W skrócie
- Tysiące indyjskich pracowników fizycznych nosi kamery rejestrujące ich ruchy, aby dostarczać dane treningowe dla firm rozwijających robotykę humanoidalną, głównie z USA.
- Robotnicy mierzą się z permanentną inwigilacją i strachem o utratę pracy, otrzymując niewielki dodatek, otwiera się w nowym oknie finansowy w zamian za rejestrowanie każdego swojego ruchu.
- Brak regulacji w Indiach sprawia, że pracownicy nie są chronieni przed automatyzacją, podczas gdy przedsiębiorcy traktują sprzedaż danych jako okazję do wysokich zysków.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kamery inwigilują pracowników w Indiach, żeby szkolić roboty
W Indiach tysiące pracowników noszą na sobie specjalne kamery, które rejestrują każdy ich ruch podczas wykonywania codziennych obowiązków. Nagrany w ten sposób materiał wideo jest przekształcany w komercyjne zbiory danych treningowych, a następnie sprzedawany firmom technologicznym rozwijającym robotykę przemysłową i magazynową. Podczas gdy właściciele przedsiębiorstw liczą na wzrost wydajności i zysków, pracownicy obawiają się permanentnej inwigilacji, utraty miejsc pracy oraz braku jakiejkolwiek ochrony prawnej.
Dla Raviego Kumara, zatrudnionego przy produkcji części samochodowych, noszenie kamery na głowie stało się stałym elementem dnia roboczego. Urządzenie rejestruje każdą jego czynność - od sięgania po narzędzia po montaż komponentów. Ravi nie ukrywa jednak niepokoju. Obawia się, że rejestrowanie jego pracy służy stworzeniu maszyn, które w przyszłości pozbawią go i jego kolegów zatrudnienia.
Poza lękiem o przyszłość obecność kamer wprowadziła na halę produkcyjną ogromny stres. Fabryka płaci pracownikom niewielki dodatek w wysokości ok. 1 euro za godzinę nagrań ponad ich standardową stawkę. Ta drobna premia wiąże się jednak z utratą komfortu psychicznego. Robotnicy przyznają, że ciągła świadomość bycia nagrywanym rodzi strach przed popełnieniem błędu, który natychmiast może zostać wychwycony przez kadrę zarządzającą. Kamery odebrały im swobodę pracy bez ciągłej presji.
Warto przypomnieć, że nagrywani są nie tylko pracownicy fizyczni, ale także umysłowi. Niedawno informowaliśmy o nowym programie Mety, który zakłada monitorowanie każdego kliknięcia, ruchu myszą i naciśnięcia przycisku przez osoby pracujące przy komputerach. Firma Marka Zuckerberga jest dziś jednym z liderów AI i podobnie jak inni giganci technologiczni, pragnie zautomatyzować pracę programistów i innych ekspertów, zastępując ich agentami AI.
Przedsiębiorcy liczą zyski ze sprzedaży danych treningowych dla AI
Zupełnie inną perspektywę reprezentuje właściciel fabryki, Rahul Jaswani. Postrzega on nagrania jako świetną okazję biznesową. Przedsiębiorca sprzedaje materiały rejestrowane z perspektywy pierwszej osoby firmom tworzącym roboty humanoidalne. Twierdzi, że nowa technologia to krok ku optymalizacji - zwiększy produktywność, wyeliminuje błędy ludzkie i przyniesie fabryce wysokie, długoterminowe zyski. Obawy robotników o utratę pracy nie są dla niego kluczowym problemem.
W kwietniu 2026 r. nagranie przedstawiające pracowników sektora tekstylnego pod Delhi, noszących kamery nasobne, stało się viralem, wywołując szeroką dyskusję. W kolejnych tygodniach w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się kolejne filmy z indyjskich fabryk i placów budowy. Jedną z firm, która pośredniczy w tym procesie, jest Label AI. Przedsiębiorstwo to analizuje wielogodzinne materiały wideo, oznacza każdą pojedynczą czynność i sprzedaje gotowe pakiety danych producentom robotów, głównie w Stanach Zjednoczonych.
Przedstawiciele branży podkreślają, że sztuczna inteligencja przechodzi z fazy czysto cyfrowej (takiej jak ChatGPT) do fazy fizycznej. Aby roboty mogły wykonywać podstawowe zadania w fabrykach, w ciągu najbliższych 2 lat konieczne jest zgromadzenie aż miliard godzin nagrań ludzkich zachowań. Według prognoz Morgan Stanley rynek robotów humanoidalnych do 2050 r. może osiągnąć wartość 5 bilionów dolarów, z blisko miliardem urządzeń działających na całym świecie. Indie stały się jednym z kluczowych miejsc pozyskiwania tanich danych do ich szkolenia.
Podwójne uderzenie w robotników. Nikt tego nie reguluje
Zdaniem części ekspertów nowy model gospodarczy oparty na AI rodzi poważne pytania o własność, zyski i sprawiedliwe wynagrodzenie. Jak skomentował ekonomista zajmujący się rynkiem pracy, Avinash Kumar, robotnicy mierzą się z "podwójnym uderzeniem". Z jednej strony są eksploatowani, ponieważ ich unikalne, wypracowywane latami umiejętności są bezpowrotnie zamieniane w cyfrowe zbiory danych. Z drugiej strony zostają poddani skrajnemu reżimowi inwigilacji i kontroli ze strony pracodawców. Badacz zwraca uwagę, że w Indiach brakuje jakichkolwiek ram prawnych regulujących nagrywanie pracowników w celu szkolenia systemów AI.
Z kolei Mishi Choudhary, prawniczka specjalizująca się w nowych technologiach i aktywistka działająca w Nowym Jorku oraz New Delhi, zauważa, że robotnicy dostarczają firmom technologicznym znacznie więcej niż zwykłą pracę fizyczną. Przekazują oni swoją "ucieleśnioną wiedzę" - w tym to, z jaką siłą chwytać nieregularne przedmioty oraz jaka jest optymalna sekwencja złożonych zadań. To właśnie te ludzkie zdolności stanowią o ogromnej wartości rynkowej nagrań.
Choudhary wskazuje również na problematyczną kwestię wyrażania zgody w zhierarchizowanym środowisku fabrycznym. Podpis pod dokumentem zezwalającym na nagrywanie rzadko wynika z wolnej woli pracownika. W realiach rynkowych odmowa wzięcia udziału w programie nagrań oznacza zazwyczaj brak perspektyw na dalsze zatrudnienie - w bliskiej perspektywie, gdyż docelowo i tak pracę mają przejąć roboty. Co więcej, brak regulacji sprawia, że pozyskane materiały wideo mogą być bez przeszkód wykorzystywane przez pracodawców do bieżącego nadzoru dyscyplinarnego.
Obecna debata polityczna w Indiach skupia się głównie na budowaniu konkurencyjności technologicznej i rywalizacji o dostęp do najnowocześniejszych modeli obliczeniowych. Pomija się w niej kwestie osłonowe dla pracowników fizycznych, których stanowiska zostaną zautomatyzowane. Choć kraj stara się zachować równowagę i nie blokować innowacji, obecne prawo pracy nie chroni robotników przed negatywnymi skutkami działania sztucznej inteligencji wdrażanych do monitorowania ich wydajności, ustalania płac czy ostatecznego zastępowania ich maszynami.
Według niektórych ekspertów ekonomii, a także liderów ze świata big tech, możliwym rozwiązaniem kryzysu bezrobocia, który niechybnie spowoduje powszechna robotyzacja i automatyzacja oparta na AI, jest opodatkowanie pracy maszyn i na tej podstawie uruchomienie bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie wiadomo jednak, kiedy miałoby to nastąpić, które państwa się na to zdecydują ani czy deklaracje zwolenników przełożą się na realne działania, czy mają jedynie stanowić próbę uspokojenia zaniepokojonych pracowników.












