Reklama

Tego szukamy na sekslinii

Jeśli jakiejś żonie wydaje się, że zna swego męża, to jest w głębokim błędzie. W większości przypadków mężczyznę lepiej zna prostytutka, czy „operatorka” sekslinii.

Zastanawialiście się kiedyś, z jakiego powodu mężczyźni dzwonią na sekslinię? Okazuje się, że nie tylko po to, aby dyszeć do słuchawki i mówić świństwa. Większość mężczyzn pierwszy raz dzwoni z ciekawości, a później najczęściej z przyzwyczajenia, żeby porozmawiać, żeby się wyżalić na żonę, ale też żeby poświntuszyć.

W sekstelefonie nie liczy się wygląd, a wyobraźnia i doskonały głos. Najczęściej pracują tam panie w średnim wieku, które potrafią zagrać wszystko, czego tylko klient sobie zażyczy. Zwłaszcza, że klientela jest bardzo różna. Dzwonią i nastolatkowie, i stateczni panowie w średnim wieku, i dziadkowie, którzy, wydawałoby się szczubackie pomysły mają już dawno za sobą.

Reklama

Jak opisuje w swojej książce jedna z legend tego zawodu, Angielka Jenny Ainslie-Turner, nigdy nie ujawnia swego prawdziwego imienia, ani adresu osobom dzwoniącym na infolinię. Nie tylko poprawia to bezpieczeństwo, ale też pozwala bardziej wczuć się w rolę. Raz jest nastoletnią nimfomanką, jak z powieści "Lolita", która uwodzi statecznego nauczyciela, aby za chwilę stać się energiczną panią domu w średnim wieku, która ćwiczy męża pejczem.

Jenny opowiada, że nikomu, jak jej mężczyźni się tak nie zwierzają. Przede wszystkim opowiadają o rzeczach, których boją się, czy też wstydzą i nigdy nie powiedzieliby swojej partnerce. Czasem sami zagajają rozmowę i wiedzą, o czym chcą porozmawiać i powiedzieć, jak ich rozpalić.

W innych przypadkach sama ukierunkowuje rozmowę. Stara się odkryć męskie pragnienia i dowiaduje się czasem rzeczy niebanalnych. Mężczyźni odkrywają przed nią swoje najskrytsze seksualne tajemnice.

Czasem zdarza się tak, że przed właściwą rozmową jest omawiany plan działania i szczegółowy scenariusz. Wówczas łatwiej jest zaplanować cale wydarzenie. Jak napisała Jenny Ainslie-Turner: Pewnego ranka zadzwonił do mnie facet z nietypowym żądaniem. Specjalizuję się w spełnianiu dziwacznych, ekstremalnych i niezwykłych zachcianek, a tym razem dostałam zamówienie na trzy w jednym. “Chcę być wielką świnią, żeńską świnią" - powiedział mi. Przytaknęłam.

Zapowiedziałam mu, że w takim razie będę kucharzem, zaniosę go do kuchni do przyrządzenia, i tam ugotuję go, poćwiartuję i podam jego mięso w kanapkach. Omówiliśmy wszystko: z jakim rodzajem chleba zaserwuję danie... Poprosił, żebym posmarowała wszystko musztardą. Gdy doszliśmy do tego punktu, wiedziałam, że jest już bardzo podniecony.

Teraz może zaczęliście się zastanawiać, czemu nikt z tych dzwoniących mężczyzn nie obudzi swojej żony, nie siądzie z nią na łóżku i nie powie, czego właściwie pragnie w kwestiach seksu. Jak się okazuje mężczyźni, przede wszystkim boją się braku zrozumienia. Wstydzą się, że zostaną odrzuceni, a żony stwierdzą, że są zboczeńcami i odejdą. A do tego, jak mówią, uwielbiają ryzyko, a dzwonienie na sekstelefon, to jednak jest ryzyko. Zwłaszcza, jeśli żona śpi w pokoju obok. Im więcej ryzyka tym lepiej. Jenny była przez wielu mężczyzn proszona, żeby opowiedziała im jak ich dusi, podtapia, albo biczuje w czasie telefonicznego seksu.

Ta praca całkowicie zmieniła podejście Jenny do mężczyzn. Stwierdziła, że mężczyźni tak właściwie są bardzo samotni, a kobiety nie dają im żadnego wsparcia. Co gorsze są przyczyną większego przygnębienia i depresji.

Najlepiej może o tym świadczyć dochód branży sekstelefonicznej. W Polsce prawie 30 procent mężczyzn przyznaje się, że dzwoniła przynajmniej raz na sekslinię. Podobne dane pochodzą z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Częściej dzwonią Amerykanie i mieszkańcy krajów Beneluksu.

Sekstelefon daje mężczyznom poczucie bezpieczeństwa i spokój. Pozwala wyładować się seksualnie bez obawy, że zostaną wyśmiani. Póki partnerki nie stworzą komfortowych warunków w sypialni, to nadal sekstelefony będą cieszyć się popularnością.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy