Reklama

Dyson ujawnia szczegóły na temat przerwanego projektu samochodu elektrycznego

Elektryczny pojazd brytyjskiej firmy technologicznej miał być prawdziwa innowacją w świecie motoryzacji. Choć marka postanowiła skasować projekt w październiku ubiegłego roku, niedawno ujawniono sporo szczegółów na jego temat.

Pod koniec ubiegłego roku James Dyson zrezygnował z budowy własnego samochodu elektrycznego. Powodem decyzji był brak możliwości uzyskania opłacalności handlowej. Niedawno firma postanowiła ujawnić zdjęcia i szczegóły skasowanego projektu.

Jak się okazuje za całą historią skutkującą chęcią opracowania ekologicznego pojazdu stał zwykły przypadek. Właściciel firmy Dyson, wizytując w latach 80-tych na Uniwersytecie w Minnesocie dostał do wglądu raport dotyczący emisji spalin silników wysokoprężnych użytkowanych w kopalniach. Ilość chorób oraz powikłań zdrowotnych na jakie narażeni byli górnicy, jasno wskazywało jak szkodliwym na żywe organizmy jest ten rodzaj oparów.

Reklama

Od tej pory James Dyson zaczął skrupulatnie śledzić temat szkodliwości silników spalinowych. Bierność i ignorowanie tematu przez tradycyjnych producentów samochodowych nie dawały szansy na zmianę podejścia, dlatego postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zbudował wielki ośrodek badawczy, zatrudnił masę utalentowanych ludzi i postanowił opracować innowacyjny pojazd, który nie tylko byłby przepełniony nowoczesną technologią, ale przede wszystkim miał być ekologiczny.

Tak powstał samochód elektryczny o nazwie kodowej "N526". Nawiązujący wyglądem do współczesnych Range Roverów, 5-metrowy, siedmioosobowy SUV miał dysponować zasięgiem wynoszącym nawet 1000 km na jednym ładowaniu. Tak spory wynik, był skutkiem wykorzystania innowacyjnych akumulatorów półprzewodnikowych, które miałyby utrzymywać swoją wydajność nawet w mroźne noce i przy pełnym wykorzystaniu elektroniki w pojeździe.

Pomimo swojej niemałej masy wynoszącej 2,6 tony, pojazd marki Dyson miał być wykonany w całości z aluminium. Pozwalałoby to na osiągniecie przyspieszenia wynoszącego ok 4,8 sekundy do prędkości 100 km/h. Maksymalna prędkość modelu "N526" miała wynosić ok 200 km/h.

Wnętrze elektrycznego SUVa zostało utrzymane w formie futurystycznego konceptu, łączącego smukłe fotele z innowacyjnym systemem podparcia lędźwiowego. Deska rozdzielcza pojazdu miała być całkowicie minimalistyczna i utrzymana w dyskretnym stylu. Informacje miały być pokazywane na wyświetlaczu head-up. Firma zastosowała także własną technologię filtracji powietrza, aby kontrolować środowisko, nie tylko pod względem temperatury, ale także do czyszczenia powietrza.

Niestety zanim projekt opuścił stadium konceptu, wybuchła afera "dieselgate".  Niemal z dnia na dzień, wielu producentów samochodów zostało zmuszonych do przejścia na jednostki elektryczne. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne bezemisyjne modele, a rynek stał się na tyle różnorodny, że nowym markom byłoby szalenie trudno się przebić. Wzrosły także koszty produkcji elektrycznych samochodów i choć duże koncerny samochodowe mogą sobie zrekompensować wydatki sprzedażą wciąż popularnych modeli spalinowych, firmy spoza branży motoryzacyjnej, jak Dyson, nie miałyby szans sprostać temu wyzwaniu.

"Zatrzymanie tej inwestycji było jedną z najtrudniejszych decyzji, jakie musieliśmy podjąć. Setki naszych inżynierów, naukowców i projektantów poświęciło się w całości temu projektowi. Opracowali piękny, naładowany technologią samochód, który sprawiał radość z jazdy i nie produkował spalin - ale sytuacja w branży motoryzacyjnej sprawiała, że nie był on opłacalny z handlowego punktu widzenia" - James Dyson

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama