

Kosmiczna turystyka zaczęła się w 2001 roku

Pierwszą osobą, która faktycznie kupiła “bilet" na lot w kosmos, był Dennis Tito - 28 kwietnia 2001 poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną, gdzie spędził tydzień urlopu. Rok później w jego ślady poszedł milioner Mark Shuttleworth, a w kolejnych latach podobną możliwość miało jeszcze kilka wystarczająco bogatych osób. Czemu więc o turystyce kosmicznej głośno jest dopiero od kilku lat?

Ano dlatego, że wcześniej odpowiadały za nią rządowe agencje kosmiczne, a mianowicie NASA i Roskosmos. W tym kontekście za pierwszego komercyjnego turystę kosmicznego można byłoby uznać Michaela Melvilla, który poleciał w kosmos 21 czerwca 2004 roku na pokładzie samolotu kosmicznego SpaceShipOne należącego do korporacji Scaled Composites, ale... był on jego pilotem, więc to nie do końca się liczy. Już wiecie, dlaczego rok 2021 był dla kosmicznej turystyki przełomowy?

To właśnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż 3 prywatne przedsiębiorstwa, które chcą w przyszłości zarabiać na wysyłaniu turystów w kosmos, tak samo jak robią to klasyczne biura podróży, tj. Virgin Galactic, Blue Origin i SpaceX, zorganizowały udane prywatne loty kosmiczne. Ba, na pokładzie dwóch z nich znaleźli się nawet ich szefowie, czyli Richard Branson i Jeff Bezos - Elon Musk nie zdecydował się jeszcze na lot. Warto podkreślić, że podobne plany ma też kilka innych firm, jak choćby Space Adventures, Starchaser, Armadillo Aerospace czy XCOR Aerospace, ale minie jeszcze dużo czasu zanim na dobre włączą się one do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Virgin Galactic, czyli Richard Branson leci w kosmos

Chociaż to Jeff Bezos zapowiadał, że jako pierwszy poleci w kosmos, na ostatniej prostej wyprzedził go Richard Branson, który 11 lipca spełnił swoje wieloletnie marzenie i znalazł się na pokładzie statku Unity w czasie jego pierwszego komercyjnego lotu. Co warto podkreślić, Virgin Galactic nieco inaczej podchodzi do kwestii lotów kosmicznych niż Blue Origin i SpaceX, bo w tym przypadku nie ma mowy o starcie rakietowym i zamiast tego statek kosmiczny VSS Unity jest wynoszony na odpowiednią wysokość przez samolot nośny VMS Eve, który wygląda jak całkiem klasyczny samolot.

Najważniejsze jednak, że spełnia swoje zadanie i Richard Branson razem z resztą załogi podczas pierwszego komercyjnego lotu osiągnęli wysokość 86 kilometrów, co według amerykańskich regulacji pozwoliło im cieszyć się mianem “astronautów".

Nie przekroczyli jednak linii Karmana, czyli umownej granicy pomiędzy atmosferą Ziemi i przestrzenią kosmiczną, która przebiega na wysokości 100 km. Było to zresztą powodem przytyków ze strony Jeffa Bezosa, który jakiś czas później twierdził, że nie są to prawdziwe loty na skraj kosmosu, bo odbywają się za pomocą klasycznego samolotu i nie osiągają odpowiedniej wysokości, a do tego podziwianie widoków przez małe okienka jest utrudnione.

Czyżby pierwsze próby utrudniania życia konkurencji? Zdecydowanie, szczególnie że Virgin Galactic radzi sobie na rynku komercyjnym bardzo dobrze i w listopadzie informowało, że sprzedało już 700 biletów na swoje loty kosmiczne (na zakup zdecydował się nawet sam Elon Musk!). A trzeba wiedzieć, że to naprawdę droga przyjemność, bo chociaż przy pierwszych 600 cena wynosiła 250 tysięcy dolarów, to kolejna 100 osób musiała już liczyć się z wydatkiem 450 tysięcy dolarów! Kiedy termin realizacji? Według ostatnich informacji już pod koniec przyszłego roku.

Bluer Origin, czyli Jeff Bezos dołącza do grona astronautów

Dosłownie 9 dni po locie Richarda Bransona przyszedł czas realizacji zapowiadanej od dawna misji kosmicznej Blue Origin, w ramach której na skraj kosmosu poleciał Jeff Bezos. Lot został zaplanowany na 20 lipca, bo miał mieć wymiar symboliczny - było to 60 lat po tym, jak pierwszy Amerykanin, czyli Alan Shepard, znalazł się w kosmosie i dokładnie 52 lata po lądowaniu człowieka na Księżycu - najbogatszy człowiek świata ewidentnie chciał zapisać się w historii czymś więcej niż tylko swoim majątkiem.

Trwająca 10 minut misja, w której poza Jeffem Bezosem wzięli też udział jego brat Mark, 18-letni student fizyki Oliver Daemen i 82-letnia pilotka Wally Funk (ta 60 lat temu mogła zostać najmłodszą astronautką w historii, ale przeszkodziła jej w tym... płeć, więc Jeff Bezos postanowił jej to wynagrodzić), przebiegła bez jakichkolwiek problemów. Co ciekawe, przy takim doborze “załogi" był to nie tylko jeden z pierwszych komercyjnych lotów w kosmos, ale i taki, który zabrał tam najmłodszą i najstarszą osobę w historii - Blue Origin naprawdę wie, jak zostać zapamiętanym!

Poza tym, misja New Shepard to już klasyczny start statku kosmicznego - mamy rakietę, która wynosi kapsułę na odpowiednią wysokość, a następnie wraca na specjalne lądowisko. W tym czasie kapsuła przekracza linię Kármána, a załoga jakieś 3 minuty na podziwianie widoków i rozkoszowanie stanem nieważkości, bo później rozpoczyna się proces powrotu na Ziemię, w którym biorą udział trzy specjalne spadochrony. Ile kosztuje taka przyjemność w przypadku Blue Origin? Oficjalne ceny nie zostały jeszcze podane, ale plotki mówią o kwocie 500 tysięcy dolarów, co w kontekście ostatniej “podwyżki" u Virgin Galactic wydaje się całkiem prawdopodobne.

SpaceX, czyli Elon Musk nie poleciał w kosmos, ale i tak wygrywa

Kosmiczny wyścig bez SpaceX? Nie ma na to szans, bo chociaż jak wspomniałem Elon Musk nie poleciał jeszcze w kosmos w ramach własnych misji i wykupił bilet u konkurencji, to właśnie firma ekscentrycznego geniusza ma największe doświadczenie kosmiczne. Od kilku lat współpracuje z NASA i ma już doświadczenie w dostarczaniu astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną, kiedy więc na dobre zacznie z kosmiczną turystyką, pozostałe firmy będą mogły tylko zazdrościć.

Poważnym krokiem w tę stronę był zdecydowanie lot Inspiration4, który odbył się w połowie września i rozpoczął na tej samej platformie startowej, czyli 39A w Kennedy Space Centre, co pierwsza misja Apollo.

Na pokładzie kapsuły Dragon-2 wynoszonej w kosmos przez rakietę Falcon 9 znalazła się czwórka osób, które nigdy nie miały nic wspólnego z przestrzenią kosmiczną i NASA, a mianowicie biznesmen, pilot i kaskader Jared Isaacman, który zakupił miejsca na pokładzie również dla lekarki Hayley Arceneaux, geologa Siana Proctora i informatyka Chrisa Sembroskiego (później odbyły się jeszcze dwa podobne loty, a na pokładzie jednego z nich znalazła się córka pierwszego amerykańskiego astronauty, Laura Shepard Churchley).

Załoga nie tylko przekroczyła linię Karmana, ale i dotarła na orbitę okołoziemską, gdzie spędziła całe 3 dni, a nie kilkanaście minut jak w przypadku Virgin Galactic czy Blue Origin, okrążając naszą planetę 15 razy w ciągu dnia. A że misja nie zakładała dokowania do ISS (chociaż byłoby to możliwe), to moduł dokujący zastąpioną ogromną kopułą, która pozwoliła na niczym niezmącone podziwianie widoków. To się dopiero nazywa kosmiczna turystyka! Niestety są też gorsze wieści, bo chociaż SpaceX planuje już kolejne misje, to wciąż nie wiadomo, kiedy będzie można po prostu kupić sobie bilet na jeden z lotów.

Podsumowując, 2021 rok był naprawdę przełomowy dla kosmicznej turystyki, bo chociaż na komercyjne loty w kosmos mogli pozwolić sobie tylko miliarderzy, którzy na dodatek sami zbudowali niezbędne do nich statki kosmiczne i rakiety, a także osoby przez nich zaproszone, to aż 3 prywatne i co najważniejsze udane misje kosmiczne w ciągu 12 miesięcy to ogromny krok naprzód.

Szczególnie że w obliczu świetnie radzącej sobie konkurencji wszyscy będą starali się zaoferować swoje usługi w jak najatrakcyjniejszych cenach, więc za jakiś czas powinny być one dostępne dla większej liczby osób - część branżowych specjalistów szacuje nawet, że stanie się to w ciągu dekady.

Warto też podkreślić, że coraz śmielsze poczynania sektora prywatnego dały do myślenia agencjom rządowym i Roskosmos po raz pierwszy od lat ponownie zabrał na pokład ISS kosmicznych turystów - najpierw była to lokalna ekipa filmowa, która kręciła na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ujęcia do najnowszej produkcji, a później japoński miliarder Yusaku Maezawa, któremu znudziło się czekanie na SpaceX (chociaż zapowiedział przy okazji, że na zapowiadany lot wokół Księżyca z Elonem Muskiem i tak się zdecyduje). Mówiąc krótko, dzieje się!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama