Reklama

Zabił, bo nie potrafił pokochać

Zbuntowany nastolatek zamordował koleżankę, która się w nim kochała. Nie potrafił powiedzieć, dlaczego to zrobił.

Tak naprawdę do dziś nie wiadomo, dlaczego Dawid P. zabił Sandrę. Chłopak przyznał się do winy, jednak nie okazał skruchy. Motywów jego czynu nie odkryli ani śledczy, ani biegły psycholog. Do zabójstwa doszło na początku 2010 roku w Lądku Zdroju, spokojnej, uzdrowiskowej miejscowości na Dolnym Śląsku. Zbrodnia poruszyła jej mieszkańców. Nikt nie potrafił zrozumieć tej okrutnej i bezsensownej śmierci młodej dziewczyny. Tydzień po tragedii ulicami miasteczka przeszedł Marsz Milczenia ? niemy protest przeciwko przemocy. O morderstwie piętnastolatki i późniejszym procesie Dawida P. informowały niemal wszystkie media. Winowajcę, choć był jeszcze pełnoletni i miał trudną sytuację rodzinną, sąd potraktował jak dorosłego.

Reklama

Jak bezpański piesek

Dawid P. był jedynakiem. Nie miał łatwego dzieciństwa. Jego rodzice rozwiedli się, kiedy skończył sześć lat. Ojciec wyjechał z Lądka, związał się z inną kobietą. Synowi kilka razy wysłał kartkę z życzeniami na urodziny. O innych okazjach nie pamiętał albo nie chciał pamiętać. Tak naprawdę chłopaka wychowywała matka i babcia. Dawid mieszkał z mamą w dwupokojowym mieszkaniu w odrapanym bloku, na osiedlu w centrum miasta. Całe życie przepracowała w firmie zarządzającej uzdrowiskiem, była recepcjonistką, pokojową, kucharką w sanatorium, szatniarką na basenie, sprzątaczką, a przez jakiś czas zastępowała nawet konserwatora. Kiedy firma się sprywatyzowała, straciła etat. Znajdowała dorywcze prace, ostatnio najczęściej za granicą: w domach opieki w Niemczech, przy zbiorze winogron na południu Włoch, w hotelu i restauracji w Anglii. Dzięki tym wyjazdom udawało się jej zarabiać na utrzymanie domu. Tylko na doglądanie jedynaka nie starczało już czasu. Chłopcem opiekowała się mieszkająca w pobliżu 65-letnia babcia. Pod nieobecność matki kilka razy w tygodniu przychodziła zrobić pranie, posprzątać i ugotować. Starała się też pilnować wnuka, by się uczył.

Nauka jest nudna

Ale Dawid nigdy nie był orłem. Z trudem przebrnął przez podstawówkę. W gimnazjum z semestru na semestr szło mu coraz gorzej. A im więcej miał jedynek, tym niechętniej pojawiał się w znienawidzonej "budzie". ? Nie uczył się i wagarował ? opowiadała później w sądzie Małgorzata Paszkiewicz, wychowawczyni Dawida P. ? Lekcje zupełnie go nie interesowały. Włóczył się nie wiadomo z kim i gdzie. Nauczyciele nie mieli na niego żadnego wpływu, nie słuchał ich. Palił papierosy, każdy to wiedział. Podobno sięgał po alkohol i narkotyki. Ostatnią klasę powtarzał. Nie zdał niemal ze wszystkich przedmiotów, a do tego miał kilkadziesiąt nieusprawiedliwionych nieobecności. Zachowywał się jak bezpański piesek: urywał się, kiedy chciał, i kiedy chciał, to wracał. Ze szkołą kontakt utrzymywała jedynie babcia. Ale nie mogła wnukowi przemówić do rozsądku. Nikt go nie kontrolował.

Potrzebował korepetycji

Sandra K., ładna 15-latka, wychowywała się w zupełnie innych warunkach. Jej rodzice, ludzie po studiach, bardzo dobrze zarabiali, mieszkali w ustronnie położonej willi, mieli niezły samochód, dwa razy w roku wyjeżdżali na wakacje za granicę. Inwestowali w edukację córki. Nastolatka (jedynaczka) uczyła się języków obcych, a ponadto chodziła na lekcje gry na fortepianie, śpiewała i tańczyła w zespole. W szkole cieszyła się opinią jednej z najlepszych uczennic w gimnazjum, była przewodniczącą uczniowskiego samorządu. ? Niesamowicie pracowita i bardzo ambitna dziewczyna ? wspominała Małgorzata Paszkiewicz. ? Zawsze

miała wysoką średnią ocen i świadectwa z wyróżnieniem. Można śmiało powiedzieć, że mimo tak młodego wieku była nad wyraz dojrzałą osobą. Chciała studiować resocjalizację. Mówiła, że pragnie pomagać ludziom. Rówieśnicy ją lubili, nigdy nie widziałam, żeby wdała się w jakiś konflikt czy kłótnię. Po wakacjach w 2009 roku do naszej klasy dołączył Dawid P. Na jego świadectwie znalazły się noty niedostateczne niemal ze wszystkich przedmiotów. Musiał powtarzać rok. Sandra sama zaproponowała, że pomoże mu podciągnąć się z przedmiotów ścisłych: matematyki, fizyki i chemii. Dziewczyna od września spotykała się z nowym kolegą na korepetycjach. Kilka razy zostali po lekcjach w szkolnej świetlicy, jednak najczęściej zapraszała Dawida do siebie. ? Polubiłam go ? mówiła podczas późniejszej rozprawy Elżbieta K., matka Sandry. Wydawał się grzeczny i miły.

Przyjaźń pod nadzorem

Nie przeklinał, dobrze się zachowywał. Z czasem zauważyłam, że córka coraz bardziej go lubi. Spotykali się już nie tylko na "korkach". Nie miałam nic przeciwko tej przyjaźni. Bardziej sceptyczny był mój mąż. Dawid od początku mu się nie podobał. Poza tym nie chciał, żeby Sandra już chodziła z chłopakiem. Twierdził, że ma dopiero piętnaście lat i jeszcze czas na amory. Tłumaczyłam mężowi, że to z pewnością nic poważnego. Ot, takie młodzieńcze zauroczenie. Nie sądziłam, że mogą być z tego problemy. Wiedziałam, że Dawid ma trudną sytuację w rodzinie. Córka opowiedziała mi, że praktycznie wychowywał się sam, że kiepsko się uczył i powtarzał klasę. Jego mama podobno pracowała za granicą, a babcia ze względu na wiek nie mogła poświęcić mu wiele czasu. O tym, że pali papierosy, pije alkohol i zażywa narkotyki nie miałam pojęcia. Nigdy nie poczułam od niego wódki ani też nie zwróciłam uwagi na to, czy jest pod wpływem jakichś środków. Zapamiętałam go jako sympatycznego, wesołego chłopaka.

Bez wzajemności

Jak się wkrótce okazało, dziewczyna zakochała się w Dawidzie. Nie ukrywała swoich uczuć. Zwierzała się przyjaciółkom i opisywała relacje z chłopcem w pamiętniku. W połowie grudnia 2009 napisała: Kocham go od chwili, kiedy pierwszy raz wszedł do naszej klasy. Spojrzał na mnie i ziemia się zatrzęsła. Od trzech miesięcy, bez przerwy, nie mogę myśleć o nikim innym, tylko o NIM! W moich snach zawsze jesteśmy razem. Wiem, że mu na mnie zależy. Niestety, Dawid P. nie odwzajemniał uczuć Sandry. Potwierdzili to przesłuchiwani po tragedii koledzy i koleżanki obojga nastolatków. Sandra za nim po prostu latała ? mówiła Patrycja T., najbliższa przyjaciółka dziewczyny. - Zupełnie straciła dla niego głowę. Wszyscy o tym wiedzieli. Wiele razy radziłam jej, żeby dała sobie spokój. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nic z tego nie będzie. Kompletnie do siebie nie pasowali, jakby pochodzili z dwóch różnych światów. Ale Sandra tego nie widziała. Cieszyła się z każdego jego spojrzenia. Starała się wyciągnąć go z kłopotów.

Parą nie zostali

Nalegała, żeby przestał pić i brać narkotyki, żeby zaczął się uczyć i dbać o siebie. Pragnęła we wszystkim mu pomagać. Ale Dawid nie umiał albo nie chciał tego docenić. Nie wiem, dlaczego się z nią spotykał. Może zależało mu na tym, by pokazać się z bogatą koleżanką z klasy? A może imponowało mu, że taka dziewczyna, jak Sandra w ogóle się nim zainteresowała? W każdym razie okręcił ją sobie wokół palca. ? Kiedyś słyszałem, jak się kłócili - wspominał Marcin S., kolega z klasy. Poszło o to, że Dawid przyszedł do szkoły podpity. Sandra na korytarzu pod salą lekcyjną zrobiła mu awanturę. A on krzyczał, żeby się od niego odwaliła, bo ma jej już dość. Odepchnął ją tak, że poleciała na ścianę. Wbrew oczekiwaniom i staraniom dziewczyny parą nie zostali. Jeden z ostatnich zapisów w pamiętniku nastolatki, ze stycznia 2010, brzmiał: To chyba nie ma sensu. Coraz mniej wierzę, że kiedykolwiek będziemy razem. Ale nie mogę przestać go kochać. Jest mi bardzo smutno. To wszystko coraz bardziej mnie męczy.

W piątek, 8 stycznia 2010 roku około 17 Dawid wysłał do Sandry K. wiadomość SMS: Hej! Musimy pogadać. Przyjdź do mnie. Czekam w domu. Dziewczyna niemal natychmiast odpisała, że postara się być za godzinę. Matka Sandry wspominała później, że córce bardzo zależało na tym spotkaniu. Prosiła, żeby wstawiła się za nią u ojca, który nie chciał zgodzić się na wieczorne wyjście nastolatki. W końcu, za namową żony, uległ. Sandra była podekscytowana. Wyszła z domu około 17.30. W drodze napisała SMS do przyjaciółki. - Odebrałam informację, że właśnie idzie spotkać się z Dawidem - relacjonowała Patrycja T. I że pierwszy raz zaprosił ją do siebie. Chyba potraktowała to spotkanie jak randkę. Obiecała, że następnego dnia zadzwoni i wszystko mi opowie. Po dwóch godzinach usłyszałam telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu numer Sandry. Zdziwiłam się, ale pomyślałam, że już wróciła i chce pogadać. Odebrałam. Była jeszcze u Dawida. Stali razem na balkonie, śmiali się. Sandra sprawiała wrażenie bardzo szczęśliwej. Patrycja T. zeznała, że piątkowy wieczór spędziła przy komputerze. Kilka minut po 21 zauważyła, że na komunikatorze Gadu-Gadu zalogował się Dawid P. ? Napisał: Wiem, że jest u ciebie Sandra ? opowiadała. ? Myślałam, że oboje robią sobie ze mnie żarty. Przecież wiedziałam, że Sandra jest u niego. Poprosił, żebym dała ją na Gadu-Gadu. Dopiero jak już wszystko się wydało, zrozumiałam, że w ten sposób chciał skierować na mnie podejrzenia, a sobie zapewnić alibi.

Szukał alibi

Około 21.30 Dawid P. zadzwonił do mieszkającego w sąsiednim bloku Marcina S. Prosił, żeby chłopak jak najszybciej do niego przyszedł. Powiedział, że Sandra przyczołgała się do niego zakrwawiona, z rozbitą głową - zeznał później nastolatek. - Kiedy przyszedłem, Dawid zaprowadził mnie do swojego pokoju. Widziałem, że jest bardzo zdenerwowany. Wszedłem i zobaczyłem leżącą na tapczanie Sandrę. Była cała we krwi. Starałem się sprawdzić jej tętno, ale nic nie wyczułem. Krzyknąłem, że musimy wezwać pogotowie i policję. Dawid powiedział, żebym nigdzie nie dzwonił, bo przyjadą i wszystko będzie na nas. Prosił, żebym pomógł mu ją wynieść. Nie zgodziłem się i wybiegłem z mieszkania. Wybrałem numer 997. ? Około 22 na komisariat w Lądku Zdroju zadzwonił młody chłopak i powiadomił o znalezieniu zwłok koleżanki - mówiła Daria Sługocka, rzeczniczka kłodzkiej policji. ? Na miejsce natychmiast skierowany został radiowóz i karetka pogotowia. Pod wskazanym adresem funkcjonariusze znaleźli ciało 15-latki, lekarz stwierdził poważne obrażenia głowy ofiary. Kilkanaście minut później w mieszkaniu pojawił się prokurator oraz ekipa z wydziału dochodzeniowo- -śledczego Komendy Powiatowej Policji w Kłodzku. Pracę rozpoczęli zabezpieczający ślady technicy.

Młotkiem w głowę

Jeszcze tego samego dnia Dawid P. został zatrzymany i przewieziony do komendy w Kłodzku. Już na pierwszym przesłuchaniu przyznał się do i złożył obszerne wyjaśnienia.

Nie potrafił powiedzieć, dlaczego zabił koleżankę. Mówił, że doszło między nimi do awantury i że był w stanie emocjonalnego wzburzenia. W jego krwi stwierdzono śladowe ilości narkotyków. Chłopak przedstawił śledczym swoją wersję przebiegu zdarzeń. ? Chciałem spotkać się z Sandrą i spokojnie pogadać. Miałem jej powiedzieć, żeby w końcu dała mi spokój i raz na zawsze odczepiła się ode mnie. Ubzdurała sobie, że będziemy parą. Zakochała się we mnie. Wiedziałem o tym. Ale ja do niej nic nie czułem i to był problem. Choć gdy wtedy przyszła, to zrobiło się całkiem fajnie. Najpierw słuchaliśmy muzyki i gadaliśmy o różnych rzeczach. Potem nawet trochę się przytulaliśmy. Zrobiłem sobie skręta z marihuany i wziąłem kilka machów. Sandra wpadła w szał. Wyrwała mi go i wyrzuciła przez balkon. Powiedziała, że zabrania mi używania narkotyków. Strasznie mnie to wkurzyło. Zaczęliśmy się kłócić. Najpierw o tego skręta, a później już o wszystko. Palnęła mi umoralniającą gadkę. Miałem dość i kazałem jej się zamknąć. Nie wiem, jak to się stało, ale chwyciłem młotek i uderzyłem ją w głowę. Zaczęła strasznie krzyczeć. Chciałem ją uciszyć i uderzyłem jeszcze raz. A później biłem już na oślep. Początkowo śledczy nie uwierzyli w opowieść Dawida P. Z zabezpieczonych śladów wynikało, że zabójstwo mogło mieć motyw seksualny. Podejrzewali, że być może dziewczyna próbowała bronić się przed molestowaniem lub nawet została zgwałcona.

Walił młotkiem na oślep

Wątpliwości rozwiała sekcja zwłok. Biegły lekarz sądowy wykluczył seksualne podłoże zbrodni. Ustalił, że bezpośrednią przyczyną śmierci był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy, spowodowany wielokrotnymi uderzeniami w głowę. Zabójca zadał Sandrze K. dziesięć ciosów! Policyjni technicy porównali znaleziony w mieszkaniu Dawida P. młotek ze śladami na tkankach miękkich i twardych kości czaszki ofiary. Z zestawienia cech narzędzia i obrażeń wynikało, że właśnie tym przedmiotem posłużył się zabójca. młodociany przestępca O dalszym losie Dawida P. zdecydować miał sąd rodzinny. Na posiedzeniu ustalono, że na czas śledztwa i procesu chłopak trafi do schroniska dla młodocianych przestępców. Orzeczono również, że sprawa nie będzie rozpatrywana w trybie dla nieletnich i mimo niepełnoletności chłopak zostanie potraktowany jak dorosły. Zgodnie z polskim prawodawstwem w pierwszym przypadku za zabójstwo groziłaby mu kara maksymalnie dziesięciu lat pozbawienia wolności, w drugim nawet dożywocie. wiedział, co robi Śledztwo w sprawie zabójstwa Sandry K. zakończyło się po niespełna trzech tygodniach. Dawida P. zbadali biegli psycholog i psychiatra. Orzekli, że w czasie popełniania czynu nastolatek rozumiał jego znaczenie i był w stanie kierować swoim postępowaniem. Oznaczało to, że może odpowiadać przed sądem. Nie zdołali jednak ustalić motywu zbrodni. Do dziś właściwie nie wiadomo, dlaczego oskarżony Dawid P. zabił ? mówił później dziennikarzom prokurator Tadeusz Gajewski. ? Zrobił to bez jakiegokolwiek powodu.

Za młoda na śmierć

Jedynym przewinieniem Sandry K. okazało się to, że zakochała się w niewłaściwym chłopaku. Gdyby w kimś innym ulokowała swoje uczucia albo chociaż posłuchała rad przyjaciółek, ta tragedia mogłaby się nie wydarzyć. Nie ma dobrego wieku na śmierć, ale z pewnością 15-letnia Sandra była na nią za młoda... Tuż po zamknięciu postępowania prokurator postawił nastolatkowi zarzut zabójstwa. W połowie marca 2010 roku Dawid P. zasiadł na ławie oskarżonych. Sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Świdnicy. Obrońcy chłopaka apelowali o nadzwyczajne złagodzenie kary przez wzgląd na jego młody wiek. ? Z jednej strony oskarżony dopuścił się zbrodni. Z drugiej jednak, czy naprawdę osadzenie na resztę życia w więzieniu uczyni z niego lepszego człowieka? - przekonywał na procesie adwokat Piotr Jędrzejuk.

Zimny jak lód

Przez całą rozprawę Dawid P. był spokojny. Siedział w milczeniu, ze spuszczoną głową. W ostatnim słowie wykrztusił z siebie jedynie zdawkowe "przepraszam". Omiatał salę beznamiętnym spojrzeniem i bez cienia skruchy na kamiennej twarzy czekał, aż zapadnie wyrok. Nie okazywał żadnych emocji, gdy sędzia Janusz Dudziński odczytał werdykt: Skazuję Dawida P. na karę 25 lat pozbawienia wolności. Młody wiek nie usprawiedliwia strasznego czynu, którego się dopuścił. Oskarżony, mimo że jest osobą bardzo młodą, jest zdemoralizowany. Zabójstwa dokonał z pełną świadomością czynionego zła. Później zamierzał nie tylko zatrzeć ślady zbrodni i pozbyć się zwłok, ale chciał także wciągnąć do współdziałania kolegę. Sąd nie ma wątpliwości co do winy oskarżonego. Na rozprawę przyszły matki Dawida i Sandry. Po ogłoszeniu wyroku chwilę ze sobą rozmawiały. Nie patrzyły na siebie z nienawiścią. W ich oczach było widać jedynie ogromny smutek i żal.

Monika Wawryka

Personalia oraz niektóre okoliczności zdarzeń zmieniono.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama