Reklama

Zdrada partnera to nic złego?

Zdrada stała się zjawiskiem powszechnym i coraz częściej przestaje być postrzegana, jako coś złego.

Ludzie coraz częściej zdradzają. Co więcej, coraz częściej zdrada przestaje być postrzegana jako zdrada. Tłumaczenia typu "to był jednorazowy skok w bok, doszło do niego podczas delegacji, a poza tym to w innym mieście czy kraju, więc się nie liczy" stają się powoli standardem. Zapytaliśmy, co sądzi o takim podejściu psycholog, Elżbieta Wilkowska.

Chcą uspokoić sumienie

- Do zdrady dochodzi przede wszystkim podczas imprez mocno zakrapianych alkoholem, kiedy ludzie tracą kontrolę nad tym co robią - mówi psycholog. - Alkohol początkowo służy rozluźnieniu się, większej otwartości w kontaktach, aż do obniżenia samokontroli. Na drugi dzień taki człowiek musi sobie jakoś poradzić z tym faktem, więc np. zaprzecza, że jest to zdrada i szuka wszelkich możliwych wytłumaczeń, które uspokoiłyby przede wszystkim jego sumienie - dodaje.

Reklama

- Mam dwójkę dzieci, nie do końca udane życie małżeńskie, a dwa miesiące temu na imprezie integracyjnej w Paryżu przespałam się z kolegą z pracy - mówi 30-letnia Kinga. - Był to jednorazowy seks i nie żałuje, że tak się stało. Mąż absolutnie niczego się nie domyśla, a ja nie mam poczucia winy. Widocznie było mi to potrzebne - dodaje. - Nie wykluczam, że w przyszłości będę dążyć do podobnych sytuacji.

Kinga nie jest jedyną osobą, która nie odczuwa dyskomfortu z faktu, że zdradziła. W chorym związku, jej zdaniem, takie rzeczy to normalka. Jakoś trzeba sobie radzić - twierdzi. Dlaczego tak to tłumaczy?

- Zdrady zazwyczaj są sygnałem, że ludzie w związku oddalają się od siebie, że dzieje się w nim coś niepokojącego, a komunikacja między małżonkami czy partnerami jest słaba lub zaburzona - tłumaczy Wilkowska. - Wtedy łatwiej jest niektórym osobom przyznać, że tak naprawdę jej/jego związek jest w rozpadzie. I na ten rozkład w małżeństwie lub brak emocjonalnego porozumienia przerzucają odpowiedzialność za zdradę, siebie w ten sposób wybielając.

Seks to seks, a małżeństwo to inna sprawa

Dla 40-letniej Ani seks to seks, a małżeństwo to małżeństwo. Przelotnych kontaktów seksualnych z innymi mężczyznami nie postrzega jako zdrad. Jej życie rodzinne jest niezwykle udane a męża uważa za najwspanialszego pod słońcem. Czy to normalne?

-Są ludzie zaburzeni emocjonalnie, którzy mają poważne trudności w budowaniu zdrowych związków - tłumaczy Wilkowska. - Mogą, na przykład, silnie rozgraniczać sferę związaną z rodziną, żoną i dziećmi ("świętą", "czystą") od sfery seksualnej ("brudnej", "grzesznej"). Zaspokojenia pragnień seksualnych szukają poza małżeństwem, by chronić sferę rodzinną przed "skalaniem". Ale jest to raczej rzadkim zjawiskiem. Zacznie częściej znajdują się ludzie, którzy uważają, że to, za co nie są ukarani, czy na czym nie zostali przyłapani, nie jest niczym szkodliwym, bo nie wyrządza nikomu (żonie czy mężowi) krzywdy. Można powiedzieć, że są to osoby mało dojrzałe emocjonalnie. Kontrolę uważają za coś zewnętrznego, jak policjanta, przed którym można się schować. Mają słabo rozwinięta samokontrolę.

Czego oczy nie widzą, sercu nie żal...

35-letni Paweł z Gdańska zdradza żonę regularnie. - Ostatnio pojechałem na tygodniową konferencję do Berlina. Poznałem tam fascynującą kobietę. I co? Kolejny raz uległem pokusie i wdałem się z nią w kilkudniowy romans. Nie powiedziałem o tym seksualnym wybryku mojej żonie, bo nie uważam tego za zdradę. Bo - jak to się mówi - "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" - dodaje Paweł z pewnością w głosie.

Czy ludzie często działają według przywołanej przez Pawła zasady? I czy faktycznie udaje im się zepchnąć poczucie winy (powstałe jako konsekwencja zdrady) na dalszy plan?

Elżbieta Wilkowska uważa takie myślenie za przejaw pewnej niedojrzałości w podejściu do związków. Jej zdaniem, człowiek dojrzały nie zdradza, bo zdecydował się na bycie z tą jedną osobą oraz dlatego, że nie chce tej osoby zranić.

- Ktoś, kto dba jedynie o chwilową przyjemność albo gra (przed sobą lub innymi) rolę przykładnego małżonka (czy żony), w ukryciu zdradzając swojego partnera, jest osobą, którą rządzi chęć zaspokojenia instynktów oraz strach przed karą ze strony innych lub własnego silnie karzącego sumienia (superego). Oczywiście, taka zasada może na pewien czas uspokajać, szczególnie, gdy mocno się w nią wierzy. Ale jeśli ktoś wierzy w taką zasadę, to może mieć dużo obaw, czy druga osoba nie robi tego samego - dodaje psycholog. - Poza tym poczucie winy jest jak robak, który toczy jabłko od środka. Z zewnątrz wygląda pięknie, ale samopoczucie i samoocena są mocno przeżarte i wymagają poważnych środków, by je podreperować. A do tego mogą służyć kolejne zdrady. W ten sposób ludzie wpadają w błędne koło... - puentuje nasza rozmówczyni.

Przed sobą zdrady nie ukryjesz

Czy tak naprawdę da się ukryć zdradę? Zdaniem Elżbiety Wilkowskiej da się, ale nie przed samym sobą.

- Emocjonalnie wrażliwy partner jest w stanie zauważyć drobne zmiany w zachowaniu męża czy żony i odczuć pewną zmianę w ich relacjach. Zdrada niszczy najczęściej tę delikatną więź między partnerami, która zwykło się nazywać intymnością - stwierdza psycholog. -Trudno być otwartym, szczerym i bliskim, gdy ma się świadomość, że swoim czynem naruszyło się coś pięknego i ulotnego między kochającymi się ludźmi.

Czy warto było? Na to pytanie, sami musicie sobie odpowiedzieć...

Magdalena Tyrała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy